Agnieszka Holland nieobca Akademii Filmowej

0
1

Czytałem, że po pierwszym przejrzeniu scenariusza nie była pani przekonana do zrobienia filmu „W ciemności”. Co wzbudziło pani wątpliwości i dlaczego zmieniła pani zdanie?
Było kilka powodów. Scenariusz mi się podobał, ale nie podobała mi się idea spędzenia następnych dwóch albo trzech lat życia w getcie i w kanałach. Wcześniej zrobiłam dwa filmy o holokauście i wiedziałam, jak trudny i bolesny jest to temat dla reżysera, który musi w pewien sposób przejść przez te doświadczenia. Czułam także, że według wielu krytyków, filmy o holokauście nie są już ekscytujące. Wiedziałam więc (szczególnie po cierpieniach związanych z samą produkcją), że trudno będzie sprzedać i wypromować film o tej tematyce. I, co najważniejsze, nie chciałam robić kolejnego anglojęzycznego filmu o holokauście, jak zakładali to producenci. Jednak David Shamoon, pisarz, który odkrył tę historię i napisał scenariusz do filmu, był zaciekły i wytrwały. Wysyłał mi nowe wersje scenariusza dotąd, aż zaczęłam wyobrażać sobie sceny z tej historii. Później producenci zgodzili się nakręcić film w oryginalnym języku.

Dlaczego, pani zdaniem, jest to historia warta opowiedzenia?
Sytuacja, charaktery, wybory, rozwój relacji międzyludzkich, wyzwania, absurd tego horroru i irracjonalna nienawiść były czasem pokonywane odpowiedzialnością i pewnego rodzaju miłością. Co jest dla nas ważne? Do czego zdolny jest człowiek? Jak te rzeczy mogły się wydarzyć? I jak zachowujemy się, zderzając się z taką sytuacją jak ta? Zagadka tego doświadczenia nie została dotąd rozwiązana i prawdopodobnie nigdy nie będzie, ale te sytuacje są tak ekstremalnie dramatyczne, że można w nich dostrzec zupełnie nagą ludzką duszę.

Czy może pani wypowiedzieć się na temat moralności wobec nacjonalizmu w filmie? Czy myśli pani, że te dwie sprawy wzajemnie się wykluczają?
Nie, nie ma między nimi ostrego podziału. Ludzkie zachowania są zmienne: można być nacjonalistyczną świnią i wciąż mieć potrzebę pomagania ludziom, którymi teoretycznie się gardzi. Można też być człowiekiem o wielkiej moralności, ale nigdy nie znaleźć w sobie dość odwagi na dobry czyn. Dla mnie zło jest łatwe do zrozumienia. Jest nim głęboko ukryte dobro. Dlaczego niektórzy ludzie pokonują nienawiść, strach i ryzykują życie, żeby pomagać innym? Socha jest tu interesującym przykładem, ponieważ on nawet nie chce tego robić. To nie jest na szczycie hierarchii jego wartości. Ale z jakiegoś względu, po prostu musi, wbrew swojej woli i przekonaniom.

Jak film został odebrany w Polsce?
Fantastycznie, ku mojemu zaskoczeniu. Film jest dużym sukcesem kasowym i został świetnie przyjęty przez bardzo różnych ludzi: młodych i starych, wykształconych i nie, osób lewicy i prawicy. Nawet osoby ze skrajnej prawicy były nim głęboko poruszone. Ludzie w Polsce oglądali film w wielkim skupieniu. Przez dwie godziny się nie ruszali. Nie byli nawet w stanie zjeść popcornu. Często płakali i przede wszystkim czuli potrzebę dzielenia się swoimi doświadczeniami i dyskutowania o nich. To rzeczywiście jest przeżycie – nie tylko film.

„W ciemności” jest dziewiątym polskim filmem w historii nominowanym w kategorii najlepszy film zagraniczny. Jeśli wygra, będzie to pierwsza nagroda dla Polski. Czy czuje pani presję?
O, tak. W kraju, jakim jest Polska, taka rywalizacja urasta do rangi narodowej i nie ma znaczenia to, że mam żydowskie korzenie. W jednej chwili stałam się polską bohaterką narodową i muszę temu sprostać. To wzruszające, ale czuję presję. Poprzednia nominacja była moją prywatną sprawą i świetnie się z tym czułam. Teraz, jeśli nie wygram (co nie zależy ode mnie), zawiodę moich rodaków. Ale w końcu to tylko gra. Ważne, że film zdobył serca polskiej publiczności i że w pewien mały sposób zmieni jej sposób patrzenia na siebie i na innych ludzi.

Oprócz „W ciemności”, który z nominowanych w tej samej kategorii filmów jest pani faworytem?
Nie widziałam wszystkich, ale mam bardzo dobre zdanie na temat Rozstania. To jest trudna kategoria. Startuje w niej, według mnie, więcej dobrych filmów niż w kategoriach angielskojęzycznych. Wiele bardzo dobrych filmów nie dostało tej nominacji, więc już samo nominowanie jest zwycięstwem.

W pani filmie są dwa światy: naziemny i ten wewnątrz kanałów. Jakimi kluczami posłużyła się pani, żeby uwypuklić różnice między nimi?
Oczywiście ważny był sposób oświetlenia: prawdziwa ciemność pod ziemią i dużo większe jasność i ciepło na powierzchni. Pod ziemią kamera była bardziej chaotyczna. Postaci pokazywałam zazwyczaj w zbliżeniu. Akcja często jest fragmentaryczna, częściowo ukryta.

