Wirus zabiera nam radość i nadzieję

284
Dzieci uczą się teraz online, ale nie wszystkie dobrze sobie radzą z taką formą lekcji FOTO: PEXELS.COM

Epidemia koronawirusa zabiera ludziom pracę, ale także możliwości spotkań i przeżywania radosnych chwil w gronie przyjaciół i bliskich. Niektórzy jakoś sobie radzą, ale większość osób przeżywa to bardzo, nie może się odnaleźć w tej trudnej rzeczywistości. Porozmawialiśmy o tych problemach z naszymi czytelnikami, którzy pozostają w domach już dłuższy czas i nie mogą się doczekać powrotu do normalności.

ARTYSTA CIERPI W MILCZENIU
W związku z moimi urodzinami postanowiłem zorganizować radosne spotkanie zatytułowane „66“ z moimi tancerzami i ich rodzicami w restauracji Tatra Haus w Wallington w stanie New Jersey. Miało się ono odbyć 10 marca – mówi Józef Pałka, nauczyciel tańca i właściciel Joseph’s Dance Studio w Clifton, NJ. – Dwie godziny przed rozpoczęciem musiałem je odwołać, gdyż restauracja została zamknięta. Odbyło się tylko krótkie spotkanie przy torcie i szampanie w sali przy kościele św. Jana Kantego w Clifton, NJ, gdzie prowadzę zajęcia z tancerzami.
Musiałem też odwołać 11. Polonijne Mistrzostwa USA w Tańcach Towarzyskich, które miały się odbyć w niedzielę, 15 marca, w Polskim Domu Cracovia Manor w Wallington.
Wcześniej – 22 lutego – przeżyłem dramat, bowiem spalił się magazyn nieopodal mojego domu w Clifton, w którym przechowywałem flagi polskie i amerykańskie, banery, część medali, które miały być wręczane tancerzom uczestniczącym w Polonijnych Mistrzostwach USA, różnego rodzaju materiały, urządzenia i akcesoria, które wykorzystywaliśmy podczas turniejów tanecznych oraz Parady Pułaskiego na 5 Alei na Manhattanie. Mimo wszystko chciałem mistrzostwa zorganizować. Zamówiłem nowe medale w Polsce, które dotarły w sobotę, dzień przed planowanymi mistrzostwami. Wydrukowałem i porozwieszałem w różnych miejscach plakaty, informacja poszła do mediów polonijnych, powysyłałem zaproszenia. Przygotowałem i wydrukowałem – zgodnie z tradycją – kolorowy biuletyn na mistrzostwa. Ku mojemu zaskoczeniu, chęć udziału w mistrzostwach wyraziło blisko 120 tancerzy. Gotowi byli zaproszeni sędziowie. Spora grupa osób zaangażowała się w przygotowanie tego największego polonijnego turnieju tanecznego. Znalazłem wielu sponsorów, którzy zadbali o stronę gastronomiczną turnieju i wsparli mnie również finansowo przy wydaniu biuletynu.
Niestety, w ostatniej chwili musiałem mistrzostwa odwołać. Zostały wprowadzone ograniczenia związane z koronawirusem, w tym zakaz zgromadzeń. Cracovia została zamknięta. Nigdy jeszcze ja i moi tancerze nie znaleźliśmy się w takiej sytuacji. Początkowo planowałem mistrzostwa na 8 marca i pewnie wtedy by się odbyły, ale przesunąłem je ze względu na Dzień Kobiet, bo nie chciałem, aby nakładały się na siebie różne imprezy.

Józef Pałka ze swoją uczennicą Sandrą Spernacką otwierają 10. Polonijne Mistrzostwa USA w Tańcach Towarzyskich, które odbyły się 7 kwietnia 2019 r. w Polskim Domu Cracovia Manor w Wallington, NJ. Jedenaste mistrzostwa zostały odwołane
FOTO: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK


