Amerykańskie wiersze po latach

177
Teresa Prokop podczas spotkania z miłośnikami poezji w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Stalowej Woli, 27 lutego 2020 Foto: Karolina Gryn

Pani Teresa Prokop, która wiele lat mieszkała i pracowała w Nowym Jorku, targana różnymi problemami, wróciła do Polski. Najpierw na chwilę, a potem na stałe. Mieszka teraz w Stalowej Woli. Kiedyś jej historia była opisana na łamach „Nowego Dziennika“.

Po latach Pani Teresa napisała dwa listy do redakcji. Przypomina w nich swoje przeżycia w USA. Ale nadesłała też swoje wiersze, które poniżej publikujemy.

List pierwszy

Nazywam się Teresa Prokop, mam 79 lat i mieszkam w Polsce. List mój jest w pewnym sensie echem z dawnych lat. W lutym 1993 roku w „Nowym Dzienniku“ ukazał się artykuł – w ramach serii „Polskie losy“ – zatytułowany „Plejsy i wiersze“, opisujący moje życie w Ameryce. Mieszkałam wtedy w Nowym Jorku i miałam szczście być dostrzeżoną przez miłą Panią Redaktor (nazwiska już nie pamiętam), która opisała mój kilkuletni już wtedy pobyt w Stanach Zjednoczonych. Do artykułu dołączyła dwa z moich kilku wierszy – i na tym sprawa się zakończyła. Właściwie byłaby się zakończyła, gdyby nie splot wydarzeń, ktore nastąpiły potem.

Ze Stanów wyjechałam w 2006 roku gdyż moja Mama potrzebowała opieki. Po Jej śmierci przyjechałam ponownie, ale pogarszający się stan zdrowia zmusił mnie do ostatecznego opuszczenia Ameryki. Po długim pobycie w szpitalu onkologicznym wróciłam do domu z przeświadczeniem, że to już koniec. Zaczęłam porządkować swoje rzeczy i znalazłam swój stary brulion, w którym były zapisane moje „amerykańskie“ wiersze. Bardzo się wzruszyłam i wtedy właśnie przyszła mi do głowy myśl – a właściwie był to jakiś głos z wewnątrz – że może nie jest za późno, żeby odkryć siebie jeszcze raz. I tak to się zaczęło.

Jest rok 2020, a ja zaczynam pisać mój trzeci tomik wierszy. Dwa poprzednie – „Myśli z życia pozbierane“ i „Przemyślenia przy porannej kawie“ – zostały wydane w niewielki nakładzie przez Wydawnictwo Sztafeta w Stalowej Woli. Pozwoliłam sobie dołączyć kilka nowych wierszy do tego listu, bo uważam, że to Ameryka była dla mnie natchnieniem do napisania pierwszych wierszy (jest jakby matką chrzestną mojej weny twórczej). Pragnę, aby Polacy mieszkający na amerykańskiej ziemi mogli też je  przeczytać. Może nawet w pewnym sensie utożsamić się z niektórymi wierszami.

Z szacunkiem

Teresa Prokop

List drugi

Pragnę wyjaśnić, że nie robię tego z pobudek osobistych, ale „dla sprawy“. W drugim tomiku „Przemyślenia przy prannej kawie“ jako pierwszy jest wiersz „O czym szepcze las (spotkanie po latach)“. Wiersz ten nawiązuje do wydarzeń, które miały miejsce w latách 1940-1944 w Lesie Warzyckim, w powiecie jasielskim na Podkarpaciu. Spoczywa tam około 5000 osób pomordowanych przez hitlerowców. Egzekucje przeprowadzane były przez policję i gestapo. Z całą pewnością wiele rodzin pragnęłoby odnaleźć miejsce pochówku swoich krewnych, tak jak moja kuzynka odnalazła grób swojego ojca. Krótko mówiąc, rozgłos w tej sprawie oraz odpowiednie działania pozwoliłyby na rozbudowę tego cmentarza i kto wie, może wiele jeszcze „spotkań po latach“.

Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale dla mnie jest to misja życiowa i nie zaznam spokoju, dopóki nie uda mi się coś w tej sprawie pomóc.

