Blue Monday i niespełnione postanowienia noworoczne

0
6

Tylko co dziesiąty mieszkaniec Stanów Zjednoczonych – a według mniej optymistycznych szacunków, co dwudziesty – wytrwa w noworocznych postanowieniach. Na czele “styczniowych obiecanek” kolejny rok z rzędu są: dieta, pozbycie się papierosowego nałogu i oszczędzanie. Ale nie tylko. Na popularnym polonijnym forum Joanna z metropolii nowojorskiej pisze, że chciałaby po prostu zacząć być szczęśliwa, a jednym ze sposobów ma być ostrożniejsze dobieranie znajomych – nowy rok bez tzw. toksycznych przyjaźni.

Badania z uniwersytetu w Scranton w Pensylwanii wykazały, że aż 92 proc. osób, które planują zmienić coś w nowym roku, nie potrafi dotrzymać założeń. Ze wszystkich postanowień noworocznych aż 47 proc. stanowią te dotyczące rozwoju zawodowego i kariery, 38 proc. zdrowia i ćwiczeń fizycznych, a 34 proc. pieniędzy. Z kolei ostatnie badania CBOS z grudnia 2017 roku przyniosły podobne wyniki, jeśli chodzi o polskie społeczeństwo. Z 50 proc. Polaków, którzy w poprzednim roku mieli noworoczne postanowienia, niespełna 10 proc. udało się je spełnić. Z pomocą może przyjść nowy, bezpłatny kurs online „Jak wyznaczyć sobie cel i być w nim wytrwałym”, udostępniony przez Fundację Sukces Pisany Szminką w ramach programu Sukces TO JA, największego programu aktywizacji zawodowej kobiet w Polsce. Jest on prowadzony przez doświadczoną i certyfikowaną coach Karolinę Cwalinę, autorkę programu „Sexy zaczyna się w głowie”. Kursy dostępne są w serwisie www.sukcestoja.pl.

Magdalena z kolei postanawia więcej ćwiczyć, by zrzucić zbędne kilogramy. Chce też zmienić zawód. A Anna obiecała sobie rok temu, że nie będzie jadła słodyczy, w tym ciast. Ponieważ udało się, chce nadal kontynuować to postanowienie, na zdrowie. Ewelina z New Jersey obiecuje sobie więcej czasu na zwiedzanie metropolii. Przeprowadziła się tu już cztery lata temu, a wciąż nie zobaczyła wielu atrakcji miasta. Wtóruje jej Małgorzata, która chciałaby też znaleźć czas na przeczytanie większej liczby książek.

Co najmniej jednej w miesiącu. No i oszczędzić pieniądze, tak by maksymalnie za dwa lub trzy lata mogła razem z mężem kupić dom. Ostrożniejsze wydawanie pieniędzy i dzięki temu większe środki na koncie to najważniejsze postanowienie noworoczne dla 37 proc. respondentów. Co piąty mieszkaniec USA twierdzi natomiast, że najważniejszym noworocznym postanowieniem jest pozbycie się długów. Dotyczy to głównie osób między 25. a 44. rokiem życia.

***
Wśród „styczniowych obiecanek” najpopularniejsza jednak dotyczy zrzucenia zbędnych kilogramów. To właśnie teraz setki tysięcy Amerykanów zapisuje się do klubów fitness z postanowieniem zdrowszego sposobu życia. To najbardziej znane postanowienie, zarówno w USA, jak i w Polsce, ale też – jak podkreślają psycholodzy – najrzadziej dotrzymywane. Może dlatego, że spora grupa odchudzających się nie do końca właściwie precyzuje swój cel.

Zamiast wyznaczyć sobie 40 funtów mniej do marca, lepiej – jak przekonują terapeuci – metodą małych kroczków, zacząć na przykład od ograniczenia spożywania słodyczy i napojów gazowanych. Siłownia też by się przydała, ale tu ważne pytanie: ile razy w tygodniu znajdziemy na nią czas. Chcemy codziennie, ale dla wielu osób nie jest to realny plan. Okazuje się, że nawet 60 proc. kart członkowskich kupowanych w amerykańskich klubach sportowych w styczniu nigdy nie zostaje użyta. Zazwyczaj w marcu rozdzwaniają się telefony z prośbą rozwiązania rocznej umowy.

Według szacunków American Medical Association 46 proc. mieszkańców Stanów Zjednoczonych podejmuje postanowienia noworoczne. W Polsce jest bardzo podobnie, bo ok. 50 proc. osób składa sobie jakieś obietnice przy okazji nowego roku – najwięcej między 18. a 34. rokiem życia. Mimo że wytrwa najwyżej co dziesiąta osoba, to i tak, jak przekonują terapeuci, warto je składać, bo jak nie od razu, to w końcu noworoczne obiecanki zmobilizują do konkretnych działań. Psycholodzy przekonują też, że noworoczne postanowienia warto zaczynać nie tylko w styczniu, ale w każdym momencie roku. Najważniejsze, by się nie poddawać.

***
A właśnie ta styczniowa, ewentualna porażka, czyli na przykład sięgnięcie po papierosa, mimo zapewnienia, że w nowym roku rzuca się palenie, lub po kawałek ciasta, mimo karty na siłownię, ma potęgować smutek, a najbardziej depresyjnym dniem w roku ma być trzeci poniedziałek stycznia. Ma być, bo okazuje się, że coś takiego jak „depresyjny poniedziałek” zostało wymyślone. W 2005 roku biuro podróży Sky Travel postanowiło poprawić sobie styczniowe wyniki. Najwyraźniej nie był to dla nich dobry miesiąc – po świątecznych wydatkach ludzie skłonni byli oszczędzać i niechętnie kupowali wycieczki. Dlatego najęto agencję PR Porter Novelli, która wykombinowała sprytny plan.

Wmówić ludziom, że wybrany dzień jest najsmutniejszy, a sposobem na poprawę humoru ma być zaplanowanie wakacji. Do tego celu, by nie być gołosłownym, stworzono nawet specjalny wzór na rzekomo najbardziej depresyjny dzień w roku. Uwzględniono kilka czynników meteorologicznych – krótki dzień, niskie nasłonecznienie. Psychologicznych – świadomość niedotrzymania postanowień noworocznych, oraz ekonomicznych – czas, który upłynął od Bożego Narodzenia, powoduje, że kończą się terminy płatności kredytów związanych z zakupami świątecznymi. I tak ustalono, że trzeci poniedziałek stycznia to ten dzień, ten najsmutniejszy, najbardziej depresyjny w roku. Zaczął obowiązywać od roku 2005. Koncepcję natychmiast kupiły media i się zaczęło, i to pomimo że pomysłodawcy kilkakrotnie przyznali później, że jest to bzdura. Coś takiego, jak najbardziej depresyjny dzień w roku, nie istnieje. Za to nowy rok to nowe perspektywy i możliwości rozwoju.

Autor: ANNA ARCISZEWSKA