Czy uda się zorganizować ponownie Polonijne Mistrzostwa USA? Nie wiem, ale będę się starał. Zależeć to będzie między innymi od tego, czy i kiedy zostanie zniesiony zakaz organizowania dużych imprez. No i czy znajdą się sponsorzy, którzy zechcą te nasze mistrzostwa wesprzeć. Mam bowiem świadomość, że wiele biznesów jest aktualnie zamkniętych, a nawet może upaść. Bez wsparcia finansowego trudno będzie takie mistrzostwa przeprowadzić.
Obecnie prowadzę trzy studia taneczne: w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ, w kościele św. Stanisława Kostki na Staten Island, NY oraz w kościele św. Jana Kantego w Clifton. Zajęcia są, niestety, od ponad dwóch miesięcy zawieszone. Staram się kontaktować z moimi uczniami i ich rodzicami przez internet bądź przez telefon, ale wirtualne zajęcia to jest tylko namiastka tych, jakie prowadzę na żywo, na parkiecie. Rodzice dzwonią do mnie, pytają, kiedy ich dzieci znów będą mogły tańczyć, ale… trudno jest mi cokolwiek konkretnego powiedzieć. Po prostu… czekamy na powrót do normalności. Jak skończą się wszelkie ograniczenia, wtedy ruszymy na parkiet.
Planowałem również zorganizować w okresie letnim, w czasie wakacji, obóz taneczny – tak jak w ostatnich latach – ale chyba nic z tego nie wyjdzie. Nie wiadomo w tej chwili, czy na przykład w wakacje szkoły nie będą nadrabiać zaległości i dzieci będą po prostu zajęte. Oznacza to, że ten sezon może być stracony. Oby tylko nie było gorzej. Tym bardziej że wszelkie turnieje taneczne w Stanach Zjednoczonych też zostały odwołane. W dniach 11-14 marca w Provo w stanie Utah miały się odbyć Mistrzostwa Taneczne Stanów Zjednoczonych Amatorów. Moi tancerze też tam mieli walczyć o tytuły. Mistrzostwa zostały przeniesione na listopad, więc może jeszcze powalczą.
Co dalej? Nie wiem, wiem jednak, że… artysta cierpi w milczeniu. Na razie możemy potańczyć w domu.

JESTEŚMY ZMĘCZENI SOBĄ I SYTUACJĄ
Mam dwoje dzieci: 11-letniego syna i 6-letnią córkę. Oboje chodzili do szkoły, a teraz muszą siedzieć w domu. Nigdzie nie wychodzą – mówi Tadeusz Wiśniewski z Roselle, NJ. – Nie widzieli się z kolegami i koleżankami od połowy marca. Uczą się online, ale syn nie radzi sobie. Cały czas są z nim problemy. Nauczyciele wymagają, ale nie mają szans poświęcić tyle uwagi i czasu uczniowi, ile mogli mu poświęcić podczas zajęć w szkole. Tomek jeszcze do niedawna był bardzo dobrym uczniem, a teraz zrobił się… słabym uczniem. Widzę, że czasami nie wie, co ze sobą począć. To dlatego, że bardzo źle znosi tę izolację od szkoły i kolegów.
Żona jest z córką i synem w domu, bo straciła pracę. Pracowała w gastronomii. Jej restauracja została zamknięta. Zajmuje się dziećmi, pomaga im we wszystkim i pewnie dlatego jeszcze Tomek „chodzi” do szkoły, odrabia lekcje. Początkowo próbowaliśmy łagodnie, spokojnie na niego wpływać, ale nie działało. No to zaczęliśmy wprowadzać zakazy: nie wolno ci grać w gry komputerowe, bo masz się uczyć; odłóż telefon i przeczytaj książkę; posprzątaj pokój… Też nie działało. W pewnym momencie zrezygnowaliśmy z wszelkich, nawet najmniejszych kar, bo doszliśmy do wniosku, że największą karą dla naszych dzieci jest siedzenie w domu i brak kontaktów z kolegami i koleżankami. Staramy się wspólnie spędzać czas, rozmawiać, szukać powodu do uśmiechu.
Córcia lepiej znosi te wszelkie ograniczenia. Stara się też angażować brata do wspólnej zabawy. Odnoszę jednak wrażenie, że te nasze relacje – mimo że cały czas jesteśmy blisko siebie – wcale nie są lepsze niż wówczas, gdy spotykaliśmy się między zajęciami, często w biegu. Po prostu czasami jesteśmy tak sobą zamęczeni i tą sytuacją, że nawet nie chce się nam gadać. Mnie przygnębia to siedzenie w domu, brak perspektyw. Wiem, że to nie tylko mnie dotyka. Wielu moich znajomych szuka jakiegokolwiek powodu, aby chociaż na pół godziny wyjść z domu.
Jeszcze na początku marca miałem dwie prace. Jedna firma został zamknięta. Aby zapewnić rodzinie utrzymanie, musiałem poszukać dodatkowej roboty. Już miesiąc pracuję na budowie, czego nigdy wcześniej nie robiłem. Uczę się, bo nie mam wyboru. Mam nadzieję, że w lipcu zaczniemy powoli wracać do normalności.

