Wspaniała lekcja historii o II wojnie światowej

147
Siostry Kadar-Allen jako łączniczki i sanitariuszki w oddziałach Powstania Warszawskiego ZDJĘCIA: RYSZARD DZIEDZIC

Po dwuletniej przerwie, do kalendarza imprez plenerowych o charakterze historyczno-edukacyjnym, powróciła jedna z najatrakcyjniejszych i najlepiej zorganizowanych imprez znana jako WWII Commemorative Weekend w Reading w Pensylwanii. W tym roku, w dniach od 4 do 6 czerwca, już po raz 30. na terenie placówki muzealnej Mid-Atlantic Air Museum i wydzielonej specjalnie części murawy lokalnego lotniska, odwiedzający mogli zapoznać się z przygotowanymi specjalnie dla nich atrakcjami i prezentacjami na ziemi oraz w powietrzu.

Organizatorzy przygotowywali się do tego wydarzenia od prawie dwóch lat. Po odwołaniu zeszłorocznej imprezy zdecydowano, że w przypadku zniesienia ograniczeń i restrykcji narzuconych przez władze stanu Pensylwania, podjęte zostaną zdecydowane kroki, aby wcześniej zaplanowany termin na początek czerwca 2021 roku został wykorzystany. Muzeum zaangażowało do realizacji przygotowań dużą grupę ochotników, zaprosiło do udziału rzeszę rekonstruktorów historycznych, posiadaczy pojazdów militarnych i samolotów. Ustalono terminy rejestracji, aby można było zorientować się ilu rekonstruktorów i z jakich grup rekonstrukcyjnych weźmie udział w tegorocznej imprezie. Kilka tygodni wcześniej zaplanowano lokalizację miejsc na obozowiska i przewidywane ekspozycje.

Ołtarz polowy kapelana i symboliczne upamiętnienie ofiar zbrodni katyńskiej
 

Polonijni rekonstruktorzy historyczni

Do zaprezentowania się w Reading zarejestrowali się również polonijni rekonstruktorzy historyczni należący do dwóch grup. Grupa Rekonstrukcji Historycznej Polesie i Polsko-Amerykańskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej (PALHA), we współpracy z organizacją Wheels of Liberation,  przygotowały w tym roku dla odwiedzających przyciągające uwagę ekspozycje.

Ekspozycja Polsko-Amerykańskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej
w Reading, PA

GRH Polesie wystąpiła w Reading po raz drugi. Zaprezentowała  żołnierzy polskich walczących w wojnie obronnej w 1939 roku. Stowarzyszenie PALHA, które już od ponad 20 lat jest obecne w Reading, w połączeniu z kolekcją wyposażenia, uzbrojenia oraz pojazdów, rozbiło swoje namioty w sekcji wojsk sojuszniczych państw alianckich. Pod powiewającą biało- czerwoną flagą odwiedzający mogli uzupełnić swoją wiedzę na temat udziału Polaków w obronie Francji w 1940 roku, w bitwie o Wielką Brytanię, o Polskich Siłach Zbrojnych na zachodzie, o Powstaniu Warszawskim i o znaczącym wkładzie polskich żołnierzy w ostateczne zwycięstwo w II wojnie światowej.

Ekspozycja Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Polesie”

Nasze indywidualne przygotowania do udziału w takim wydarzeniu, mającym miejsce na świeżym powietrzu,  rozpoczęły się na długo wcześniej przed wyznaczonym terminem. Przegląd stanu technicznego pojazdów, selekcja umundurowania i wyposażenia, konserwacja sprzętu obozowego i namiotów – to tylko część pracy, którą każdy rekonstruktor podejmuje decydując się na udział w wystąpieniu w ramach publicznej prezentacji. W trakcie ostatniego tygodnia poprzedzającego imprezę koncentrujemy się na pakowaniu sprzętu, finalizowaniu zabezpieczenia go do transportu, koordynowaniu czasu przybycia i uzupełnieniu zapasów, które są niezbędne na pobyt w terenie przez prawie cztery dni.

