Z dziejów rodziny Wierzbiańskich

0
0

Na miejscowym cmentarzu spoczywa ojciec rodziny oraz dwoje dzieci państwa Wierzbiańskich. Grobem opiekujemy się z pieczołowitością i z szacunkiem wspominamy zmarłych, którzy związani byli z naszą miejscowością.

RODZINA Z OLEJOWA
Rodzina Wierzbiańskich wywodzi swe korzenie z Olejowa na Podolu. Aleksander Władysław Wierzbiański (1865-1923) był synem Teofila Wierzbiańskiego i Antoniny z domu Siłka. Przez kilka lat był komendantem posterunku żandarmerii w Olejowie. Posterunek w tej miejscowości powstał w sierpniu 1898 r., lecz o olejowskich żandarmach z pierwszych lat istnienia placówki nie posiadamy żadnych informacji. Prawdopodobnie było ich kilku: dowódca i dwóch albo trzech podwładnych. Pierwszym znanym z imienia i nazwiska żandarmem jest Aleksander Władysław Wierzbiański, komendant posterunku. Jego żona Filipina z Onoferów Wierzbiańska (1880-1948) była córką Piotra Onofera i Julii z domu Sandeckiej. Z przekazów rodzinnych wiemy, że uczęszczała do szkoły sióstr Niepokalanek w Jazłowcu.

W Olejowie przyszło na świat dwóch ich synów. 8 kwietnia 1902 r. urodził się Marian Piotr (chrzest 27 kwietnia 1902 r.), natomiast 13 kwietnia 1904 r. urodził się Teofil Kazimierz (chrzest 22 maja 1904 r.). Drugi z synów otrzymał pierwsze imię po swym dziadku, jednak w dorosłym życiu używał tego drugiego. Rodzina Wierzbiańskich w Olejowie miała utrwaloną wysoką pozycję społeczną i towarzyską. Przyjaźniła się z rodziną olejowskiego leśniczego, z naczelnikiem poczty i z rodziną nauczyciela z pobliskiej wsi Trościaniec Wielki. Aleksander Władysław 13 kwietnia 1903 r. był ojcem chrzestnym Marii Ilnickiej, córki leśniczego z Olejowa, Adolfa Ilnickiego. Udało im się też zaprosić na matkę chrzestną Teofila Kazimierza hrabinę Marię Wodzicką z Olejowa.

Nie wiemy, kiedy dokładnie i z jakich powodów rodzina przeniosła się do Bachórza. Możemy jedynie wnioskować, że w poszukiwaniu pracy. Przekazy pośrednie wskazują na lata 1904 lub 1905. W roku 1904 została oddana do użytku linia kolei wąskotorowej Przeworsk – Bachórz – Dynów i to właśnie praca na kolei stała się kolejnym wyzwaniem Wierzbiańskich. Zapis w księdze metrykalnej z 1904 r. przy danych dziecka Teofila Kazimierza, w rubryce dotyczącej profesji ojca, brzmi „pensjonowany” komendant żandarmerii, czyli prawdopodobnie zakończył już służbę w tej formacji lub chciał zmienić pracę.

BACHÓRZ – CZAS LAT DZIECIĘCYCH BOLESŁAWA WIERZBIAŃSKIEGO
Po przeprowadzce do Bachórza Aleksander Władysław został pracownikiem zarządu kolei, jako naczelnik stacji w Bachórzu. Rodzina niebawem powiększyła się o dwoje dzieci. W roku 1905 przyszła na świat Irena Elżbieta, a w 1907 Stanisław Mikołaj. Niestety, w roku 1908 oboje zmarli na szkarlatynę. Stało się to w okresie świąt Bożego Narodzenia. Jako pierwszy zmarł zaledwie roczny Staś (23 grudnia), a trzy dni później trzyletnia Irenka.

W tym samym roku, we wrześniu, naukę w Szkole Powszechnej w Bachórzu podjął najstarszy syn Marian, a w 1910 r. Teofil Kazimierz. Szczęśliwie na świat przychodzą kolejni synowie: Adam (1910) i Bolesław (1913). Podobnie jak dwaj starsi bracia, oni również uczęszczali do szkoły w Bachórzu. Zachowały się katalogi klasowe z tamtego okresu, potwierdzające ten fakt, jak również to, że wszyscy czterej byli pilnymi i zdolnymi uczniami.

Dla czytelników „Nowego Dziennika” skupimy się na przyszłym założycielu gazety Bolesławie. To, że Bachórz był dla niego miłym wspomnieniem dzieciństwa, utrwalił w jednym z zachowanych listów z 1996 r., w którym pisał: „Dużo mam wspomnień bachórskich i zawsze żałowałem, że mój ojciec, który zmarł w 1923-cim, nie wybudował tam domu, co zamierzał, na skrzyżowaniu drogi do Dynowa i do Szklar. Pamiętam, że koło stacji w Bachórzu gromadził kamienie na fundamenty”.

Bolesław Wierzbiański spędził w Bachórzu kilkanaście lat swego życia. Rodzina mieszkała w budynku stacyjnym, istniejącym do dzisiaj. W trudnych czasach I wojny światowej musiała go opuścić. Na skutek inwazji rosyjskiej wojsko zajęło szereg obiektów, w tym także budynki kolei. Wierzbiańscy na przełomie lat 1914 i 1915 mieszkali w jednej z wiejskich chat z rodziną miejscowej nauczycielki Marii Widziszewskiej. Na szczęście zniszczeniom w wyniku działań wojennych uległy tylko kolejowe budynki gospodarcze, więc w 1915 r. rodzina mogła wrócić do swego mieszkania służbowego.

