Duo Trouvaille, czyli humor i radość muzyczna

0
5

W sezonie koncertowym niemal każdego dnia można wysłuchać kilku znakomitych wykonawców i, niejednokrotnie, amatorzy muzyki stają przed trudnym, a dla niewtajemniczonych zupełnie niezrozumiałym wyborem – na który koncert się zdecydować, który dostarczy największych wzruszeń i wrażeń estetycznych wysokich lotów. Wszechobecność mediów społecznościowych wcale tego zadania nie ułatwia, bowiem zasypywani jesteśmy lawiną poczty elektronicznej z zawiadomieniami o koncertach, których żadną miarą nie powinniśmy przeoczyć. Każdy, kto choć raz pod wpływem impulsu zakupił bilet wstępu na koncert lub spektakl, które pozostawiły go obojętnym, zgodzi się, że rozczarowanie jest wtedy spore. Wspaniale jest natomiast, gdy ulegając sugestiom bierzemy udział w wydarzeniu niezapomnianym – takim, które poruszy nas estetycznie, zainspiruje artystycznie lub też po prostu pozwoli nam cieszyć się pięknem muzyki i talentu wykonawców.

Taki właśnie koncert odbył się tego lata w Merkin Concert Hall. Znajdujący się nieopodal Lincoln Center zespół sal koncertowych gości w sezonie artystycznym muzyków lokalnych i wizytujących, przedstawiając nadzwyczaj bogatą ofertę występów solowych, kameralnych i orkiestrowych. W ostatnią niedzielę czerwca jedna z kameralnych sal stała się miejscem interesującego wydarzenia muzycznego – koncertu duetu skrzypcowo-fortepianowego. Duo Trouvaille to zespół powstały stosunkowo niedawno, jednak oboje tworzący go muzycy to dojrzali artyści, działający na nowojorskiej scenie muzycznej od lat. Urodzona w Rosji pianistka Julia Dusman i grający na skrzypcach warszawianin Krzysztof Kuźnik edukację muzyczną rozpoczęli w swoich rodzinnych krajach, lecz studia zdecydowali się kontynuować właśnie w Nowym Jorku. Po ukończeniu uczelni muzycznych oboje rozpoczęli ożywioną działalność koncertową i pedagogiczną (do bardziej szczegółowych biografii obojga artystów odsyłam na stronę internetową zespołu: duotrouvaille.net). Ich spotkanie przed niespełna rokiem było dziełem typowego dla wielkiej metropolii przypadku i zaowocowało wspólnymi koncertami. Jednego z nich miałam okazję wysłuchać.

Program dwugodzinnego występu wypełniła w całości muzyka kompozytorów XX wieku. Usłyszeliśmy dzieła klasyczne i kompozycje mniej znane, wszystkie jednak spojone wspólnymi motywami przewodnimi: eklektyzmem, pastiszem i humorem. Wieczór otworzyła „Suita w starym stylu” Alfreda Sznittke – jedyny z utworów dzisiejszego koncertu w oryginale napisany oryginalnie na skrzypce, a pochodzący z dojrzałego okresu życia kompozytora i nawiązujący tak w formie, jak pod względem środków kompozytorskich do muzyki baroku. Prosta, lecz niepozbawiona finezji tkanka muzyczna suity nie znosi gry zmanierowanej, toteż eleganckie i pozbawione patosu wykonanie duetu posłużyło za pełen humoru i wdzięczny wstęp do koncertu. Kolejny punkt programu wprowadził diametralnie inny nastrój – „Trzy preludia” George'a Gershwina, oryginalnie skomponowane na fortepian solo, tu zaś zaprezentowane w aranżacji Jaschy Heifetza, to kompozycje w swoim czasie uchodzące za nadzwyczaj nowatorskie. Pełnymi garściami czerpiąc z muzyki nowojorskich klubów jazzowych czasów prohibicji, szokowały one współczesnych sobie śmiałymi figurami rytmicznymi, pochodami akordów i oktaw oraz melodyką bezpośrednio przejętą ze skal jazzowej i bluesowej. Także i dziś muzyka preludiów zachowuje polor świeżości i nowości, zwłaszcza gdy wykonana jest ze swadą i zadziornościa muzyków z Duo Trouvaille. Skomplikowane rytmy i kaskady oktaw stały się w ich interpretacji kanwą dla pełnych humoru obrazków muzycznych, które podsumować można jako popis fajerwerków. Ostatnim punktem pierwszej części wieczoru były „Tańce rumuńskie” Beli Bartoka – cykl sześciu miniaturowych utworów bazujących na ludowych melodiach z Transylwanii. Oryginalnie napisane na fortepian solo, później zaś zorkiestrowane przez samego kompozytora, „Tańce…” na skrzypce i fortepian to utwór nadzwyczaj często wykonywany na koncertach. Niemały wpływ na tę popularność ma niezwykle udana aranżacja Zoltana Szekely, eksplorująca możliwości techniczne skrzypiec przez zastosowanie efektownych pochodów dwudźwiękowych, sztucznych flażoletów i wirtuozowskiej techniki smyczka. Duo Trouvaille efektownie odmalowało ludowy koloryt, prezentując gamę nastrojów – przez skupiony i liryczny do rubaszno-rustykalnego, kończąc finałowy taniec z żywiołowym temperamentem.