NAJWAŻNIEJSZE, ŻE JESTEŚMY ZDROWI
Mam 4-letnią córeczkę i siedzę z nią w domu, no bo przedszkola są zamknięte, a ja straciłam pracę. Pracowałam w gabinecie dentystycznym, który już ponad dwa miesiące jest zamknięty – wyjaśnia Marta Kowalczyk z Passaic, NJ. – Moja pani doktor mówi, że niedługo otworzy gabinet, no bo ludzie się dopominają, dzwonią i proszą o wyznaczenie terminu wizyty. Ludziom trzeba pomóc, to oczywiste. Więc mam nadzieję, że już niedługo wrócę do pracy.
Wykorzystałam ten czas spędzany w domu na dopieszczanie córci. To moje bardzo kochane maleństwo… Bardzo się cieszy, że mama jej nigdzie nie wyprowadza, nie zostawia, tylko cały czas z nią jest.
Dobrze, że mój mąż nie stracił pracy, bo dzięki niemu jakość sobie radzimy. Oczywiście bardzo się martwię co to będzie, ale mój Tomek jest optymistą i twierdzi, że jego amerykańska firma na Manhattanie przetrwa kryzys. Ja też staram się być optymistką. Nie wiem, co by to było, gdybyśmy oboje stracili pracę. Najważniejsze, że jesteśmy zdrowi!

NIE WIEM, JAK DŁUGO JESZCZE WYTRZYMAM
Nie wyobrażałem sobie takiej sytuacji: jestem pełen energii, chęci do pracy, bo mam superpracę na Manhattanie, a teraz muszę siedzieć w domu. Moja firma jest zamknięta i na razie nie wiadomo, kiedy zostanie otwarta. Mnie to dobija, bo brakuje mi kontaktów z ludźmi, tego parcia do przodu, no i towarzyskich spotkań – twierdzi Marcin Popek z Wallington, NJ. – Owszem, wykorzystuję czas i dużo czytam – nie tylko w internecie, także normalne, pachnące książki. Sięgam po gazety, które kiedyś kupiłem, położyłem i tak sobie leżą.

Samotność w czterech ścianach jest trudna do zniesienia. Ludzie nie mogą się doczekać zniesienia ograniczeń i umawiają się ze znajomymi i rodziną na spotkania wówczas, kiedy… już będzie lepiej FOTO: PEXELS.COM


Wynajmuję apartament i mieszkam sam, ale zawsze chętnie witam gości. Tylko że teraz ludzie nie chcą się odwiedzać, bo po prostu boją się, że mogą się zarazić wirusem. Umawiam się więc ze znajomymi i przyjaciółmi na spotkania wówczas, kiedy… już będzie lepiej. Czyli nie wiadomo kiedy.
Pierwszy tydzień w domu był super. Nigdzie się nie spieszyłem. Kładłem się spać o godzinie 1 lub 2 w nocy, a wstawałem czasami w południe. Godzinami wydzwaniałem do rodziny w Polsce i do przyjaciół w Kanadzie i Chicago. Drugi tydzień poświęciłem na robienie porządków i pranie. W trzecim tygodniu zacząłem namiętnie czytać książki. Po raz piąty w życiu przeczytałem opowiadanie Hemingwaya – tym razem po angielsku – „Stary człowiek i morze”. Zawsze się wzruszam, kiedy czytam to opowiadanie.
Po miesiącu, kiedy wciąż musiałem siedzieć w domu, zacząłem wychodzić na krótkie spacery. Niemal zawsze zaglądam na mój przystanek autobusowy, z którego autobusem numer 160 jeszcze niedawno jeździłem na Manhattan. Myślę sobie wówczas: „Mój Boże, kiedy znowu pojadę na mój ulubiony Manhattan, do mojej ulubionej pracy?”. Niestety, nie znam odpowiedzi. A to ciągłe siedzenie w domu już mnie zaczyna strasznie nudzić, wręcz dobijać psychicznie. Nie wiem, jak długo jeszcze tak wytrzymam… w samotności, z dala od ludzi.

