Kłopotliwa eksklawa

61

Kaliningrad, Koeningsberg, Królewiec – to trzy nazwy tego samego miasta. Dziś znajduje się tam baza Floty Bałtyckiej, a w całym obwodzie administracyjnym, stanowiącym terytorium Federacji Rosyjskiej, rozmieszczono wojska rakietowe, zdolne do rażenia celów na terytoriach państw NATO.

Dziś, odcięta od tranzytu towarów rosyjska eksklawa, przeżywa ogromne kłopoty gospodarcze, a Rosja grozi sąsiedniej Litwie poważnymi konsekwencjami.

GOSPODARKA W ROZSYPCE

Gdy litewskie władze zablokowały w połowie czerwca część tranzytu towarów między Rosją właściwą a jej eksklawą, jaką stanowi obwód kaliningradzki, w Kaliningradzie i okolicach wybuchła panika. Nie pierwszy raz zresztą po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę. Tuż po 24 lutego br. ze sklepów w Kaliningradzie zaczęły znikać towary codziennego użytku, w obawie przed brakami w zaopatrzeniu. To właśnie w tym obwodzie nałożone przez Unię Europejską sankcje dały o sobie znać najszybciej.

Doszło do tego, że miejscowe władze i niektórzy pracodawcy zaczęli zachęcać mieszkańców do uprawiania jarzyn i owoców we własnych ogródkach. W obwodowych sklepach mocno wzrosły ceny.

Dodatkowym utrudnieniem jest praktyczny brak możliwości podróżowania mieszkańców obwodu do krajów

sąsiednich w celu uzupełnienia zapasów. Mały ruch graniczny z Polską Warszawa zawiesiła jeszcze w 2016 roku, tuż przed Światowymi Dniami Młodzieży, obawiając się aktywności rosyjskiej agentury. Do tej pory go nie przywrócono.

Wprowadzając ostatnią blokadę tranzytu Litwa nie zrobiła zresztą niczego na własną rękę – decyzja o ograniczeniu przewozu niektórych towarów do obwodu została podjęta w ramach sankcji nałożonych na Kreml przez Unię Europejską. Pogłębi to z pewnością problemy gospodarcze obwodu.

Utrzymanie eksklawy będzie dla Rosji coraz bardziej kosztowne. Zakaz tranzytu ma docelowo dotyczyć nie tylko stali i artykułów metalowych, ale także cementu, drewna, towarów luksusowych, alkoholi, sprzętu sportowego, a docelowo nawet węgla i ropy naftowej. Oznacza to, że towary te trzeba będzie sprowadzać drogą morską. Dużo problemów będą miały władze w Moskwie z wyżywieniem Kaliningradu – przed inwazją na Ukrainę większość żywności sprowadzono do obwodu z krajów Unii Europejskiej.

Także lokalna, stosunkowo niewielka gospodarka znalazła się w poważnych tarapatach. Główny koncern motoryzacyjny funkcjonujący w obwodzie – Awtotor – musiał ogłosić przestój. Większość tamtejszych zakładów sprowadza z Zachodu części i półprodukty, aby po ich przetworzeniu wysyłać je do Rosji właściwej w formie gotowych produktów. Dziś, w obliczu sankcji, taki model biznesowy jest nie do utrzymania. Kreml, aby uniknąć ekonomicznej zapaści Kaliningradu, będzie musiał wziąć okręg na utrzymanie.

SKĄD SIĘ WZIĘŁA EKSKLAWA?

Obwód kaliningradzki to północna część historycznych Prus Książęcych, później przemianowanych na Prusy Wschodnie. Po I wojnie światowej zostały one odcięte od reszty Niemiec, co dobitnie przypomniało Polakom żądanie Adolfa Hitlera z 1939 roku wydania zgody na utworzenie “korytarza” łączącego rozdzielone terytoria.

O podziale lub wręcz likwidacji Prus Wschodnich myślano podczas wojny. Jeszcze w 1940 r. polski rząd w Londynie wysunął koncepcję podziału Prus Wschodnich na dwie nierówne części między Polskę a Litwę. W tej koncepcji Królewiec miał zostać po polskiej stronie. Plany te oczywiście przekreśliło zwycięstwo Armii Czerwonej nad hitlerowskimi Niemcami. Józef Stalin już podczas konferencji w Teheranie w 1943 r., gdy wojska sowieckie znajdowały się daleko od granic Prus Wschodnich, zgłosił pretensje do Królestwa i Kłajpedy, powołując się na konieczność posiadania niezamarzających portów na Bałtyku. Sowiecki dyktator zgłaszał te same pretensje podczas kolejnych konferencji, choć jeszcze w 1945 r. Polska (ta lubelska, podległa władzom Kremla) nosiła się ponoć z planami wysłania do Królewca swojego wojewody. Na swój kawałek mogli liczyć także litewscy komuniści, których Stalin osadził w Wilnie po powrocie Armii Czerwonej. Do podziału jednak nie doszło – LSRR otrzymała tylko okręg Kłajpedy. Co więcej, z przejętego przez Rosję terytorium Prus Wschodnich wysiedlono zarówno Niemców, jak i Litwinów.

