Zasłużeni dla polskiej sprawy

0
5

Pod koniec grudnia, na ostatnim ubiegłorocznym zebraniu Rady Miasta Jersey City, wszyscy jej członkowie jednogłośnie opowiedzieli się pozostawieniem pomnika Katyń 1940 na stałe na dotychczasowym miejscu, czyli Exchange Place. Jednak w ich gronie jest trzech radnych – Richard Boggiano, Michael Yun i James Solomon – którzy walczyli o polski monument od samego początku, od chwili, gdy burmistrz Steven Fulop wyszedł z pomysłem jego usunięcia. To dzięki nim Polonia dowiedziała się o zagrożeniu dla pomnika upamiętniającego prawie 22 tys. ofiar mordu dokonanego na Polakach wiosną 1940 roku na terenie ZSRR. Także dzięki ich pomocy obrońcom monumentu było łatwiej prowadzić walkę o jego ocalenie, tym bardziej że nie tylko zachęcali ich do działania, ale także protestowali wraz z nimi oraz lobbowali i namawiali innych radnych do zmiany decyzji w sprawie pomnika.

POSTRZEGANIE WALKI O POMNIK
Radni Richard Boggiano, Michael Yun oraz James Solomon od samego początku zaangażowali się w obronę pomnika Katyń 1940. Mimo że każdy z nich patrzył na tę walkę przez inny pryzmat, to jednak wszyscy stanęli po stronie Polonii. Każdy z nich miał także inne prawno-polityczne możliwości działania, ale patrząc z perspektywy czasu można stwierdzić, że zostały one maksymalnie wykorzystane przez radnych. Richard Boggiano, Michael Yun, a także szef jego biura Vernon Richardson czynnie uczestniczyli nawet w akcjach organizowanych przez Komitet Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych oraz mec. Sławomira Plattę.

Richardowi Boggiano, mieszkającemu w Jersey City od ponad 40 lat, od dawna nie podobają się działania, mające na celu zmianę charakteru tego miasta i zacieranie jego historycznych śladów. Dotyczy to m.in. oryginalnych mieszkańców, pośród których znalazła się Polonia, zamieszkująca dystrykt Paulus Hook, którego nazwa również powoli wychodzi z użycia. Boggiano jest również byłym policjantem, mającym 37-letni staż w Jersey City, a także weteranem Amerykańskiego Korpusu Piechoty Morskiej, dlatego wszelkie miejsca upamiętniające ofiary wojen mają dla niego szczególne znaczenie. Podkreślił to także w rozmowie z „Nowym Dziennikiem”, odpowiadając na pytanie dotyczące jego zaangażowania w obronę monumentu katyńskiego: „Robię to, ponieważ ten pomnik upamiętnia ofiary wojny, a ja jestem byłym żołnierzem. Poza tym przez 16 lat pracowałem w części miasta zamieszkanej przez Polaków, z którymi byłem w bardzo dobrych relacjach”.

Również Michael Yun, który jest koreańskim imigrantem, w wyjątkowy sposób szanuje wszelkie symbole związane z historią i walką o wolność. Wcześniej zażarcie bronił pomnika weteranów wojny koreańskiej, który też miał być usunięty z nadbrzeża Jersey City, do czego również dążył Steven Fulop, wówczas jako radny miejski, chcący stworzyć park dla psów. Tak więc walka o monument katyński była dla Yuna podobnym doświadczeniem.

Natomiast James Solomon patrzył na obronę pomnika Katyń 1940 przez pryzmat dystryktu, w którym ten monument się znajduje, oraz który reprezentuje jako radny Jersey City. Dlatego też z całej trójki radnych on miał najbardziej „związane ręce” i być może jego aktywność nie była aż tak widoczna na zewnątrz. Mimo tego swoimi działaniami, a zwłaszcza dociekliwością dotyczącą wszelkich prawnych uwarunkowań związanych z budową parku na Exchange Place oraz technicznego przesunięcia monumentu na York Street, starał się udowodnić radzie miasta, że operacja taka jest niemożliwa do wykonania, a pomnik powinien pozostać na dotychczasowym miejscu.

Ostatecznie wszyscy radni stanęli po stronie Polonii walczącej o monument, a zaangażowanie i skuteczność członków Komitetu Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych oraz wszystkich osób broniących rzeźby dłuta mistrza Andrzeja Pityńskiego docenili podczas swoich przemów przed finałowym głosowaniem w nocy z 19 na 20 grudnia ub.r. Niektórzy z nich mówili to także podczas styczniowego opłatkowo-noworocznego spotkania obrońców pomnika Katyń 1940.