Młodzi rekonstruktorzy GRH „Polesie”

Wprawdzie goście i odwiedzający przybywają na teren muzeum od piątku rano, ale my, rekonstruktorzy, staramy się przybyć na miejsce dzień wcześniej. W tym roku skorzystaliśmy z oferty pana Mirosława Chrycaka, który zgodził się wypożyczyć nam ze swojej kolekcji Wheels of Liberation  jeden ze swoich pojazdów, aby uatrakcyjnić naszą ekspozycję. Dzień wcześniej na teren muzeum został dostarczony na specjalnej przyczepie czołg Sherman w barwach polskiej 1. Dywizji Pancernej. W czwartek po południu z miejsca garażowania wyruszył konwój przewożący replikę tankietki TKS, armatę przeciwpancerną Bofors i armatę 76 mm na jednej przyczepie oraz samochód opancerzony GMC White Scout Car i replika czołgu-miny Goliat na drugiej. Po przejechaniu około 90 mil i dotarciu na miejsce wczesnym wieczorem, pojazdy zostały rozładowane i zaparkowane na uzgodnionych wcześniej stanowiskach. Pozostało nam jeszcze rozbicie namiotów i przygotowanie zakwaterowania na nadchodzącą noc, co wspólnie poszło nam bardzo sprawnie. W ostatniej chwili dowiedzieliśmy się, że niestety nie dołączą do nas w tym roku nasi koledzy z Ohio, co uszczupliło skład naszej reprezentacji i w rezultacie nałożyło na nas trochę więcej obowiązków.

Amerykańska rodzina Kadar-Kallen była z nami

Piątek rozpoczęliśmy wcześnie rano i – po odprowadzeniu przyczep oraz naszych środków transportu – zajęliśmy się przygotowaniem naszego otoczenia, aby swoim wyglądem było gotowe dla odwiedzających.

Po zjedzeniu skromnego żołnierskiego śniadania w pobliskiej kantynie, uroczyście wciągnęliśmy na maszt polską flagę i kontynuowaliśmy nasze przygotowania na przyjęcie pierwszych odwiedzających. W tym czasie dołączyła do nas (wspomagająca nas od kilku już lat) amerykańska rodzina Michaela i Kimberlee Kadar-Kallen. Kilka lat temu, kiedy jako odwiedzający zorientowali się, że wśród rekonstruktorów znajduje się również polska grupa, wyrazili chęć aktywnego partycypowania. Od tego czasu rodzice wraz z gromadką swoich dzieci w wieku od kilku do kilkunastu lat prezentują zwiedzającym mniej znane Amerykanom losy Polaków żyjących pod okupacją, martyrologię, formy działań konspiracyjnych oraz genezę i przebieg Powstania Warszawskiego. Ich zaangażowanie i zakres posiadanej wiedzy – wraz z indywidualnymi talentami takimi jak gra na akordeonie, śpiewanie polskich pieśni i piosenek patriotycznych po polsku czy wykonane przez jedną z dziewcząt grafiki w formie rysunków nawiązujących do wspomnianych wcześniej tematów – robią na wszystkich bardzo pozytywne wrażenie. Ponieważ państwo Kadar-Kallen mieszkają niedaleko od Reading, pozostawali z nami każdego dnia aż do zakończenia imprezy. Można tylko żałować, że wśród Polonii na Wschodnim Wybrzeżu nie znalazła się, jak dotychczas, żadna polska rodzina, która zechciałaby pójść w ich ślady i chociaż raz do roku wspomóc nasze działania w podobnej formie.

Ten pierwszy dzień upłynął spokojnie, aczkolwiek zainteresowanie ekspozycjami obu grup przez przybyłych pasjonatów historii było relatywnie intensywne. Niestety, tak jak to wynikało z prognozy pogody, w godzinach popołudniowych nad lotniskiem przeszła krótka ale intensywna burza, która wypłoszyła przedwcześnie odwiedzających. Wykorzystaliśmy powstałe warunki i przygotowaliśmy obiado-kolację z przywiezionego przez nas jedzenia.

Najazd zainteresowanych

W ciągu nocy niebo nad Reading wypogodziło się i już od samego rana świecące intensywnie słońce było zwiastunem nadchodzącej upalnej soboty. Po zasłużonym wypoczynku,  zjedzonym ze smakiem śniadaniu i wciągnięciu na maszt naszej biało-czerwonej, byliśmy gotowi na aktywne włączenie się w kontakty z odwiedzającymi, których w tym dniu spodziewaliśmy się (jak w latach poprzednich) zdecydowanie w większej ilości. Rano dołączył do nas Piotr, dla którego miało to być zupełnie nowe doświadczenie. Już wkrótce okazało się, że jego pomoc była bardzo pożądana. W tym dniu obie polskie grupy musiały stawić czoła najazdowi, ale nie wrogich wojsk tylko zainteresowanych. Odwiedzające nas osoby, będące pod wrażeniem naszych ekspozycji i naszych prezentacji, szukały  odpowiedzi lub konkretnych wyjaśnień. Dość powiedzieć, że nie tylko nie mieliśmy zbyt wielu okazji na przerwę na posiłek, ale doceniliśmy rozpiętą w czwartek płachtę brezentową dającą tak pożądany cień oraz pokaźnych rozmiarów termos wypełniony wodą z lodem, pomagający gasić pragnienie i uzupełniać niedomiar płynów.