CO BĘDZIE Z NASZĄ TKANKĄ SPOŁECZNĄ?
Sytuacja była poważna i od 18 marca już nigdzie nie wyszłam, zostałam w domu – mówi Elżbieta Kieszczyńska z Clifton, NJ. – Dla mnie siedzenie w domu jest bardzo cenne. Po pierwsze dlatego, że mam charakter brawurowo-chaotyczny i wszędzie jest mnie pełno. Po drugie – bardzo często byłam poza domem, co wynikało z wielu obowiązków, których się podjęłam. W związku z tym siedzenie w domu przez prawie ten cały czas jest dla mnie pozytywnym zjawiskiem. Po prostu cieszę się, że mogę wreszcie być w domu, nigdzie nie pędzić. Oczywiście towarzyszy mi strach związany z tą nienormalną sytuacją, jaką jest pandemia koronawirusa, która zagraża naszemu zdrowiu, a nawet życiu. No bo już nie jestem taka młoda… W pewnym momencie miałam wrażenie, że czas został pochłonięty przez strach. Tkwiłam bowiem w internecie, sprawdzałam aktualne informacje w CNN i NBC.
Z pandemią to jest tak, że człowiek sobie chodzi i robi co chce, bo ma dużo czasu, ale przychodzi moment, że staje się chory. Wtedy już jest za późno na zmiany. Dlatego od pewnego czasu tkwi we mnie obawa, że dotknięcie czegokolwiek spowoduje, że znajdę się po tamtej stronie… To jest bardzo dziwne uczucie, które mnie przytłacza. Na szczęście jestem zdrowa, mój mąż też, no i nikt z naszej rodziny ani przyjaciół nie złapał wirusa. Moja kuzynka, która mieszka w Clarkston w stanie Michigan i pracuje w służbie zdrowia, tak dba o higienę i zabezpieczenie przed wirusem, że wokół niej też nikt się nie zakaził. Brat mieszka w Polsce i również nikt z jego najbliższych nie zachorował.
Na co dzień prowadzę księgarnię. Opiekuję się również starszą panią, która mieszka dosyć daleko na północ od Nowego Jorku. 17 listopada pani ta skończy 90 lat. Jest to wykształcona, światła, bardzo miła pani, ale w dosyć kiepskiej kondycji, porusza się na wózku inwalidzkim. Ze względów bezpieczeństwa druga opiekunka została z nią na dwa miesiące, a ja wyjechałam do domu.

Elżbieta Kieszczyńska (z lewej) prowadzi spotkanie z Elizą Sarnacką-Mahoney w ramach Przytuliska Literackiego 24 kwietnia 2019 r. w Polskim Domu Cracovia Manor w Wallington, NJ
FOTO: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK


Moja sytuacja finansowa do końca marca była dobra, ale bałam się, co będzie w kwietniu, bo nie mogłam wrócić do pracy i zajmować się tą miłą, starszą panią. Na szczęście niemal cały czas działała moja księgarnia. Sprzedałam sporo książek. Pod koniec kwietnia sprowadziłam z Polski nowe, które też cieszyły się dość dużym zainteresowaniem.
Miałam zamówienie na kilkadziesiąt książek z Polskiej Szkoły Dokształcającej Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ. Częściej niż zwykle dzwonili do mnie czytelnicy, którzy żalili się, że księgarnie są pozamykane, więc oni proszą mnie, abym wysłała im książkę – i podawali tytuł. Nie mogę mówić o jakimś szaleństwie, ale dawno już nie zgłosiło się do mnie tyle osób zainteresowanych kupnem książek.
Problemy dla mnie mogą się zacząć w czerwcu, bo będę musiała zapłacić podatki za rok 2019 i zaległe rachunki.
A co będzie dalej? Nie wierzę w teorie spiskowe, że ktoś tam chce zrobić z nas niewolników. Chyba muszę dostać po łbie, aby uwierzyć. Przemawiają do mnie konkrety. Bardzo mnie przygnębiały dane o kolejnych ofiarach śmiertelnych w Nowym Jorku, bo właśnie w tym mieście przybywało ich w zastraszającym tempie. W depresję wpychały mnie zdjęcia ludzi transportowanych do szpitali przez postacie w dziwnych maskach i kombinezonach, niczym z filmów science fiction. I widok pustych ulic w Nowym Jorku. I te informacje, że życie tracili najczęściej ludzie ubodzy, którzy mieszkali w ciasnych apartamentach, blisko siebie. Andrew Cuomo, gubernator stanu Nowy Jork, kilkakrotnie informował o tym, że najwięcej zachorowań i ofiar śmiertelnych jest wśród osób czarnoskórych. Sporo jest także wśród Latynosów.
Oczywiście widzę, że w związku z pandemią nastąpiły zmiany w zachowaniach ludzi – zmiany wymuszone. Ludzie unikają siebie, zastanawiam się więc, co będzie z naszą tkanką społeczną, z naszym byciem razem. Oczywiście, że rozmowa przez Skype’a czy przez komórkę nie zastąpi bezpośredniego kontaktu, no ale jednak pozwala na przekazanie informacji i emocji.