„Polacy są przykładem do naśladowania dla wszystkich innych grup etnicznych. To właśnie wy pokazaliście, co można osiągnąć przez działanie we wspólnocie oraz determinację. Chciałbym, żeby wszyscy walczyli o swoje prawa jak Polacy, i liczę na to, że w przyszłości Polonia znowu pokaże swoją siłę w naszym mieście, jeśli zajdzie taka potrzeba” – stwierdził Richard Boggiano.

W podobnym tonie wypowiadał się wówczas Vernon Richardson, który zaangażowany był w walkę o ocalenie monumentu katyńskiego wraz z całą swoją rodziną.

„Muszę przyznać, że ocalenie pomnika to wielkie dzieło, to wręcz najważniejsza rzecz, jaką udało mi się osiągnąć w moim życiu. Jestem z tego bardzo dumny, a Polacy pokazali wszystkim, jak skutecznie walczyć o swoje prawa” – podkreślał Richardson podczas spotkania, które odbyło się 18 stycznia, w sali parafialnej kościoła św. Antoniego z Padwy w Jersey City.

ZAANGAŻOWANIE W WALKĘ O POMNIK
Zarówno podczas styczniowego spotkania członków i sympatyków Komitetu Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych oraz osób zaangażowanych w walkę o polski monument, jak i tuż po ostatecznym, grudniowym głosowaniu dotyczącym pozostawienia go na Exchange Place w Jersey City, pojawiały się głosy podkreślające wielkie zasługi kilku osób z rady miasta w osiągnięciu tego celu. Bez ich wsparcia, porad i zaangażowania obrońcy pomnika mieliby o wiele trudniejsze zadanie. Niektórzy twierdzili wręcz, że pomoc tych radnych jest nie do przecenienia. Dlatego też należą się im najważniejsze laury ze strony Polonii oraz Polski.

„Bardzo duży jest wkład Richarda Boggiano, Michaela Yuna oraz szefa jego biura Vernona Richardsona – podkreśla Janusz Sporek, prezes Komitetu Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych. – Jednak w pewnym momencie wszyscy radni zostali postawieni pod ścianą i nie mając innego wyjścia musieli zrezygnować z referendum i zagłosować za pozostawieniem pomnika na dotychczasowym miejscu. W czerwcu mieliśmy za sobą tylko trzech z nich – Richarda Boggiano, Michaela Yuna i Jamesa Solomona – a wynik głosowania był 6:3 na naszą niekorzyść – przypomina Sporek dodając, że radni stojący po stronie obrońców monumentu uparcie walczyli, rozmawiali oraz starali się przekonać pozostałych członków rady miasta do pozostawienia pomnika. – Dla nich, a zwłaszcza Boggiano i Yuna, należą się największe słowa uznania, ale myślę, że wyślemy oficjalne podziękowania na ręce wszystkich radnych, ponieważ ostatecznie wszyscy zagłosowali za pomnikiem” – zapewnił podczas rozmowy z „Nowy Dziennikiem” prezes Komitetu Ochrony Pomnika Katyńskiego.

O zasługach radnych mówił nam także mec. Sławomir Platta, inicjator walki o monument.

„Richard Boggiano był pierwszą osobą, która poinformowała Polaków, że burmistrz Steven Fulop chce usunąć pomnik. To dzięki jego zaangażowaniu udało się zmobilizować Polonię do działania. Później wspólnie z radnym Michaelem Yunem zagrzewali nas do walki. Mówili: 'Nie poddajcie się! Musimy wygrać!'. Oni od samego początku do samego końca byli z nami” – wspominał polski adwokat. Podkreślił, że Boggiano i Yun „cały czas byli przeciwko burmistrzowi i reszcie radnych oraz przekonywali ich, by zostawili pomnik na swoim miejscu”.

„Bez nich, bez ich porad, podobnie jak bez Vernona Richardsona, szefa biura radnego Michaela Yuna, nie osiągnęlibyśmy sukcesu – twierdzi mecenas – ponieważ moglibyśmy się potknąć o różne polityczne utarczki, które w Jersey City się zdarzają. Oni byli naszymi przewodnikami, którzy pokazywali nam, jak iść w ciemności bez zapalonego światła i nie wpaść w żadne dziury. To, że w końcu pojawiło się jakieś światełko nadziei i ostatecznie odnieśliśmy zwycięstwo, to był efekt naszej walki i skutecznego dążenia do celu” – stwierdził Sławomir Platta. Wyjaśnił też, że trzeci radny przychylny Polonii, James Solomon, był w nieco trudniejszej sytuacji, ponieważ pomnik znajduje się w tej części miasta, za którą on jest odpowiedzialny, i na nim spoczywał cały ciężar podjęcia decyzji.