Również w sobotę dotarł do nas, specjalnie zaproszony na tę imprezę, Ryszard Dziedzic, znany wśród Polonii fotograf, który zrobił w czasie tego dnia spędzonego z nami mnóstwo zdjęć, dokumentując w ten sposób nasze poczynania.

White Scout Car – amerykański kołowy transporter  opancerzony z okresu II wojny światowej cieszył się dużym zainteresowaniem zwiedzających

Dużym zainteresowaniem cieszyły się nasze pojazdy i prezentowane uzbrojenie. GMC Scout Car, wyposażony w imitacje karabinów maszynowych na prowadnicach, z oznaczeniami 2. Korpusu Polskiego, był niejednokrotnie fotografowany ze zmieniającymi się załogami noszącymi hełmy, berety lub furażerki z polskimi orłami. Dla dzieci, młodzieży i dorosłych te zdjęcia, zrobione w kabinie lub przy burtach GMC i z polską flagą powiewającą tuż obok, na pewno pozostaną miłą pamiątką ich wizyty w polskim obozie.

Armata „Gorący pocałunek”

Tuż obok samochodu i masztu flagowego zajęła miejsce oryginalna armata, która jest własnością sympatyka naszej grupy. Przez ostatnich parę lat przyjeżdża do Reading i prezentuje ten unikalny eksponat z jego kolekcji w ramach naszej polskiej ekspozycji. Tak się składa, że tego typu armaty – wykonane przez francuską firmę Hotchkiss Ordnance – były na wyposażeniu żołnierzy polskich walczących w kampanii francuskiej w maju 1940 roku oraz w oddziałach na Bliskim Wschodzie.

Przeciwpancerne działko „Gorący pocałunek”

Za zgodą właściciela, na pancerzu działa namalowane zostały litery PL potwierdzające przynależność do formacji polskiej oraz nazwa zaproponowana  przez  jednego z naszych kolegów. Ponieważ nazwa fabryki, która wyprodukowała działo, brzmi podobnie do angielskich słów HOT KISS, kolega zaproponował,  aby polskie tłumaczenie tych słów zostało uwiecznione na jej pancerzu. Nikt z nas nie oponował i tak słowa „Gorący pocałunek„ przyozdobiły przeciwpancerne działko. Ponieważ staramy się wprowadzać jakieś innowacje oraz adekwatne do czasu i miejsca elementy humoru uznaliśmy, że ta w przeszłości śmiercionośna broń może być wykorzystana w zupełnie inny sposób. Jedno z najbardziej znanych zdjęć zrobionych przez fotografa na Times Square 9 maja 1945 roku, zatytułowane „Victory Kiss”, posłużyło nam  za inspirację. Postanowiliśmy prezentować naszą armatę „Gorący pocałunek” jako miejsce,  przy którym odwiedzające nas pary narzeczonych lub małżonków mogłyby na swój własny sposób zaprezentować wersję takiego pocałunku, oczywiście uwiecznionego na zdjęciu ich telefonem lub aparatem.

Nikt z nas nie mógł przewidzieć reakcji odwiedzających, ale ku naszemu zaskoczeniu pomysł spodobał się i stał się swego rodzaju formą odtwarzania historii. Ze swojej strony uznaliśmy za stosowne dodawać, że skoro dana para wyraziła chęć podtrzymania takiej tradycji to jest bardzo prawdopodobne, że będą powracać na kolejne imprezy w Reading, a ich relacja przetrwa długie lata. I tak oto udało się połączyć aspekty historyczne, częstokroć bolesne i smutne, z elementem humoru.

Dancing w innym wymiarze czasu

W ciągu tego upalnego słonecznego dnia odwiedzali nas nie tylko Amerykanie. Dotarli do nas również przedstawiciele Polonii, którzy przyjechali do Reading nie tylko z Pensylwanii,  ale również z New Jersey, Nowego Yorku, Maryland i Connecticut. Niektórzy dotarli do Reading po raz kolejny, inni po raz pierwszy i byli miło zaskoczeni nie tylko obecnością Polaków – rekonstruktorów, ale także formą organizacji i przebiegiem całej tej imprezy. Te wizyty były dla nas szczególnie miłe i traktowaliśmy je jako formę wynagrodzenia za nasze niestrudzone działania, pomimo upału i wysokiej wilgotności.

