Wybrałem Amerykę. Sztuka spekulacji Zenona Komara

8

"Do Nowego Jorku przyjechałem w maju 1966 roku, tuż po skończeniu studiów na warszawskim SGPiS. Gdy zobaczyłem Manhattan uznałem, że Bóg istnieje i że stworzył go dla mnie. Wiedziałem, że tu zostanę. To była miłość od pierwszego wejrzenia – mówi Zenon Komar, biznesmen, finansista, giełdowy spekulant, autor słynnej "Sztuki spekulacji" i zapalony brydżysta.

Do Ameryki Zenon przyjechał jako 22-latek, by spotkać się z ojcem, który tu mieszkał od lat. Miał popracować, zarobić trochę pieniędzy i wrócić, ale Nowy Jork lat 60. zawrócił mu w głowie i postanowił spróbować szczęścia po tej stronie oceanu.
„To były czasy! Chodziliśmy z kolegami na Harlem, do Apollo Theater, słuchaliśmy jazzu, poznawaliśmy wspaniałych muzyków. Sam też zacząłem grać w zespole. Najpierw zastępując perkusistę, który złamał rękę, a potem jako gitarzysta. Graliśmy w ośrodku wczasowym Syrena House w Upstate New York. Dziewczyny za nami szalały” – wspomina Zenon.

Pierwszą pracą, jaką znalazł w Nowym Jorku, była funkcja pomocnika w sali komputerowej na New York University. Do obowiązków Zenona należało m.in. otwieranie studentom sali i uruchamianie ogromnego komputera. Dzięki tej pracy zaczął poznawać komputery i języki programowania, co jak się potem okazało na kilka lat ukierunkowało jego karierę. Wtedy też poznał swoją przyszłą żonę Patrycję, która pracowała dla IBM.
„Sądziła, że znam się na tym co robię i zapytała mnie o coś, a ja nie dość, że dopiero uczyłem się czym w ogóle jest komputer, to jeszcze słabo mówiłem po angielsku – śmieje się Zenon. – No ale jak widać, aż tak jej to nie przeszkadzało. Jesteśmy razem już 45 lat”.

Na NYU Zenon spędził rok. Potem trafił do Albert Einstein College of Medicine na Bronksie, gdzie miał zajmować się komputerami w pracowni badawczej dr. Herberta Scheinberga.
„Na pierwszej rozmowie w ogóle nie rozumiałem, co on do mnie mówi, używał tak skomplikowanego słownictwa medycznego. Powiedziałem mu wtedy, że nie mogę dla niego pracować, bo go nie rozumiem – wspomina. – Mój tata i żona nie mogli uwierzyć, że mogłem być takim durniem. Bardzo to przeżyłem. O dziwo, za miesiąc propozycja pracy została powtórzona, a ja jeszcze negocjowałem z nimi wyższą pensję. Niektórzy nazywają to tupetem, inni hucpą. No cóż, taki jestem”.

W 1968 roku Zenon został programistą komputerowym na nowojorskiej giełdzie. I wtedy odkrył swoją pasję, która pochłania go do dziś – spekulację na giełdzie.
„W kieszeni miałem chyba 500 dolarów. Jeden z kolegów zaprowadził mnie do swojego maklera. Chciałem założyć rachunek inwestycyjny, ale makler odmówił. Po prostu nie otwierał rachunków poniżej 100 tysięcy dolarów. Zacząłem więc inwestować sam, słuchając podpowiedzi kolegów i znajomych. Muszę przyznać, że moje pierwsze inwestycje były świetne. Z tych 500 dolarów szybko zrobiło się tysiąc, a potem dwa tysiące i więcej. Niemal natychmiast doszedłem do wniosku, że mam niezwykły talent. Zachwycony poleciałem do banku po pożyczkę. Zainwestowałem 5 tysięcy i wszystko straciłem – opowiada Zenon. – A jako, że moją ulubioną maksymą jest powiedzenie Churchilla: „Nigdy, nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawaj”, poszedłem do biblioteki i przeczytałem wszystko co było o giełdzie, spekulacji, inwestowaniu. Musiałem się dowiedzieć, dlaczego straciłem te pieniądze i co zrobić, by się to nie powtarzało”.
Potem Zenon przeszedł do bankowości. W Irving Trust, który potem połączył się z Bank of New York, zaczynał od etatu informatyka, a skończył na posadzie wiceprezesa. Podobne stanowiska piastował przez kolejne kilka lat, najpierw w banku inwestycyjnym Kidder Peabody, a później w Smith Barney Shearson.

