Historia choinkowej bombki

0
6

ZAMIENNIKI OZDÓB CHOINKOWYCH
Pierwsze bombki wyprodukował w XIX wieku pewien rzemieślnik z niemieckiego miasteczka Lauscha, oddalonego o ok. 100 mil od Lipska. Hans Greiner, pracownik huty szkła, chciał ozdobić swoją choinkę w tradycyjny sposób – orzechami i jabłkami, ale nie było go na to stać. Wpadł więc na pomysł wydmuchania szklanych ozdób u siebie w pracy. Następnie powiesił je na świątecznym drzewku. Pomysł ten bardzo spodobał się sąsiadom Hansa, którym również nie wiodło się najlepiej, i z roku na rok w coraz większej liczbie domów w Lausche, na choinkach pojawiały się szklane jabłka i orzechy.

W końcu trafiły do Stanów Zjednoczonych. Z Europy miał je przywieźć, doskonale znany nowojorczykom, Frank Winfield Woolworth, właściciel sieci tanich sklepów. Podobno podczas swojej podróży do Niemiec zachwycił się ozdobami z Lauschy i zabrał je do Stanów Zjednoczonych. Pierwsze zestawy bombek kosztowały kilka dolarów i były sprzedawane w sklepach Woolwortha w Pensylwanii. Już 10 lat później niemiecka fabryka produkowała ponad 200 tys. takich ozdób rocznie.

Współcześnie ozdoby choinkowe z Lauschy znane są do tego stopnia, że do małych manufaktur, których w okolicy jest kilkadziesiąt, przyjeżdżają uczniowie z całego świata, aby poznać sekrety produkcji bombek. Coś, co kiedyś było tańszym zamiennikiem choinkowych ozdób, teraz stało się towarem z górnej półki. Większe szklane bombki, ręcznie malowane, kosztują nawet kilkaset złotych.

Prawdopodobnie najdroższa na świecie świąteczna bombka została wykonana z 18-karatowego białego złota i z ponad półtora tysiąca niewielkich diamentów. Całość otoczona jest pierścieniem, w którym znajduje się 188 czerwonych rubinów. Wykonał ją w roku 2008 Mark Hussey, jubiler z firmy Hallmark Jewellers, a stworzenie tego projektu zajęło mu okrągły rok. Dzieło sztuki wyceniono na 82 tysiące funtów, czyli ponad 103 tys. dolarów. Jedna z największych bombek na świecie powstała w Polsce, a dokładnie w pracowni w Złotoryi 18 lat temu. Miała 31 cm średnicy i prawie metrowy obwód.

OGÓRKI, NA SZCZĘŚCIE
Polacy od lat są w czołówce producentów szklanych ozdób na choinki. Cieszą się one powodzeniem w Europie, ale i o wiele dalej, na przykład w Stanach Zjednoczonych. W 2009 r. wartość polskiego eksportu bombek wyniosła 54 mln zł. W 2014 r. było to już ponad 70 mln zł. „Naszym głównym odbiorcą są sieci sklepów w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Nasze wyroby można zobaczyć na półkach takich gigantów, jak Macy’s czy JCPenney” – mówi w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Tomasz Wolan z fabryki bombek, Firmy Biliński w Nowej Dębie. Najczęściej to zamawiający wysyłają zastrzeżone formy, na przykład bałwanków, choinek czy muffinków, a ich wykonaniem zajmują się Polacy na Podkarpaciu. Przy fabryce, od kilku lat, działa pierwsze na świecie Muzeum Bombki Choinkowej, które ma w swojej kolekcji tysiące szklanych wyrobów, nie tylko w tradycyjnym kształcie. „Są to oczywiście bombki bożonarodzeniowe, ale też przygotowane na Halloween, na Wielkanoc, są postaci z bajek” – wylicza Tomasz Wolan.

Zapewnia, że ze szkła rzemieślnicy są w stanie wykonać każdy kształt. Między innymi dlatego, od lat współpracują z największymi amerykańskimi sieciami handlowymi. „Praktycznie cała nasza produkcja płynie za ocean. Nie wiem dlaczego zamówienia z Europy są rzadkością, ale i tak nie narzekamy na brak pracy” – podkreśla rozmówca „Nowego Dziennika”. Rocznie produkowane są tysiące szklanych ozdób. Dużą popularnością cieszą się pomalowane w kolory flagi USA, oprócz tego nawiązujące do słynnych bajek, a nawet baletów, na przykład „Dziadka do orzechów”.

Popularne są także bombki w kształcie… ogórków. „Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale ogórki na choince podobno zapewniają powodzenie materialne w kolejnym roku, a czy Amerykanie naprawdę w to wierzą – nie wiem. Tak czy inaczej zamówienia szklanych ozdób w takim kształcie mamy, i to całkiem sporo” – mówi Tomasz Wolan. Jego ulubiona szklana ozdoba jest ma kształt łabędzia. Taką bombkę zapamiętał jeszcze z dzieciństwa. „Teraz już praktycznie nie są produkowane, bo są bardzo czasochłonne. Na pewno są do zobaczenia w naszym muzeum” – wyjaśnia. „Amerykańskich” bombek nie można kupić w Polsce, są wyłącznie w Stanach Zjednoczonych.

Podobnie jak większość szklanych produktów fabryki z Józefowa – Silverado. Ponad 80 proc. produkcji trafia za granicę. To rodzinna firma, która tworzeniem bombek zajmuje się już od ponad 20 lat. Do kilku tysięcy wzorów co roku dokładane są kolejne. Szklane ozdoby z Józefowa miał na swojej choince w Białym Domu były prezydent USA Barack Obama.

Wbrew powszechnemu przekonaniu produkcja bombek nie jest biznesem sezonowym. Większość firm pracuje przez cały rok. Już teraz przygotowywane są też zamówienia na przyszły rok. Największa produkcja przypada na okres wakacyjny.

Autor: AA