Drugą część koncertu wypełniło w całości jedno, lecz za to monumentalne dzieło – „Sonata na skrzypce i fortepian” op. 94 bis Sergiusza Prokofiewa. W oryginalnej wersji na flet z fortepianem, sonata została zaaranżowana na skrzypce przez samego Prokofiewa na prośbę jego przyjaciela, wybitnego wirtuoza Davida Ojstracha. Samo dzieło nawiązuje czteroczęściowa budową do formy klasycznej sonaty, w której to różniące się nastrojem i tempami ogniwa środkowe okolone są szybkimi częściami, bazującymi na technice kompozytorskiej pracy przetworzenia kontrastujących tematów muzycznych. W warstwie dźwiękowej wszechobecne są popisowość i ornamentyka, elementy utożsamiane zwykle z utworami skomponowanymi na instrumenty wysoce wirtuozowskie – jak flet lub skrzypce właśnie. Perfekcyjna równowaga pomiędzy liryzmem a brawurą oraz elegancją a humorem przyczyniają się do niezwykłej popularności sonaty. Trudno o lepsze zwieńczenie koncertu, pomyślanego jako hołd humoru muzycznego, aniżeli właśnie błyskotliwa sonata, która znalazła w muzykach Dua Trouvaille godnych wykonawców. Już od pierwszych taktów „Allegro moderato” jasnym było, że jesteśmy świadkami znakomitej współpracy kameralnej dwojga silnych osobowości muzycznych. Finezyjna i pogodna część pierwsza ustąpiła pola żywiołowemu „Scherzo”, w którym artyści zaangażowali się w przekorną wymianę motywów muzycznych, ani na chwilę nie tracąc kontroli nad karkołomnym tempem. Chwilowe wytchnienie przyniosła część trzecia – nastrojowe i pastelowe w kolorycie „Andante”, w którym muzycy mieli okazję pokazać bardziej subtelne emocje, nawiązując wyrafinowany dialog w dynamice piano. Finał, pełne werwy „Allegro con Brio”, to prawdziwa apoteoza żywotności i muzycznego humoru. Spiętrzenie trudności technicznych i specyficzny, ocierający się o manieryzm język muzyczny stawiają tu przed wykonawcami spore wymagania, którym mniej dojrzali muzycy częstokroć nie potrafią sprostać. Duo Trouvaille postawiło na bezpardonową witalność i potęgę brzmienia, nie zaniedbując jednak żartobliwego tonu i nigdy nie popadając w nadmierny patos. Finałowa koda, pełna perlistej ornamentyki i fanfarowo brzmiących akordów, znów przywiodła na myśl pokaz ogni sztucznych, stając się jakże stosownym zwieńczeniem koncertu, celebrującego humor i radość muzyczną.

Imponująca współpraca dwóch silnych indywidualności zaowocowała w przypadku Dua Trouvaille prawdziwą rasowością brzmienia. Bezkompromisowej wirtuozerii i i dyscyplinie dialogu muzycznego towarzyszyło wyczucie stylu i spójność języka wypowiedzi artystycznej, zaś magnetyzm osobowości artystów trzymał publiczność w napięciu od początku do końca występu. To zaledwie drugi z koncertów zespołu, lecz inteligentny, przemyślany i konsekwentnie realizujący wizje, której brakuje wielu współczesnym wykonawcom. Dwie godziny spędzone w Merkin Concert Hall dostarczyły zgromadzonym nie tylko wzruszeń estetycznych, ale też jakże potrzebnej inspiracji intelektualnej. Jest pewne, że na nowojorskiej scenie kameralnej pojawił się nowy fascynujący zespół, rozwojowi którego należy się przyglądać z dużą uwagą.

Autor: Sabina Nemtusiak