Jak pisał w cytowanym wyżej liście Bolesław: „Stacja kolejowa była częstym miejscem spotkań kolegów moich braci”. Obok budynku stacji, w kierunku Sanu, ojciec Bolesława miał ziemię, którą użytkował aż do swej śmierci.

Wspominając dzieciństwo, Bolesław Wierzbiański przywołuje też epizod, który być może zaważył na przyszłym jego zaangażowaniu w działalność harcerską: „Harcerze (pewnie wtedy skauci) z Jarosławia mieli raz kolonię letnią w szkole, a także obóz w lasku, na górze, po prawej stronie stawu, blisko młyna, który prowadził chyba p. Drewniak”.

Z tego okresu dysponujemy fotografiami dokumentującymi tę kolonię letnią z lipca 1920 r. Na jednej z nich widzimy zastęp skautów I Jarosławskiej Drużyny Harcerskiej w pełnym umundurowaniu na placu przykościelnym. Drużynę tę prowadził najstarszy brat Bolesława, Marian. Był on wówczas uczniem gimnazjum w Jarosławiu. Wcześniej uczęszczał, wraz z bratem Teofilem Kazimierzem, do gimnazjum w Brzozowie. Tam mieszkała rodzina ich ojca – Kumorowie. Jednak po likwidacji tego gimnazjum przenieśli się do Jarosławia.

W roku 1920 Bolesław jako siedmiolatek rozpoczął naukę w szkole powszechnej 2-klasowej (z planem 3-klasowej) w Bachórzu. Wychowawczynią jego klasy była Elżbieta Błotnicka. Z zachowanej dokumentacji szkolnej wynika, że był bardzo dobrym uczniem. W wyniku klasyfikacji otrzymał wszystkie oceny bardzo dobre.

Niestety rok 1923 przyniósł bardzo smutne wydarzenie –19 stycznia zmarł w wieku 58 lat ojciec Bolesława, Aleksander Władysław. Został pochowany na miejscowym cmentarzu. Dla rodziny nastał kolejny po wojnie, trudny czas w życiu. Ciężar utrzymania rodziny spoczął na barkach matki Filipiny. Gdy w 1924 r. najmłodszy syn Bolesław wyjechał, w ślad za starszym bratem Adamem, do szkoły gimnazjalnej, mogła rozważać powrót w rodzinne strony na Podolu.

Nie wiemy, czy czasowo powróciła do Olejowa, natomiast wiemy, że czas jakiś mieszkała w miejscowości Kołodziejówka. Potwierdza ten fakt korespondencja z 1931 r. Miejscowość ta leżała w ówczesnym powiecie skałackim województwa tarnopolskiego. Wybór miejsca zamieszkania nie był chyba przypadkowy. Powróciła w rodzinne strony. Pisał o tym fakcie Bolesław: „Moja matka Filipina najpierw przeniosła się na jakiś czas do swojej rodziny na Podole”. W linii prostej Kołodziejówka była oddalona około 56 km od Olejowa i około 60 km od Jazłowca, gdzie pani Filipina uczęszczała do szkoły jako dziecko.

Bolesław w tym czasie uczęszczał do V Gimnazjum im. Jana Kochanowskiego w Krakowie, gdzie założył swoje pierwsze pismo „Głos”. Tutaj kierował 5. Krakowską Drużyną Harcerską. W 1933 r. rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, by po roku przenieść się na Uniwersytet im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie.

DALSZE LOSY MATKI FILIPINY
Kiedy najstarszy syn Marian osiadł w Warszawie, matka Filipina zamieszkała wraz z nim i jego żoną Jadwigą z Laszczków. Czasowo mieszkał wraz z nimi, studiujący wówczas w Warszawie, najmłodszy Bolesław. Gdy podczas II wojny światowej, w 1942 r., Marian z rodziną musiał wyjechać do Krakowa i Zakopanego, matka Filipina pozostała w warszawskim mieszkaniu przy ul. Kujawskiej. Uważała, że je upilnuje przed Niemcami.

Niestety, spłonęło ono po powstaniu warszawskim, a Filipina znalazła się w obozie w Pruszkowie, jak inni mieszkańcy Warszawy. Opuszczając mieszkanie wzięła ze sobą pudełko z fotografiami, które prezentujemy w niniejszym artykule. Po wojnie rodzina Mariana zamieszkała w Krakowie. Rodzina żony Mariana, córki artysty, prof. Konstantego Laszczki, posiadała tam dom, wybudowany w 1938 r. przy ulicy Komorowskiego 7. Na parterze artysta miał swoją pracownię. Tutaj zamieszkała również Filipina. Zmarła 19 lutego 1948 r. i została pochowana na Cmentarzu Salwatorskim.

SZKOŁA W BACHÓRZU PAMIĘTA
W roku 2014, za zgodą wnuczki Aleksandra Władysława, Teresy Wierzbiańskiej-Janoty, szkoła w Bachórzu roztoczyła opiekę nad grobem zmarłego. Wcześniej dbała o niego rodzina państwa Bielców z Bachórza. Czas jednak sprawił, że musiała nastąpić zmiana pokoleń. Sprawia nam to autentyczną satysfakcję. Pamiętamy również, że Bolesław właśnie z Bachórza wyruszył w wielki świat polityki, dyplomacji i ukochanego dziennikarstwa, dając życie „Nowemu Dziennikowi”.

Autor: Józef Stolarczyk