WYBRAŁAM AMERYKĘ. Ortodontka w miejskiej dżungli

21

“Zawsze lubiłam sztukę i architekturę wnętrz, ale jednocześnie ciągnęło mnie ku medycynie – opowiada Dagmara Sperling, lekarz ortodonta, właścicielka gabinetu przy Norman Avenue na Greenpoincie. – Ortodoncja pozwoliła mi połączyć te dwie rzeczy, bo przy korygowaniu wad zgryzu trzeba mieć także zmysł estetyczny”.

Na Greenpoint, gdzie od siedmiu lat ma swój gabinet, Dagmara przyjechała jako nastolatka z rodzicami z Wrocławia w 1987 roku. Nie wspomina tego okresu najlepiej.
“Nie chciałam w ogóle tu przyjeżdżać, był to dla mnie obcy kraj, obce miejsce – opowiada. – Greenpoint w tamtych czasach był szary i smutny, pełen zaniedbanych fabryk i pustych ulic. Nie podobało mi się tu nic”.

Dagmara poszła do liceum na Manhattanie, ale nie czuła się tam dobrze. Angielski, którego uczyła się w Polsce, nie był wystarczający, by odnalazła się w klasie, szczególnie że wszyscy znali się z poprzednich lat, a ona była zupełnie nowa.

“Po skończeniu szkoły nie wiedziałam, co chcę robić w życiu – przyznaje Dagmara. – Nie byłam gotowa na żadne studia, a poza tym nie było nas jeszcze na nie stać. Musiałam pójść do pracy i zastanowić się, co dalej robić”.

Jej pierwszym zajęciem była praca w kwiaciarni przy Nassau Avenue. Okazało się, że bukiety, które układa, podobają się klientom, a ich robienie przy okazji jej samej sprawia przyjemność. Wtedy pierwszy raz pomyślała, że chciałaby robić coś kreatywnego w pracy. Zanim to jednak nastąpiło chwytała się wielu zajęć – pracowała w piekarni, sprzątała, aż w końcu została asystentką dentystyczną, bo medycyna także była czymś, co ją bardzo pociągało.

“Wtedy mnie oświeciło – śmieje się Dagmara. – Ortodoncja, czyli medycyna i estetyka w jednym. Stwierdziłam, że to idealne zajęcie dla mnie”.

Ortodontka, która wie, co czuje pacjent
Poszła na studia, najpierw na czteroletnie studia pre-med, a potem na studia medyczne i specjalizację ortodontyczną. Podczas studiów doświadczyła, czym jest ortodoncja na własnej skórze, a raczej… żuchwie.

“Miałam szkieletową wadę żuchwy i przeszłam operację – opowiada Dagmara. – To było makabryczne doświadczenie. Miałam zadrutowaną szczękę przez sześć tygodni, siniaki na twarzy, opuchliznę, czułam potworny ból. Gdy mi wreszcie te druty zdjęli, pierwsze, co zrobiłam, to pobiegłam umyć zęby” – śmieje się.

Ortodontka jest przekonana, że dzięki temu, iż sama przeszła taką operację, może zrozumieć, co czują pacjenci, jak się obawiają bólu, tego, czy operacja się uda, i rozumie, że zastanawiają, czy warto się jej poddać.

“Moje zdjęcia sprzed operacji i po niej są w podręczniku dla nowojorskich studentów – uśmiecha się Dagmara prezentując idealne zęby. – Pokazuję je moim pacjentom, żeby ich przekonać, że warto trochę pocierpieć, by potem być zdrowym i mieć do tego piękny uśmiech”.

Afryka dzika i miejska dżungla
Pasją Dagmary są podróże. I to nie takie, gdzie tylko leży się na plaży, ale wyprawy do Afryki, do prawdziwej dżungli, rezerwatów dzikich zwierząt – lwów, gepardów, słoni. Lekarka wspomina pewną podróż z mężem, gdy ich wędrówkę zatrzymało przechodzące stado antylop.

“Nie mogliśmy ich ominąć, było ich kilkaset, w każdej chwili mogły nas zaatakować, bo to my byliśmy na ich terenie – opowiada dr Sperling. – Za każdym razem, gdy oglądam wspaniałe krajobrazy Afryki, myślę, że jedyne, co człowiek może tam zrobić, to pokłonić się naturze i oddać jej hołd. Bo, mimo że potrafimy stworzyć już prawie wszystko, to natury nigdy nam się nie uda podrobić”.

Marzeniem Dagmary jest wyjechać na pół roku do Afryki i jako wolontariuszka opiekować się małymi lwiątkami w rezerwacie. Inną podróżą, która jeszcze jest przed nią, to wyjazd do Polski.

“Choć trudno w to uwierzyć, to odkąd wyjechałam z Wrocławia w 1987 roku, ani razu nie byłam w Polsce – przyznaje. – Pamiętam tę smutną, szarą Polskę i wolałam najpierw zwiedzić świat. Jednak czuję, że nadchodzi czas, żeby wreszcie tam pojechać. Tym bardziej że mój mąż, który jest Amerykaninem, także jest bardzo ciekawy kraju, z którego pochodzę”.

Oprócz podróży pasją Dagmary są zwierzęta. Od zawsze każdy bezdomny kot, bezpański pies czy ptak ze złamanym skrzydłem mógł liczyć u niej na schronienie. Misia – suczka, którą wzięła ze schroniska, jest już z nią 10 lat. Dagmara zawsze lubiła też chodzić do zoo, jednak odkąd pojechała do Afryki i zobaczyła dzikie zwierzęta na wolności, szkoda jej tych zamkniętych w klatkach.

Mimo swojego uwielbienia dla przyrody i dzikiej natury lekarka nie chce wyprowadzać się z Nowego Jorku. “Nowy Jork to przecież miejska dżungla – śmieje się Dagmara. – To piękne miasto, dynamiczne, gdzie ciągle coś się dzieje. Tutaj jest mój dom i to tu wracam po wyprawach do prawdziwej dżungli”.

Autor: KATARZYNA SZCZEŚNIAK