Wielkanoc to czas umacniania naszej wiary i nadziei

62

Rozmowa z księdzem Zenonem Boczkiem, superiorem (przełożonym) Zgromadzenia Ojców Salwatorianów w Veronie w stanie New Jersey


Wielkanoc i poprzedzający ją Wielki Tydzień to szczególny czas dla wszystkich katolików, także dla Polaków. Z czego to wynika, dlaczego właśnie tak jest?
– Bierze się to przede wszystkim z wielkiej nadziei, jaka tkwi w nas. Nadzieja ta narodziła się wraz z narodzeniem się Jezusa Chrystusa i związanymi z tymi narodzinami świętami Bożego Narodzenia. Oczekujemy, że nasze życie będzie trwać. Wielkanoc – poprzez zmartwychwstanie Chrystusa – tę nadzieję nam potwierdza, wręcz umacnia i tą nadzieją żyjemy.
Ponadto w tym okresie natura budzi się do życia, kwiatami rozkwita wiosna, a to nam przypomina, że musimy obudzić się z zimowego uśpienia i cieszyć się życiem. Zabiegani, zaabsorbowani codzienną pracą, zapominamy o naszych małych codziennych radościach. Zapominamy też często o tym, aby właściwie przygotować się do niedzieli wielkanocnej. W Wielki Piątek przeżywamy i zgłębiamy to, co się dokonało – Chrystus nas bowiem odkupił poprzez największy akt miłości, jakim jest oddanie za nas własnego życia. Oczekując z nadzieją i rozważając to wszystko, w Wielką Sobotę zapalamy świecę paschalną. Święcimy też wodę, która przypomina nam zdrój wody żywej, która przecież też wypływa z serca Chrystusa…
A my często to wszystko, co nas przygotowuje do właściwego, pełnego przeżywania Wielkanocy, od siebie odrzucamy. Przychodzimy do kościoła z koszyczkami pełnymi wszelakiego jadła, aby je poświęcić, potem tym, co jest w koszyczku, dzielimy się w niedzielę wielkanocną – i wydaje nam się, że to wystarczy.
Koszyczek jest jedynie pewnym symbolem – symbolem życia. Kapłan błogosławi po kolei to wszystko, co w koszyczku się znajduje: sól, chleb, wędliny czy jajko… Każdy produkt zawarty w koszyczku otrzymuje błogosławieństwo i jest symbolem tego nowego życia, którego każdy z nas kiedyś oczekuje.

Jak my, Polacy mieszkający w Stanach Zjednoczonych, powinniśmy – zdaniem księdza – tegoroczną Wielkanoc spędzić, aby przeżyć ją godnie i pięknie, zgodnie z naszą wiarą i tradycjami?
– Powinniśmy przeżywać, jako prawdziwi katolicy, Triduum Paschalne, którego istotą jest celebracja męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Rozpoczyna się ono wieczorną mszą w Wielki Czwartek – Mszą Wieczerzy Pańskiej, kończy natomiast drugimi nieszporami po południu w niedzielę wielkanocną. Wieczerzę Pańską w piątek i liturgię w Wielką Sobotę często omijamy, bo jest zbyt długa. Chciałem zwrócić uwagę, że potrafimy przyjść w sobotę do kościoła, aby poświęcić koszyczki z różnorodną zawartością. Co godzina odbywa się ich poświęcenie, a bywa, że naprawdę jest dużo tych koszyczków. Niektórzy z nas uważają, że najważniejsze w tym wszystkim jest właśnie poświęcenie pokarmów, aby potem postawić je na wielkanocnym stole. Nie przeczę, że fajnie jest dotknąć coś dobrego, posmakować, zjeść.
Ale powinniśmy też pamiętać o tym, że każdy sakrament przychodzi do nas ze znakiem widzialnym i niewidzialnym. Tym niewidzialnym są łaski Boże, które płyną do nas od Chrystusa i które są nam tak bardzo potrzebne. Dlatego warto sobie uświadomić, że pięknie posprzątane mieszkanie, przygotowany stół wielkanocny, zastawiony licznymi i wyszukanymi potrawami – to nie jest wszystko. Bo zjemy to i… nic nie zostanie, no, może wspomnienie, że dobrze pojedliśmy. Ale o wiele ważniejsza jest miłość płynąca do nas od Jezusa Chrystusa, miłość, która powinna wypełnić nasze serca i którą powinniśmy się dzielić z innymi.
Każdy z nas powinien zadać sobie pytanie: ile razy w swoim życiu uczestniczyłem czy uczestniczyłam w liturgii w Wielki Czwartek, w Wielki Piątek czy też w liturgii Wielkiej Nocy, poprzedzającej Niedzielę Zmartwychwstania? Odpowiedź powinna nam dać wiele do myślenia. Jeśli brzmi „tak”, i jeśli przeżywamy głęboko każdą liturgię – to znaczy, że idziemy w dobrą stronę. Jeśli odpowiedź brzmi „nie” – to powinniśmy się zastanowić nad naszym życiem, naszą przyszłością, nad naszą wiarą.

