Wirus zmienia nam plany

611
Zawieszone loty uniemożliwiły wielu ludziom powrót do domów ZDJĘCIA: PEXELS.COM

W wyniku pandemii koronawirusa i związanych z nią obostrzeń niemal wszystkie nasze plany zostały zrewidowane – niektórych już nie uda się zrealizować, ale są także takie, które po prostu zostały przesunięte. Wszystkim nam bowiem towarzyszy nadzieja, że czas normalności wkrótce nastanie i znów będziemy mogli cieszyć się życiem, marzyć, dążyć do lepszej przyszłości.

Nasi czytelnicy podzielili się swoimi historiami o tym, co im się nie udało, z czego musieli się w ostatnich miesiącach wycofać. Na szczęście zapewniają, że odłożone plany zamierzają zrealizować – czego im życzymy.

PIERWSZA KOMUNIA ZA PARĘ MIESIĘCY LUB ZA ROK
W tym roku, 3 maja, nasza córka Weronika miała przystąpić do I Komunii Świętej w kościele Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Mahwah w stanie New Jersey. Wraz z nią do I Komunii miało przystąpić blisko 30 dzieci – mówi pan Marcin, tata Weroniki. – Potem zaplanowaliśmy przyjęcie dla rodziny i przyjaciół w pięknej restauracji Royal Manor w Garfield, NJ. Zaprosiliśmy 60 osób, także z Polski. Nasza córka uwielbia tańczyć – uczy się tańca w Joseph’s Dance Studio Józefa Pałki. Właśnie Józef Pałka miał być DJ-em na tym przyjęciu. Niestety, do tego ważnego dla nas wszystkich wydarzenia nie doszło z powodu pandemii koronawirusa. Komunia została przełożona na 17 października, przyjęcie też. Ale czy to dojdzie do skutku – nie wiadomo. Wszystko zależy od tego, czy ta epidemia się skończy. Mam nadzieję, że fala zakażeń minęła i będzie dobrze. Jeśli jednak tak by się zdarzyło, że Weronika nie przystąpiłaby w październiku do komunii, to przełożymy to wydarzenie na przyszły rok.

NIE MOGĘ BYĆ NA ŚLUBIE CÓRKI
Mieszkam w dzielnicy Rockaway na Queensie. W połowie kwietnia zamierzałam lecieć do Polski, aby spędzić 10 dni w uzdrowisku w Busku Zdroju. Kupiłam bilet na samolot już w styczniu. Niestety, nic z tego nie wyszło, musiałam zostać w domu – mówi pani Barbara. – W maju planowałam lecieć do Polski po raz drugi: na ślub mojej córki Ani oraz I Komunię Świętą wnuczki Kasi, córki syna Zygmunta. Loty do Polski były już wówczas wstrzymane, ale robiłam wszystko, aby polecieć, no bo nie mogło mnie zabraknąć na takich ważnych wydarzeniach rodzinnych.
W maju Polskie Linie Lotnicze zorganizowały dwa loty z Nowego Jorku do Warszawy. Dzięki temu, że miałam dużo wcześniej wykupione dwa loty do Polski, na ten jeden udało mi się zdobyć miejsce. Poleciałam do Polski 27 maja. Niestety, zostałam objęta kwarantanną. Mieszkam u córki w Białymstoku, ale nie mogę wyjść z mieszkania. Na dodatek dwa razy dziennie przychodzi policjant i sprawdza, czy rzeczywiście jestem w tym mieszkaniu.
Córka wzięła ślub w niedzielę, 7 czerwca. Potem odbyło się wesele w lokalu niezbyt odległym od naszego miejsca zamieszkania, ale ja nie mogłam w nim uczestniczyć, bo nadal obowiązywala mnie kwarantanna. Nie będę mogła również uczestniczyć w I Komunii wnuczki, która odbędzie się w czwartek, 11 czerwca, a więc w Boże Ciało – jeden dzień przed zakończeniem mojej kwarantanny. Nie wiem, jak ja to przeżyję. Jeżeli opuściłabym mieszkanie w okresie kwarantanny i policjant by to udokumentował, to zapłaciłabym karę 30 tysięcy złotych.
Miałam wrócić do Nowego Jorku 15 czerwca, ale już wiem, że nie wrócę, bo nie wiadomo kiedy będą wznowione loty. Nie wiem, co dalej. Tkwić będę w Białymstoku. Jestem zrozpaczona.