Wiersze z tomiku Teresy Prokop „Myśli z życia pozbierane“

Jest taki kraj

Jest taki kraj – gdzie fale wiślane

podglądają wierzby rozłożyste,

które niczym dorodne panny

przeglądają się w nurtach rzeki.

Gdzie młodziutki róży pąk

rozchyla płatki swoje –

w pieszczocie z promykami słońca…

Łany zbóż makiem się czerwienią –

kołysane wiatrem –

a trawa pachnie jak nigdzie

na świecie!

Kraj wszelkiej szczęśliwości,

Ludzi serdecznych i uśmiechniętych

nieważne z jakiego domu

pochodzą.

Daleka kraina: Moja młodość,

moja miłość, moja nadzieja.

Kraj z moich marzeń… niespełnionych.

***

Nie mogę Cię pokochać

Nie mogę Cię pokochać, bo obiecałam

miłość słońcu…

Nie mogę Cię pokochać, bo przyrzekłam

miłość gwiazdom…

Wiatr, pieszcząc moje włosy szepcze:

„będę kochał, bedę kochał –

aż do skończenia świata“

i ogarnia me usta gorącym

pocałunkiem.

Wierność słońca jest niezawodna,

w każdą noc wszystkie gwiazdy

mogą być moje…

Zazdrośnik wiatr pilnie

strzeże skarbu.

Twoja miłość jest tylko zápachem

bzu w ciepłą majową noc.

Twoja miłość jest tylko kroplą rosy

na moim policzku.

Miłość Twoja jest obietnicą raju

dla łatwowiernych…

gwałtownym biciem serca

w oczekiwaniu na spełnienie,

które nie nadchodzi.

***

Nostalgia

Zielone łąki mej młodości,

szumiące lasy mej tęsknoty –

Domu rodzinny wspomnieniami ustrojony…

posyłam Wam z daleka wiatr,

na falach wzburzonego oceanu…

wiatr, który porwał moje łzy,

aby spadły na ręce Matki.

***

Polanka Sokołów Manville, NJ

(dla wszystkich Polaków bywających na Polance)

Sokoły, Sokoły – ptaki malowane…

barwami tęsknoty za ojczystym krajem,

który bez żalu oddał Was w nieznane

hen, gdzieś daleko za wód oceanem.

Przybyliście tutaj, dzieci pogubione,

szukając dusz bratnich i ciepła domowego,

stworzyliście gniazdo, wszystkim już znajome

jako dom przyjazny, chroniący każdego.

Nieważne czy z Pcimia, czy z samej stolicy,

czy rolnik, czy murarz, artysta lub lekarz –

pokażcie tym w Kraju, co znaczy dla innych

szacunek i godność drugiego człowieka.

Bawcie się wesoło na Polanki święcie,

bierzcie wolność Waszą garściami całymi.

Polska jest Wam winna uznanie,

bo szczęście to kochać Kraj swój z każdego

miejsca na Ziemi.

Wiersze Teresy Prokop z drugiego tomiku „Przemyślenia przy porannej kawie“

O czym szepcze las

(Spotkanie po latach)

Na jasielskiej ziemi

jesień zajesienniała,

drzewom liście w złoto i szkarłat ubrała.

Słońce ciepłem darzy

krwią przesiąkłą ziemię,

jakby chciało zatrzeć

tragedii okropnej brzemię.

Kiedyś w głębi lasów,

teraz w jesiennej purpurze

działy się straszne rzeczy,

niezwyczajne człowieczej naturze.

Nawet ptaki przelatując

ptasi jazgot gaszą,

aby uszanować tamtą

zbrodnię straszną.

Tylko wiatr jesienny

historię szeptem opowiada,

a echo słowa niesie

i z drzewami gada…

„Pewnego razu do lasu owego

przybyła kobieta wieku dojrzałego.

Przybywszy, rozglądać za czymś się poczęła,

aż doszła do miejsca, w którym przystanęła

widząc kamienna tablicę

zapisaną całą.

Nieruchoma przez chwilę –

okropny krzyk wydała… i na ziemię padła.

Płacz targał jej ciałem.

Zerwawszy się na nogi, do tablicy podbiegła

i całym swym ciałem

do kamienia przyległa, szepcząc słowa:

Ojcze! Ojcze! Mój kochany,

Wreszcie cię znalazłam! Tak długo szukany!