Rodacy odwiedzający stoiska chętnie robili sobie pamiątkowe zdjęcia

Wieczorem, kiedy teren naszych obozowisk opustoszał i tylko nieliczni odwiedzający pozostali, aby zrobić kilka ostatnich zdjęć w promieniach zachodzącego słońca, mogliśmy przeznaczyć czas na posiłek i zabezpieczenie ekspozycji na nadchodzącą noc. Gdy już to zakończyliśmy, nastąpił czas przygotowania na wystąpienie w mundurach wyjściowych na wieczornym dancingu, który tradycyjnie odbył się w głównym hangarze muzeum, przy dźwiękach muzyki z lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Odświeżeni, nienagannie ubrani w barwne mundury z orłami na czapkach i beretach, dołączyliśmy do grona naszych kolegów, którzy w towarzystwie elegancko ubranych pań miło spędzali czas na parkiecie. Obserwując tańczących i zapadający zmrok, można było odnieść wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie o prawie 80 lat i nasza współczesna codzienność tego wieczoru pozostała gdzieś daleko.

Tej nocy udaliśmy sie na zasłużony odpoczynek mając świadomość, że w niedzielę czeka nas kolejny intensywny dzień.

Lekcja historii polskiego oręża

Znowu przywitał nas piękny słoneczny poranek. Po śniadaniu przygotowaliśmy obozowisko i ekspozycję dla odwiedzających. Po podniesieniu flagi, część z nas udała się na niedzielną modlitwę poprowadzoną przez jednego z kanadyjskich kapelanów wojskowych, który również brał udział w tej imprezie.

Młody pasjonat historii wcielił się w postać powstańca warszawskiego.
Z prawej Krzysztof Czuj

Niedziela rozpoczęła się spokojnie. W tym dniu odwiedzających było znacznie mniej. Mimo to mieliśmy po raz kolejny wielu ciekawych gości, których zainteresowanie historią Polski rozwinęło się w ciekawe dyskusje i polemiki. W niedzielę impreza trwa krócej, aby wszyscy mogli za dnia rozpocząć przygotowania do powrotu do domu. Tym razem musieliśmy wyprowadzić z parkingu nasze samochody, podjechać po przyczepy i wjechać na teren muzeum po godzinie 17, aby spakować cały sprzęt, oporządzenie, namioty i pojazdy. Pomagając sobie wzajemnie, w ciągu półtorej godziny udało nam się zwinąć obozowisko, wprowadzić pojazdy na przyczepy i zapakować sprzęt oraz rzeczy osobiste. Pozostało nam jeszcze zabezpieczenie ładunku i ostateczne sprawdzenie przyczep.

Fotograf Ryszard Dziedzic (z lewej) i Krzysztof Czuj na stanowisku

Opuściliśmy teren muzeum około godziny 19. Żegnając się z kolegami, życzyliśmy sobie kolejnego spotkania za rok na gościnnym terenie Mid-Atlantic Air Museum, w kolejny weekend historii II wojny światowej.

Podsumowując myślę, że wszyscy uczestniczący w tej imprezie – jako polonijni rekonstruktorzy historyczni – opuszczaliśmy Reading z poczuciem pożytecznie spędzonego czasu. Każdy z nas swoją obecnością i zaangażowaniem aktywnie dopomógł w edukacji i popularyzowaniu wiedzy historycznej o wkładzie Polaków i oręża polskiego w ostateczne zwycięstwo państw sprzymierzonych nad Trzecią Rzeszą niemiecką. I chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na bardzo istotny aspekt naszego uczestnictwa: nasze grupy nie otrzymują wsparcia od żadnych polonijnych instytucji lub sponsorów. O uczestnictwie przedstawicieli młodzieży polonijnej, jako rekonstruktorów, nie informowaliśmy żadnych oficjalnych instytucji w Polsce lub reprezentujących polskie władze w USA.

Czołg Sherman, który w czasie II wojny światowej służył w polskiej 1. Dywizji Pancernej

Otrzymane podziękowania od organizatorów i wyrazy szczerego uznania od licznej rzeszy odwiedzających były dla nas najlepszą rekompensatą i największą satysfakcją.