Kabareton we łzach ze śmiechu

0
2

W czym tkwi przyczyna ich powodzenia, mimo iż przyjechali do Ameryki po raz pierwszy i dla większości Polonii są raczej nieznani? Po pierwsze, osoba Krzysztofa Ibisza, który jest jednym z najbardziej wziętych i rozpoznawalnych prezenterów telewizyjnych i estradowych. Ibisz prowadził tak duże imprezy otwarte, jak bale sylwestrowe np. na placu Zamkowym w Warszawie oraz własny, cykliczny program w telewizji „Awantura o kasę”. Jest ulubieńcem prasy kolorowej oraz plotkarskich portali i – jak mówi o sobie – kochają się w nim kobiety, a głównie wszystkie teściowe… Mimo iż krytycy w Polsce zarzucają mu snobizm i narcyzm, w programie potrafił się śmiać z siebie.
„Po czym poznać, że to Ibisz jedzie nocą na rowerze? – Bo światełko reflektorka ma skierowane na swoją twarz”.
Lightmotivy z jego programu telewizyjnego i ich atmosfera widoczne były w pierwszej części programu.
Drugą przyczyną jest fakt, że oba kabarety – Smile i Kabaret Młodych Panów – to notoryczni zwycięzcy corocznych przeglądów kabaretów w Rybniku. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że to obecnie pierwsza liga kabaretowa w Polsce wśród młodych, jeśli chodzi o nowy narybek. Trudno ich osiągnięcia porównać do klasyków, czy jak kto woli – dinozaurów polskiej sceny kabaretowej, takich jak: Jerzy Kryszak, Cezary Pazura, Jan Pietrzak, Zenon Laskowik i Bohdan Smoleń… Lista może być długa, ale jedno jest najważniejsze. To ich godni naśladowcy i zdolni uczniowie, choć każdy z nich reprezentuje inny rodzaj humoru.

Kabaret Smile gra i śpiewa

Nie tylko humoru zresztą, bo pierwszy fragment programu w wykonaniu kabaretu Smile (Paweł Szwajgier, Michał Kincel, Andrzej Mierzejewski i Kamil Sochalski) naszpikowany był nie tylko skeczami, ale i utworami muzycznymi w wykonaniu występujących artystów począwszy od rapu („Bździszewo 2016, czyli europejska stolica kultury”) po wielką orkiestrę.
Z powodu „braku” niektórych muzyków do udziału w koncercie zaproszono publiczność, co było zręcznym posunięciem. Zresztą takich interaktywnych zabiegów scenicznych z publicznością było więcej, co dodało przedstawieniu smaczku i uczyniło go bardziej ożywionym. Odbyła się też konferencja prasowa na żywo z publicznością, podczas której można było z sali zadawać pytania na temat sytuacji w polskiej piłce nożnej i PZPN. I tu artyści musieli improwizować, z czego się zresztą świetnie wybronili.

Maryjusz bez żółtego sweterka

Znakiem rozpoznawczym Mariusza Kałamagi, najmłodszego z grupy, jest żółty sweter, którego akurat nie miał na sobie, bo ten jest zarezerwowany na występy jego macierzystej grupy Łowcy.B., a ponadto – jak sam powiedział – sprał mu go Zygmunt Chajzer… (aluzja do reklamy proszków do prania z udziałem prezentera). Kałamaga Maryjusz, jak nazywają go koledzy, został do tej grupy dokoptowany na występy zagraniczne, i chyba dobrze, bo jest maskotką tej formacji i ulubieńcem publiczności w Polsce. Bez niego program wiele by stracił. Mimo młodego wieku ma wielki dryg komediowy i obycie ze sceną. Nie dziwota, bo jak mi zdradził w kuluarach, w kabarecie występuje już od szkoły podstawowej, a stand up komedy to jego ulubiona maniera. Może nie tylko, bo i naked komedy też, gdyż pod koniec programu rozebrał się do rosołu, tzn. do slipek…

Kabaret Młodych Panów

To też tygrysy sceny kabaretowej (Mateusz Banaszkiewicz, Bartosz Demczuk, Łukasz Kaczmarek, Piotr Sebik), a zwłaszcza jego gwiazda Robert Królczyk, który jest autorem większości tekstów. Wystąpili w drugiej części programu. Wszyscy artyści pochodzą ze Śląska, czy ogólnie mówiąc z Polski południowej. W składzie nie było żadnej kobiety, choć role żeńskie były, a jakże… Kabaret jest taką formą sceniczną, w której przebieranki płciowe wychodzą tylko na dobre. Słowem było wszystko. Kompilacja tego, co obecnie w kabarecie „jest grane” i przekrój tego, z czego obecnie śmieje się Polska. A więc z Palikota, ZUS-u (Zakładu Utylizacji Staruszków) i KRUS-u, wiernopoddańczości Polski w Unii Europejskiej, sytuacji w polskiej piłce nożnej. Bo Polacy grają w piłkę dobrze, ale w Niemczech. Gejów też w Polsce kiedyś nie było, ale Unia zarządziła, więc są. Metroseksualni też są. W każdym razie, gdy Kaźmierz z komedii „Sami swoi” pojawił się na planecie kosmitów, ci ni jak pojąć nie mogli, co się w tej Polsce dzieje.
Trzy bite godziny programu, to jak dobry maraton kabaretowy, podczas którego nikt się nie nudził. Mimo iż kabarety te z reguły występują niezależnie od siebie, czuć było monolit tematyczny i wprawną rękę reżysera, który wybrał z repertuaru kawałki, które ze sobą harmonizowały. Widzowie rześko nagradzali artystów brawami. Ci zaś odwdzięczyli się greenpoinckiej publiczności (bo tam oglądałam przedstawienie) spotkaniem po programie, rozdawali autografy, pozowali do zdjęć, rozmawiali z widzami. To rzadki przypadek.

Autor: Krystyna Godowska