W 1989 roku zaczął jeździć do Polski. Interesowały go zachodzące przemiany polityczne i gospodarcze. Doszedł do wniosku, że swoim doświadczeniem giełdowo-finansowym mógłby podzielić się z tymi, którzy w Polsce dopiero się tego uczyli.
Na zaproszenie profesora Henryka Sterniczuka zaczął wykładać, uczyć przyszłych maklerów jak działa rynek, na czym polega inwestowanie na giełdzie. Napisał książkę „Jak się robi pieniądze” i potem w 1993 bestsellerową „Sztukę spekulacji”, której dalszy ciąg „Sztuka spekulacji po latach” wydał w 2011 roku.
„Słowa 'spekulacja' i 'spekulant' źle się w Polsce kojarzą – opowiada Zenon. – Pamiętam, że po jakimś moim występie w telewizji podszedł do mnie znajomy i powiedział, żebym może nie opowiadał całemu światu, że jestem spekulantem, bo nie mam się czym chwalić” – śmieje się biznesmen.

W 1990 roku Komar został prezesem Funduszu Daru Narodowego, organizacji działającej przy rządzie Tadeusza Mazowieckiego i zbierającej datki od Polaków w kraju i zagranicą na potrzeby edukacji, jak np. laboratoria językowe. Z ramienia American Express miał też zająć się inwestycjami w Polsce. Wtedy pojawił się pomysł, żeby samemu tam zainwestować. I tak kupił dom maklerski, który z czasem miał zamiar przekształcić w bank inwestycyjny. Kiedy jednak nie doszło to do skutku, Komar sprzedał go w 1998 roku.
Jego związki z Polską były coraz silniejsze, w 1997 roku został prezesem Narodowego Funduszu Inwestycyjnego, a rok później doradcą zarządu Telekomunikacji Polskiej. Ten czas wspomina jako najbardziej owocny i satysfakcjonujący zawodowo.
„Udało nam się wtedy sprywatyzować firmę. Mój pomysł, by zrobić emisję obligacji w wysokości miliarda dolarów, odniósł olbrzymi sukces – mówi Komar. – Jak na owe czasy, była to największa transakcja w Polsce. Czułem się spełniony, bo to było to, co chciałem robić. Wyniki mojej pracy były widoczne”.

W 2003 roku jego praca w Telekomunikacji dobiegła końca. Jednak Komar nadal inwestuje na giełdzie, śledzi wykresy, analizuje, spekuluje. Dzisiaj częściej można go spotkać w New Jersey, gdzie ma dzieci i wnuki. Tam też mieszka z żoną. Od dwóch lat jego ulubioną rozrywką jest gra w sportowego brydża.
„Gram od poniedziałku do piątku, po trzy godziny dziennie – mówi Zenon. – To cudowna gra, nie ma dwóch identycznych rozdań. Za pomocą 15 słów trzeba opisać partnerowi, jakie mamy karty. To uczy dyscypliny. Mózg musi intensywnie pracować. Brydż pomaga mi w spekulacji, zarówno w tej giełdowej i tej w życiu. Trzeba grać tak, by nie popełniać błędów. Te za dużo kosztują. Nie ma co działać na chybił trafił, wszystko trzeba przemyśleć, przeanalizować. A jak się już przegra, to trzeba wiedzieć dlaczego”.

Autor: Katarzyna Szcześniak