Główny bohater Leopold Socha jest fascynującym, bo nietypowym bohaterem. Znajduje się pod wpływem środowisk antysemickich, a tylko na początku pomaga Żydom za pieniądze. W końcu decyduje się poświecić swoje życie pomaganiu Żydom. Jakie było największe wyzwanie dla pani i dla aktora Roberta Więckiewicza w odtworzeniu tej postaci?
Ten film nie byłby tym, czym jest bez Roberta Więckiewicza. Jest on w stanie pokazać rozbieżnie cechy, być jednocześnie wrażliwym i prymitywnym, sprytnym i głupim, brutalnym i delikatnym. Widzimy człowieka, który jest cwany i egoistyczny. Myśli stereotypowo, ale stopniowo zaczyna czuć się odpowiedzialny za tych, których wcześniej nazywał wszami. Kluczem było niepokazywanie jednego momentu przemiany. Ta transformacja nie jest linearna. Przypomina chodzenie po linie: dwa kroki do przodu, jeden do tyłu i w każdym momencie możesz spaść w dół – na stronę dobra albo zdrady.

Dopiero po zakończeniu zdjęć do filmu dowiedziała się pani, że wciąż żyją ocalali z lwowskich kanałów. Proszę opowiedzieć o swoim pierwszym spotkaniu z Krystyną Chiger (8-letnią dziewczynką z pani filmu). Jak zareagowała na sposób opowiedzenia przez panią jej historii?
To było bardzo wzruszające. Spotkałam się z nią i jej mężem Marianem w jednej z restauracji na Soho w Nowym Jorku. Byłam podekscytowana i przestraszona, że może będzie miała do mnie żal, że nie skontaktowałam się z nią do tej pory (powiedziano mi, że nikt z kanałów nie przeżył). Obawiałam się, że nie zaakceptuje filmu. Ale to bardzo otwarta, wspaniałomyślna i mądra osoba. Przyjęła film, była nim poruszona. Uważa, że film pokazuje głęboką prawdę, i robi wszystko, co może, żeby znaleźć dla niego poparcie na świecie. Poznałam też inne osoby: dzieci i wnuki moich bohaterów, a nawet mężczyznę, który widział ludzi wychodzących z kanałów – prawdziwego, unikalnego świadka tych zdarzeń. Film połączył ich wszystkich.

W przeszłości zrobiła pani wiele filmów o II wojnie światowej, między innymi „Europa Europa” i „Gorzkie żniwa”. Co takiego jest w tym okresie, że nie przestaje go pani zgłębiać?
To było najbardziej ekstremalne doświadczenie w historii ludzkości. Może wydarzyć się ponownie – w każdym miejscu, w każdej chwili. Nie sądzę, że możemy w pełni zrozumieć istotę tego wirusa. Ale możemy próbować go urzeczywistniać, uaktualniać i przedstawiać kolejnym generacjom.

Czytałem, że kolejnym filmem, który pani realizuje, jest „Christine: War My Love”, filmowa biografia agentki Kierownictwa Operacji Specjalnych Krystyny Skarbek. Co może pani powiedzieć o tym projekcie?
Nie sądzę, że będzie to mój następny film ani nawet drugi z rzędu. To złożony, kosztowny projekt, który ma przed sobą długą drogę, zanim zostanie sfinansowany. Zafascynowały mnie charakter i przeznaczenie tej kobiety. Ale w tej chwili zaczynam trzyczęściowy miniserial dla czeskiego HBO na temat sytuacji w Czechosłowacji w 1969 roku, po praskiej wiośnie i interwencji sowieckiej. Opowieść rozpoczyna się od samospalenia studenta Jana Palacha na znak protestu wobec braku wolności w kraju i zrezygnowania swoich rodaków. Byłam w tamtym czasie w Pradze, jako studentka Praskiej Szkoły Filmowej, więc ta historia jest mi bliska.

Czy może mi pani zdradzić, jaką i czyjego projektu kreację nałoży pani na rozdanie Oscarów?
Jeszcze nie wiem. Moi przyjaciele – projektanci mody – coś dla mnie szykują. Podczas ceremonii będą mi towarzyszyć najbliżsi współpracownicy i Krystyna Chiger. Niestety, Akademia nie daje dość miejsca, żeby zabrać wszystkich, którzy zasługują na to, żeby tam być.

Zaczęła pani swoją karierę jako asystentka reżysera, zdobywcy Oscara i doskonałego filmowca, Andrzeja Wajdy. Jaka była najważniejsza rada, której pani udzielił?
Tak wiele, że nie potrafię wymienić jednej. W większości dotyczyły one tego, żeby robić to, w co się wierzy i żeby nie zapominać o publiczności.

Dziękuję pani bardzo za poświęcony mi czas i życzę powodzenia na rozdaniu Oscarów.

 

Tłumaczenie: ANNA TARNAWSKA

 

Tegoroczna ceremonia rozdania Oscarów odbędzie się już w niedzielę, 26 lutego w Los Angeles. W związku z upadłością Kodaka, gmach-miejsce dorocznej gali, od tego roku nosi nazwę Hollywood & Highland Center.

Kto nie zdążył zobaczyć jeszcze W ciemności Agnieszki Holland, może wybrać się do dwóch nowojorskich kin, które mają w repertuarze obraz polskiej reżyser:

Angelika Film Center New York

18 West Houston Street, NY

godz. 10:35 rano, 1:35 ppoł., 4:35 ppoł., 7:35 wiecz., 10:35 wiecz.

 

Lincoln Plaza Cinemas

1886 Broadway, NY

godz. 12:50 ppoł., 3:40 ppoł., 6:35 wiecz., 9:30 wiecz.

Autor: Alex Nagorski