WESELE NAWET W NASTĘPNYM ROKU
Z Darkiem zaręczyłam się we wrześniu 2019 roku. W niedzielę, 24 maja 2020 roku, mieliśmy wziąć ślub w kościele Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus w Linden w stanie New Jersey – mówi Danuta. – Tego samego dnia miało się odbyć przyjęcie weselne w restauracji w pobliskim Elizabeth. Zaprosiliśmy 150 osób, w tym wiele gości z Polski, z naszych rodzin. Niestety, na przeszkodzenia stanęła nam pandemia koronawirusa. Samoloty przestały latać, więc było oczywiste, że nikt z Polski nie przyleci. Zostały też zamknięte kościoły i restauracje. Wiadomo było, że ani ślubu, ani wesela w maju nie będzie. Podjęliśmy decyzję, że przesuwamy ślub i wesele na poniedziałek, 7 września, czyli Labor Day. Salę na przyjęcie weselne zarezerwowaliśmy na 130 osób, ale dopiero pod koniec lipca będziemy wiedzieć, ile osób dojedzie czy doleci.
Smutno mi jest z tego powodu, że ślub i wesele nie doszły do skutku w zaplanowanym terminie i że we wrześniu – jeśli wszystko będzie dobrze – na pewno już nie będzie z nami tyle osób, ile chcieliśmy. Mimo wszystko ludzie będą się obawiali latać samolotami. Poza tym nie wiemy jeszcze, czy wszystkie ograniczenia do tego czasu zostaną odblokowane.
Już zaczęto usuwać pewne ograniczenia naszego życia. Można modlić się w kościołach i przystępować do spowiedzi. Drugi etap też już jest zaplanowany i za jakiś czas będą w kościołach udzielane chrzty. W trzecim etapie kościoły mają być otwarte jak niegdyś. Ludzie będą mogli normalnie uczestniczyć w mszach świętych, no i będą udzielane śluby. Więc mam nadzieję, że we wrześniu nasz ślub się odbędzie. Wcześniej, w sierpniu, weźmiemy ślub cywilny w urzędzie miejskim w Linden. Jeśli zmusiłyby nas do tego warunki, to możemy przesunąć wesele nawet na następny rok.

TROCHĘ DOBRZE, TROCHĘ ŹLE
Przyleciałem z Polski z żoną do mojego młodszego brata w piątek, 14 lutego. To było akurat w walentynki, a więc był to podwójnie fajny dzień – mówi pan Henryk. – Dokładnie tydzień później brat Krzysztof obchodził 60. urodziny. Odbyły się w jego pięknym domu w Clifton, NJ. Właśnie na te urodziny zaprosił mnie i moją żonę Krystynę. To była piękna rodzinna impreza. Z Chicago przyleciała jego córka Natalia z mężem i dwiema córkami. Była też druga córka Marysia, też z mężem i dwoma synkami. Nie zabrakło grupy przyjaciół, których znamy, bo przecież mieszkaliśmy i pracowaliśmy w Clifton prawie 20 lat. Teraz jesteśmy na emeryturze i mieszkamy w Kielcach, więc możemy wreszcie zrobić coś dla siebie.
Zaplanowaliśmy, że w marcu odwiedzimy Chicago i oczywiście Natalię. Polecieliśmy tam 29 lutego i wróciliśmy w sobotę, 14 marca. Mieliśmy szczęście, że wróciliśmy, bo właśnie wprowadzono rygory związane z pandemią koronawirusa.
Lot do Polski mieliśmy zaplanowany na 11 maja. Chcieliśmy więc wykorzystać ten czas i odwiedzić naszych przyjaciół, pospacerować po Manhattanie, pojechać na Florydę – kiedyś marzyliśmy o tym, aby zamieszkać tam w Fort Lauderdale, gdzie też mamy przyjaciół. Niestety, koronawirus zepsuł nam wszystkie plany. Dobrze, że zdążyliśmy odwiedzić Chicago. Cały czas mieszkamy w domu brata. Fajnie, jesteśmy razem, bo nie widzieliśmy się ponad dwa lata, ale… wszyscy mamy już dość tego siedzenia. No i nie wiem, kiedy wrócimy do Polski. Tam na nas czekają wnuki i wciąż pytają, kiedy babcia i dziadek do nich wrócą.