Kamień jakby zmiękł w całej

swej strukturze…

i nagle ludzkiej córze – szept

z kamienia płynie:

„córuś moja, dziecko moje,

jesteś wreszcie. Znów cię czuję sercem swoim.

Ty moja wytęskniona, latami wyczekiwana,

w ramionach moich nie dość wypieszczona,

na <dzień dobry> nie dość wycałowana,

na <dobranoc> nie dość wykołysana.

Pamiętam twój głosik, twoje słowa: ta-ta.

Twój płacz przez sen

z pamięci mojej nie ulata.

Pamiętam, gdy po raz ostatni

widziały cię me oczy,

kiedy już skutego prowadzili mnie

do lasu roztoczy.

Do serca matczynego tuliłaś swe ciało,

a w tym czasie Jej serce

z rozpaczy umierało.

To było nasze pożegnanie.

A potem… już tylko piekło“.

Kiedy głos ucichł,

echo podsłuchało

i przez las cały słowa powtarzało:

pieeekło! pieeekło! pieeekło!

A las odpowiadał: dlaczeeego? dlaczeeego? dlaczeeego?

***

Przemyślenia przy porannej kawie

Budzę się rano i znów cisza –

i tak będzie jutro, pojutrze i popojutrze.

Nic nowego się nie zdarzy.

Nic nowego, co by ożywiło moje serce.

Tylko zapach kawy rozwiewa

mroczne myśli, które jak chmury

gromadzą się w mojej głowie.

Łyk smacznej kawy stawia mnie na nogi,

pozwala pogodzić się z rzeczywistością,

uciec od myśli o bezsensie życia

w pustce, która mnie otacza.

Tak bardzo boli świadomość,

że to co dobre odeszło –

brak szansy na prawdziwą radość,

ułamek szczęścia, czyjeś pomocne ramię.

Sztuczne słońce, które teraz dla mnie świeci,

nie grzeje mojej duszy.

Udaję przed sobą, że świat jest dobry –

ale to złudzenie, tak jak zorza polarna

jest tylko efektem świetlnym w atmosferze.

Hej! – chyba jednak dzisiejsza kawa robi swoje,

bo w miarę upływu czasu promienie słońca

przebijają się przez wcześniejsze zachmurzenie,

może nie jest aż tak źle?

Jeszcze przydałoby się coś słodkiego „na ząb“,

ale doktor powiedział: no, no, no!

No cóż, przeżyję to jakoś,

może jutro będzie lepiej?

***

Dwa brzegi

Życie nasze to kładka

na dwóch brzegach oparta –

przejście po tej kładce

każdej ceny jest warte.

Idąc od wschodu na zachód

chcesz zdobyć to, co jeszcze

nie zostało zdobyte,

a gdy wystarczy ci wiary

może jeszcze odkryjesz

co nie zostało odkryte.

Póki twoje słońce na wschodzie,

droga życia szeroka i gładka,

idąc za słońcem na zachód,

zaczyna zmnieniać się kładka.

Będziesz potykać się o kłody

lub inne przeszkody drogowe,

ważne by iść dalej do przodu,

spełniając swoje posłannictwo życiowe.

***

Sanatorium dla zawiedzionych serc

Kiedy w życiu masz wielkie marzenia

kiedy twoje niebo jest pełne gwiazd –

wszystko co robisz na dobre się zmienia

jesteś szczęśliwy i do ciebie uśmiecha się świat.

Kiedy oddajesz sw eserce bez granic

ludziom, którzy stanowią twego życia sens

w mieście pełnym zaludnionych ulic

oni się tylko liczą i po twojej stronie

szczęście jest.

Ale kiedyś może przyjść dzień taki,

że ktoś niebo okradnie ci z gwiazd,

ktoś mgłą tęczę przesłoni –

że umilkną ptaki…

A po ulicach hulać będzie tylko wiatr.

Wyjedź wtedy do sanatorium na kurację;

gdzie na serce dostaniesz prysznic zimny,

w skórę ci wmasują obojętności sporą porcję,

a do oczu – kropelki – byś zobaczył

świat innym

ten prawdziwy, taki jakim jest.