Czy możemy mówić o jakichś istotnych różnicach w przeżywaniu świąt wielkanocnych w Polsce i w USA?
– Opuściłem Polskę 17 lat temu, więc niektóre tradycje na przestrzeni lat mogły ulec pewnym zmianom. Największą różnicą, jaką pamiętam, jest to, że w Polsce pościło się w Wielki Piątek i post ten trwał aż do wieczora w Wielką Sobotę. W USA bywa już różnie, ale niektórzy trwają w tej dobrej polskiej tradycji.
Kiedyś w Polsce ludzie chętniej szli do kościoła w dni poprzedzające Wielkanoc, no i dłużej się w kościele przebywało, aby śpiewać pieśni wielkopostne i przeżywać to, co nas czeka. Nie wybiegało się zaraz po zakończeniu liturgii, a może nawet jeszcze wcześniej. Dostrzegam, że w USA coraz mniej osób znajduje ochotę czy też czas na to, aby zajrzeć do kościoła, pomodlić się, zgłębić tajemnicę zmartwychwstania Jezusa.
Różnica jest też i taka, że w niektórych kościołach amerykańskich nie ma Grobu Pańskiego, podczas gdy w Polsce jest to oczywiste, że taki grób w każdym kościele być musi. W tych kościołach amerykańskich, w których byłem, zawsze był symbol krzyża, były jakieś kamienie, ale nie było statuetki Chrystusa położonego w grobie. Spotkałem się kiedyś w jednym z kościołów amerykańskich ze stanowiskiem rodziców, którzy twierdzili, że nie powinniśmy kłaść statuetki Chrystusa do grobu, bo… straszymy w ten sposób dzieci. Tłumaczyłem im wówczas, że jeśli tak będziemy traktować naszą wiarę i tradycje, to niedługo będziemy musieli zdjąć Chrystusa z krzyża, bo… ktoś może uznać, że też straszy dzieci!
Opowiadano mi kiedyś, że w jednym z kościołów w diecezji Paterson, w stanie New Jersey, przygotowany został Grób Pański, ale był pusty. Przed główną mszą niedzielną do tego grobu położył się diakon. Kiedy ksiądz proboszcz zaczął mówić o zmartwychwstaniu Chrystusa, diakon się podniósł i wyszedł z grobu. W tym momencie część ludzi zaczęło krzyczeć ze strachu i uciekać z kościoła… Rodzi się jednak pytanie: czy my, jeśli wierzymy, powinniśmy się bać człowieka powstającego z grobu? Przecież zmartwychwstanie Chrystusa właśnie symbolizuje nam to, iż to życie wieczne kiedyś osiągniemy.

Jak zwykle pojawiają się w tym okresie rozważania: czy ważniejsze jest Boże Narodzenie, czy Wielkanoc? Czy ksiądz też ma taki dylemat?
– Dla mnie nie ma tutaj żadnego dylematu. Kościół od wieków mówi, że – jeśli w ogóle chcemy podejmować tego typu rozważania – to jednak ważniejsza jest Wielkanoc. Ktoś może powiedzieć, że gdyby Chrystus nie narodził się, to nie byłoby Wielkanocny. To prawda, ale my mówimy o tym, co dla człowieka jest najważniejsze, a mianowicie o odkupieniu przez Chrystusa rodzaju ludzkiego. Kulminacyjnym momentem dla naszej wiary jest bowiem moment odkupienia.