„Miał świadomość, że reszta rady będzie patrzyła na to, jak się zachowa radny, w którego dzielnicy jest problem. Dlatego on bardzo długo prosił o wyjaśnienia, o plany związane z przesunięciem pomnika itd., a w chwili gdy tego nie uzyskał, stanął zdecydowanie po naszej stronie – wspominał mec. Platta. – Jednak zawsze był obiektywny i nigdy nie był przeciwko nam. Jego rola była bardzo ważna z tego powodu, że się nie wyłamał, nie okazał żadnej słabości i był z Yunem i Boggiano. Jednocześnie był za tym, żeby miasto się rozwijało, dlatego chcąc jak najlepiej rozwiązać zaistniały problem, zachował się jak król Salomon. Podjęcie takiej decyzji nie było dla niego łatwe” – stwierdził Sławomir Platta. Dodał, że radni Yun, Boggiano i Solomon – starając się przekonać pozostałych członków rady miejskiej do zmiany decyzji – mieli bardzo trudne zadanie, ponieważ Jersey City jest miastem zdominowanym polityką prowadzoną przez burmistrza Stevena Fulopa. Opowiedział także, jak wyglądały ostateczne negocjacje.

„Zmiana zdania radnych nastąpiła dopiero podczas pierwszej tury ostatecznego głosowania. Wtedy przeprowadziłem rozmowę z Danielem Riverą, który z kolei skontaktował się z burmistrzem i zawarliśmy porozumienie, które miało na celu pozostawienie pomnika, pod warunkiem, że nasze referendum może być zaniechane. Dla nas to była wygrana, ponieważ ostatecznie chodziło nam o pozostawienie pomnika na dotychczasowym miejscu. Referendum było tylko sposobem na osiągnięcie tego celu, i byliśmy na nie przygotowani. Natomiast dzięki osiągniętemu wówczas porozumieniu rada miasta mogła zagłosować za pomnikiem i nie przeciwstawiać się burmistrzowi, co było kluczowym elementem końcowego sukcesu” – wyjaśnił Sławomir Platta.

Adwokat zaznaczył także, jak wielkie znaczenie miała działalność Vernona Richardsona, który był obecny na każdym etapie walki o pomnik.

„Jego ocena sytuacji była dla nas niezbędna do podjęcia właściwych decyzji. Kontaktowaliśmy się z nim cały czas. Dał nam największą pomoc merytoryczną na gruncie Jersey City. Należy pamiętać, że nasza walka byłaby bezskuteczna, gdybyśmy nie mieli odpowiednich informacji na temat tego, co się dzieje wewnątrz rady miasta, co się dzieje na płaszczyźnie politycznej, oraz z kim zawrzeć porozumienia. Właśnie w tych sprawach potrzebowaliśmy wskazówek i taką pomoc okazał nam Richardson” – zaznaczył mec. Platta w rozmowie z „Nowym Dziennikiem”. Jego zdaniem śmiało można stwierdzić, że zarówno Vernon Richardson, jak i radni Richard Boggiano, Michael Yun, a także James Solomon są naszymi przyjaciółmi.

„Poza tym mamy bardzo duży szacunek u pozostałych radnych Jersey City, co sami podkreślali w swoich przemówieniach podczas ostatecznego głosowania – zaznaczył mec. Platta. – Teraz musimy zrobić wszystko, by ten szacunek utrzymać, i mam nadzieję, że podczas wspólnej pracy nad wyłonieniem organizacji sprawującej opiekę nad pomnikiem pokażemy do końca, że tworzymy jedność i jesteśmy bardzo silni oraz posiadamy wiele organizacji zaangażowanych w ochronę pomnika. To przypieczętuje jego przyszłość i mam nadzieję, że będzie wzorem dla Polonii na całym świecie, jak powinna pokonywać takie problemy, z jakimi my się spotkaliśmy” – stwierdził Sławomir Platta.

O dużym zaangażowaniu wspomnianych przez niego radnych mówiła także dyrektorka Polskiej Szkoły Dokształcającej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Jersey City.