POBYT W USA MOCNO PRZEDŁUŻONY
Od kilkunastu lat co roku przylatuję do mojej córki, aby spędzić z nią i jej rodziną zimę w Dumont, NJ. Podobnie było i tym razem mówi pani Helena. – Jednak zaplanowany na kwiecień powrót do Polski pokrzyżowała pandemia. Z jednej strony nie narzekam, bo młodszy wnuk oraz córka na czas koronawirusa pracują z domu, więc mam okazję przebywać z nimi dłużej w ciągu dnia, niż to było w ubiegłych latach. Cieszę się ze wspólnych codziennych posiłków, a dodatkową atrakcją jest cotygodniowe pieczenie zawsze innego ciasta. Staliśmy się już naprawdę doświadczonymi cukiernikami. Poza tym patio i spory ogród pozwalają na korzystanie ze świeżego powietrza, z dużą przyjemnością pomagam córce i zięciowi w warzywniku, dbam również o kwiaty. Jak twierdzą domownicy, nie czujemy się uwięzieni, raczej ograniczeni w codziennej rutynie. Wiem też, że moi bliscy bardzo przestrzegają zarządzeń pandemicznych, dbając w dużej mierze przede wszystkim o mnie. Bardzo mi było miło, gdy żona mojego drugiego wnuka uszyła specjalnie dla mnie maseczkę, która pasuje do mojej ulubionej apaszki. Doceniam ich opiekę, doceniam ten dodatkowy czas spędzony z rodziną, ale… chciałabym już być we własnym domu w Polsce – tam też mam ogródek i maleńki sad. Pewnie w tym roku nie zdążę posadzić warzyw. Muszę uzbroić się w cierpliwość, bo LOT zapowiada, że być może uruchomi połączenia ze Stanami Zjednoczonymi dopiero po 10 lipca.

Koronawirus sprawił, że wiele ceremonii ślubnych musiało zostać przełożonych

DWA TERMINY ŚLUBU
Na maj zaplanowana była nasza ceremonia ślubna – mówi Jakub z Rutherford, NJ. – Na przełomie zimy i wiosny wszystko było już uzgodnione: termin w kościele, wybrane miejsce zabawy, zarezerwowane noclegi, wysłane zaproszenia, kupiona suknia ślubna dla mojej narzeczonej i zrobione ostatnie przymiarki mojego garnituru. W marcu w Nowym Jorku miał odbyć się bridal shower Emily, a na początku kwietnia – mój wieczór kawalerski w Filadelfii, który mieliśmy z kolegami najpierw spędzić na koncercie, a później w barze. Tak naprawdę zaczęliśmy niepokoić się, gdy restauracja na dwa dni przed terminem przyjęcia mojej narzeczonej dla koleżanek i pań z rodziny odwołała je z powodu rozprzestrzeniającego się koronawirusa. Zresztą my już też przeżywaliśmy rozterki z powodu tego spotkania – zrezygnować z niego czy nie – bo przecież nasze mamy z racji swojego wieku znalazły się w grupie podwyższonego ryzyka, przede wszystkim zaś moja 89-letnia babcia. A sytuacja stawała się naprawdę poważna. Otrzymywaliśmy wiadomości o coraz większej liczbie zakażonych i Nowym Jorku, i w stanie New Jersey. Potem już wszystko potoczyło się szybko – odwoływanie imprez, zakaz zgromadzeń, zamykanie restauracji, zakaz wychodzenia z domów itd. Stało się jasne, że to wyjątkowe wydarzenie w naszym życiu musimy przełożyć, tym bardziej że nie chcieliśmy kameralnej uroczystości. Miało to być wesołe spotkanie naszych wszystkich przyjaciół i naszych rodzin. Zamierzaliśmy ten wieczór spędzić w dużym gronie ludzi, którzy są nam bliscy i z którymi chcieliśmy dzielić naszą radość. Ślub więc został przełożony na koniec września i ponowne zaproszenia już zostały rozesłane. Nie możemy jednak pozbyć się uczucia niepokoju, bo przecież pojawiają się opinie, że jesienią nadejdzie druga fala zachorowań. Czy wówczas znów będziemy zmieniać termin naszego wesela? Na to pytanie nie potrafimy odpowiedzieć.
W tej sytuacji niepewności miłym akcentem był majowy dzień naszego niedoszłego ślubu. Dzwonili do nas znajomi, że pamiętają, iż mieliśmy się spotkać – było wiele śmiechu i zapewnień, że na pewno będą razem z nami we wrześniu. Nasi rodzice, chociaż nie mogliśmy ich odwiedzić, przekazali nam piękne kartki z życzeniami, pomysłowe przedślubne prezenty, a moja mama upiekła nam tort orzechowy, który bardzo lubimy. Był to naprawdę fajny dzień.
Mamy nadzieję, że już we wrześniu wszystko odbędzie się zgodnie z planem, a my będziemy obchodzić dwa razy w roku rocznicę naszego ślubu – tego niedoszłego, i tego, który odbył się naprawdę.