W jakich parafiach pełnił ksiądz swoją posługę na przestrzeni tych 17 lat pobytu w Stanach Zjednoczonych?
– Po opuszczeniu naszej placówki w Krakowie i przyjeździe do USA podjąłem posługę w sanktuarium w Merrillville w stanie Indiana. Jest to piękne miejsce, z koronowanym obrazem Matki Bożej. My jesteśmy tam, gdzie jesteśmy potrzebni. Dlatego potem pracowałem we Flamington w diecezji Metuchen w New Jersey, a następnie w East Brunswick, NJ. Potem byłem 5 lat proboszczem w parafii św. Theodore'a w Port Murray, NJ – niedaleko Great Meadow, skąd wyruszają pielgrzymki do Amerykańskiej Częstochowy.
Przez cały czas przynależałem do naszej wspólnoty w Veronie. Miałem klucze do drzwi i w każdej chwili mogłem tutaj przyjechać – bez zapowiedzi, z potrzeby serca. Tak jak do mamy… Ale ze względu na obowiązki zaglądałem tutaj rzadko.
1 sierpnia 2013 roku zostałem superiorem naszego zgromadzenia w Veronie i zamieszkałem klasztprze. Nasza wspólnota liczy 15 osób. Na stałe mieszkają tu cztery osoby: ja, brat Marek (na co dzień pracuje w kuchni i jest bardzo dobrze znany, bo obsługuje wszystkie polonijne imprezy, a poza tym świetnie gotuje), ojciec Jordan Myśliwiec (jest tu już długie lata) i ksiądz Andrzej.

Jak wygląda Wielkanoc tutaj właśnie, w klasztorze w Veronie?
– W okresie Wielkiego Tygodnia każdy z nas jest mocno zajęty w swojej parafii i praktycznie nie mamy czasu na jakiekolwiek spotkania. Oczywiście, jeśli nam się uda, to spożywamy w wąskim gronie wspólne śniadanie wielkanocne, przygotowane przez brata Marka. Bo naszym zadaniem jest uczynienie wszystkiego, aby nasi rodacy, wszyscy wierni, którzy do nas zaglądają, mogli jak najlepiej przeżyć te święta.
Dopiero po świętach, kiedy nieco ochłoniemy, spotykamy się wszyscy na wspólnym obiedzie, aby podzielić się wrażeniami i porozmawiać o tym, co będziemy dalej robić. Potem kilka dni jesteśmy tutaj razem, mamy czas pomyśleć i porozmawiać o wielu sprawach. Jest to czas na wyciszenie się i znalezienie w nas miejsca dla Boga.

Jakie życzenia składa ksiądz swoim współbraciom i rodakom przed Wielkanocą i w czasie świąt?
– W tym roku złożę pierwszy raz życzenia współbraciom jako przełożony. Będę życzył wszystkim, aby w tym codziennym zabieganiu znaleźli czas na spotkanie z Bogiem i z innymi ludźmi. Na pewno będę też życzył, aby dzięki zmartwychwstaniu Chrystusa zyskali radość i nadzieję na wieczne życie tam, w niebie, a przez to, aby byli lepsi dla siebie i dla swoich najbliższych.

Niedługo, we wrześniu 2014 roku, Zgromadzenie Salwatorianów w Veronie świętować będzie 50-lecie działalności w tym miejscu. Czy już trwają przygotowania do godnego przeżycia tego pięknego jubileuszu? Czy będzie to miało wpływ na sposób przeżywania Wielkanocy?
– Tak, przygotowujemy się do jubileuszu, a główne uroczystości odbędą się 28 września w naszym klasztorze. Ale teraz myślimy przede wszystkim o tym, aby jak najlepiej służyć ludziom. Mam też głębokie przekonanie, że wspólnie przeżywana Wielkanoc sprawi, iż więcej w nas wszystkich będzie wiary i miłości.

ROZMAWIAŁ: JANUSZ M. SZLECHTA

Autor: JANUSZ M. SZLECHTA