„Od samego początku konfliktu wokół pomnika miałam okazję rozmawiać z radnymi Jersey City na temat jego obrony – podkreśla Bogusława Huang, która ze swoimi wychowankami organizowała różne uroczystości przed pomnikiem Katyń 1940 od chwili jego postawienia na Exchange Place, a także zaangażowana była w walkę o jego ocalenie. – Początkowo kontakt miałam z Jamesem Solomonem i Richardem Boggiano, którzy byli bardzo otwarci na współpracę dotyczącą obrony pomnika. Później dołączył do nich Michael Yun, radny pochodzenia koreańskiego, który jest bardzo mądrym człowiekiem. Podczas spotkań z radnymi on zawsze w każdej sprawie, w tym także dotyczącej pomnika, zadawał wiele konkretnych i szczegółowych pytań. Nie wiem, w jaki sposób ta trójka przekonała pozostałych radnych do zmiany decyzji, ale jestem pewna, że miała na nich bardzo duży wpływ” – stwierdziła Bogusława Huang i zaapelowała do Polonii z Jersey City, by głosowała na Michaela Yuna, jeżeli tylko będzie startował w wyborach na burmistrza miasta (a podobno ma takie aspiracje), ponieważ jest bardzo oddany naszym sprawom. Pani Bogusława dodała, że cała trójka radnych odwiedziła szkołę im. Marszałka Piłsudskiego w Jersey City i wzięła udział w listopadowej akademii związanej ze 100-leciem odzyskania niepodległości przez Polskę.

O zasługach radnych oraz ich zaangażowaniu w walkę o polski monument „Nowemu Dziennikowi” opowiedziała również Krystyna Piórkowska, autorka książki „Anglojęzyczni świadkowie Katynia. Najnowsze badania”, a także uczestniczka akcji związanych z obroną pomnika i wszelkich spotkań rady miejskiej dotyczących monumentu. Zwróciła szczególną uwagę na aktywność Jamesa Solomona podczas obrad odbywających się w poniedziałki w tzw. Caucus Roomie i poprzedzających główne debaty i głosowania rady miejskiej. Przybliżyła sytuację z pierwszego, majowego spotkania.

„Młody radny James Solomon, którego okręg włącza teren, na którym znajduje się pomnik Katyński, zaczął zadawać pytania skierowane do obecnych przedstawicieli miasta – wspomina Krystyna Piórkowska dodając, że wśród nich byli m.in.: burmistrz miasta, radca prawny oraz menedżer miejski. Z relacji naszej rozmówczyni wynika, że James Solomon, któremu chodziło o pozostawienie monumentu na Exchange Place na wieczność, zadawał szczegółowe pytania dotyczące tzw. Memorandum of Understanding, czyli porozumienia mówiącego o przesunięciu pomnika Katyń 1940 na York Street. Zadawał również konkretne pytania dotyczące m.in.: kopii porozumienia, raportu technicznego, kosztorysu z dokładnym opisem robót i wskazaniem, kto będzie pokrywał dane opłaty itd. Niestety – jak wspomina pani Krystyna – radny nie otrzymał żadnej konkretnej odpowiedzi i do tej pory nikt nie widział wspomnianego porozumienia.

„Pan Solomon powtórzył swoje pytania na walnym zebraniu, które miało miejsce dwa dni później, i wtedy wiedziałam, że on pozostanie po stronie Polonii” – podkreśla badaczka zbrodni katyńskiej dodając, że radny ten nie tylko interesował się sprawami praworządności, ale także emocjonalnie podchodził do sprawy pomnika.

„Rozmawiałam z nim i wiem, że on znajdował się w trudnej sytuacji, ponieważ burmistrz i deweloperzy snuli teorie o parku, z którego mieszkańcy mogliby korzystać. Dlatego Solomon nie mógł i nie chciał krytykować koncepcji parku, natomiast swoimi pytaniami udowadniał, że całość tego planu była pisana 'palcem na wodzie' – wyjaśnia rozmówczyni „Nowego Dziennika”. – Od tego pierwszego zebrania, przez każde kolejne ta trójka – Boggiano, Solomon i Yun – popierała Polonię w swojej walce o zabezpieczenie pomnika na Exchange Place” – podkreśla Krystyna Piórkowska, zdaniem której wszyscy zasłużyli nie tylko na wdzięczność ze strony Polonii, ale także na wyróżnienie Amicus Poloniae, nadawane przez ambasadora RP obywatelom Stanów Zjednoczonych za osiągnięcia w dziedzinie rozwoju stosunków polsko-amerykańskich.

Autor: WOJTEK MAŚLANKA