Nie wiadomo, jakby się potoczył los obwodu, gdyby jego terytorium z Królewcem włącznie przyłączono do Litwy.

Takie rozwiązanie miał także rozważać Józef Stalin. Podobno jednak przeciwko niemu mieli protestować niektórzy litewscy komuniści obawiając się zakłócenia proporcji etnicznych w rozszerzonej republice i dominację napływowego żywiołu rosyjskiego. Nie są to jednak do końca potwierdzone informacje, podobnie jak pogłoski o tym, że inny sowiecki gensek – Nikita Chruszczow – miał także proponować dołączenie okręgu do Litwy.

Z pewnością jednak zajęcie Królewca, przemianowanego w 1946 r. na Kaliningrad, miało też mocny efekt propagandowy – pozwoliło Stalinowi na poszerzenie terytorium ZSRR o część znienawidzonych Niemiec.

ODCIĘCIE, ALE NIE ZAPOMNIENIE

Granica podziału dawnych Prus Wschodnich między Polską z Związkiem Sowieckim została arbitralnie wyznaczona na Kremlu. Ponieważ Litewska SSR była także częścią imperium, okręg kaliningradzki nie był eksklawą. Stał się nią dopiero po rozpadzie ZSRR, gdy niepodległość ogłosiły m.in. państwa bałtyckie i Białoruś. Wówczas Rosję od okręgu kaliningradzkiego, stanowiącego część Federacji Rosyjskiej, zaczęło dzielić ponad 360 km. Kraje oddzielające Rosję od eksklawy nie robiły jednak problemów z tranzytem towarów. Sąsiedzi chętnie handlowali z obwodem, a otwarciu (nadal jednak pewne obszary pozostały zamknięte) towarzyszyło ożywienie ruchu turystycznego. W 2018 r. rozgrywano nawet w Kaliningradzie mecze mistrzostw świata w piłce nożnej. Nie zmieniło to jednak dążenia Kremla do dalszej militaryzacji regionu. W obwodzie wywiad zachodni odkrył bunkry do przechowywania broni jądrowej, a Rosja

nie robi tajemnicy z tego, że rozmieściła tu rakiety zdolne do ataku na sąsiadów z NATO. “Iskandery” mogą dolecieć do Warszawy w niespełna trzy minuty.

Dziś media, nawet takie jak CNN, ostrzegają, że eksklawa może stać się “nowym punktem zapalnym” w Europie. Jednak zarówno wojsko, jak i politolodzy zgodnie podkreślają, że realne ryzyko skutecznego ataku jest niewielkie, choćby ze względu na rosyjskie zaangażowanie militarne w Ukrainie i brak strategicznych rezerw dla otwierania nowego frontu.

NEWRALGICZNY PRZESMYK

Wraz z postępującą wasalizacją Białorusi coraz więcej zaczęto mówić także o tzw. przesmyku suwalskim, a więc potencjalnie najkrótszym połączeniu tworu nazwanego ZBiR-em (Związek Białorusi i Rosji) z Kaliningradem. Wystarczy rzut oka na mapę, aby zrozumieć strategiczne znaczenie tego 65-kilometrowego (w linii prostej) odcinka, zamieszkanego przez około milion ludzi. To jedyny lądowy łącznik trzech republik bałtyckich, członków UE i NATO, z resztą Europy. Choć zajęcie przesmyku przez Rosję wydaje się dziś mało prawdopodobne – atak na terytorium NATO zostałby uznany przez tę organizację za casus belli – to jednak ów obszar uważa się za jedno z najbardziej zagrożonych miejsc w krajach sojuszu.

Obok mamy rosyjski “lądowy lotniskowiec”, jak często określa się w mediach obwód kaliningradzki. Dla Władimira Putina stanowi on narzędzie szantażu NATO i UE, i to nie tylko Polski. To tłumaczy język wojennej propagandy w reakcji na litewską blokadę tranzytową. Kolejnym powodem do propagandowej histerii jest

zadeklarowany akces Szwecji i Finlandii do NATO, który sprawi, że Bałtyk stanie się praktycznie wewnętrznym morzem sojuszu. Jedynymi wyjątkami będą okolice St. Petersburga oraz właśnie eksklawa kaliningradzka. Nic więc dziwnego, że w rosyjskich planach strategicznych nabierze jeszcze większego znaczenia. Choć zapewne Józef Stalin, faktyczny twórca dzisiejszego obwodu kaliningradzkiego w 1945 r., nie spodziewał się, że “lotniskowiec” zostanie w całości otoczony przez wody państwa NATO.

CYTAT

Choć zajęcie przez Rosję tzw. przesmyku suwalskiego wydaje się dziś mało prawdopodobne – atak na terytorium NATO zostałby uznany przez tę organizację za casus belli – to jednak ów obszar uważa się za jedno z najbardziej zagrożonych miejsc w krajach sojuszu.

FOTO: WIKIPEDIA

W obwodzie kaliningradzkim Rosja rozmieściła rakiety zdolne do ataku na sąsiadów z NATO. “Iskandery” mogą dolecieć do Warszawy w niespełna trzy minuty

Tomasz Deptuła