KrzesłoTrony Tadeusza Mysłowskiego

13

Malarz, rzeźbiarz, grafik i fotograf Tadeusz Mysłowski ma szczególne zamiłowanie do krzeseł. Nie tylko posiada ich wielką kolekcję w swoim domu na Long Island City. Jest także autorem rzeźb, tzw. krzesłoTronów, poświęconych wybitnym polskim i zagranicznym artystom.

Ostatnio podjął zabiegi, aby nowym, umiejscowionym na stałe krzesłoTronem uhonorować wybitnego malarza polskiego pochodzenia Kazimierza Malewicza. Konstrukcja miałby być ustawiona przed warszawskim hotelem Polonia Palace. Do projektu ustosunkowała się z entuzjazmem także pani Iwona Malewicz, wnuczka Antoniego, brata Kazimierza Malewicza.

Pomysł z krzesłoTronami ma długą historię. Kiedy Mysłowski przyjechał do Nowego Jorku w 1970 roku, trwała właśnie wojna w Wietnamie. Jego zdaniem artyści nie chcieli wówczas przedstawiać sztuki narracyjnej figuratywnej, ale zakamuflować swoje koncepcje za pomocą abstrakcji; wybierali takie przedmioty jak krzesło, które personifikowały postać człowieka.

Do podobnego zabiegu uciekali się zresztą wcześniej także awangardziści żyjący w Polsce czy Rosji w okresie represji.

„Kiedy nie mogli o pewnych rzeczach mówić wprost, posługiwali się językiem geometrii, językiem abstrakcji” – wyjaśnia Mysłowski.

Artysta krzesło traktuje bardzo intymnie. „To z nim – podkreśla – codziennie dzielimy się ciepłem naszego ciała. To, jakimi otaczamy się krzesłami, świadczy o naszym poczuciu gustu. Krzesło jest reprezentantem naszej przynależności do kultury” – zapewnia.

Rzeźbiarz wyselekcjonował twórców, którzy w jego opinii zmienili epokę i poświęcił każdemu z nich krzesłoTron. Identyfikuje się on specjalnie z pewnymi artystami. Kiedy przybył do Ameryki, stworzył sobie swoiste środowisko mentalne w celu przetrwania. Otoczył się wirtualnie ludźmi, którzy tak samo borykali się ze sztuką i z życiem.

Przesłaniem krzesłoTronów było zestawienie awangardy zachodniej z polskimi artystami, aby świat docenił ich wkład w sztukę XX wieku.

Nasz rodak mieszkający na Queensie nie miał zresztą na celu stworzenia obiektów, które przypominałyby sylwetki ludzkie. W każdym obiekcie zadedykowanym wybranemu artyście starał się za pomocą konstrukcji adekwatnej do jego twórczości stworzyć wizualną personifikację z nadzieją, że będzie ona odczytana przez widza.

Mysłowski twierdzi przy tym, że obecność Polski za żelazną kurtyną zaowocowała paradoksalnie wyłonieniem tak wspaniałych mistrzów, jak: Władysław Strzemiński, Henryk Stażewski i Katarzyna Kobro. Ponieważ wypowiedzenie się przez nich w tradycyjny sposób nie było możliwe, mogli uniknąć restrykcji odwołując się do formy i konstrukcji niedającej się dosłownie odczytać.

Polscy moderniści nie byli znani szerzej poza granicami kraju. Mysłowski zapragnął ich przybliżyć światu.

„Miało to być spotkanie w dzisiejszym duchu, zgrupowanie artystów z różnych geograficzno-kulturowych miejsc na wirtualnej rozmowie” – tłumaczy koncepcję organizowania wystaw krzesłoTronów ich twórca. Dotychczas odbyły się one w Krakowie, Wrocławiu, Lublinie i Warszawie. Kolejne plany to Nowy Jork i Berlin.

„Chcę się podzielić z młodym pokoleniem moim doświadczeniem. Opowiedzieć im o mojej podróży razem z tymi artystami, którzy pomogli mi przetrwać, ich pracą i etyką”.

Jako pierwszego kandydata do krzesłoTronu Polak wybrał Kazimierza Malewicza. Uzasadnia to tym, że ma dla artysty mnóstwo szacunku. „Miałem zamiar zawłaszczyć go jako Polaka. Kiedy Malewicz po raz pierwszy wyjechał z Rosji, to właśnie awangarda polska stworzyła mu możliwość wystawienia prac. Było to w Polskim Klubie Artystycznym w hotelu Polonia Palace. Później wystawa przeniosła się do Berlina, co przyczyniło się do rozsławienia artysty”.

Mysłowskiemu przypomina się przy okazji jego pierwszy wyjazd z ojczyzny. Najpierw trafił do Paryża, gdzie zorganizowała mu wystawę Galeria Lambert. Miał wówczas stypendium paryskiej „Kultury”. Zorientował się wówczas, że choć Polska ma świetnych artystów, nie są oni wystarczająco znani.

„Głodny obecności polskiej sztuki za granicą, chciałem przekonać się, gdzie istnieją przykłady na to, że Polacy zrobili jakąś 'rysę na szybie' – tłumaczy nasz rodak obrazowo. – Rozczarowany tego nie zauważyłem”.

Podobna sytuacja powtórzyła się po przebyciu oceanu. W Nowym Jorku Mysłowski poznał Wojciecha Fangora, który – przypomina – jako pierwszy z Polaków miał wystawę w Muzeum Guggenheima. Polacy dumni byli z tego sukcesu.

Mysłowskiego nie opuściła też fascynacja Malewiczem.

„Kwintesencją Malewicza jest czarny kwadrat i krzyż. Postanowiłem wszystko zacząć od początku. Wybrałem ten krzyż, który Malewicz zostawił, i starałem się zrobić coś swojego” – tłumaczy. Był on pierwszym, któremu Mysłowski poświęcił krzesłoTron.

Drugim artystą, z którym się identyfikował, stał się holenderski malarz Piet Mondrian.

„Starałem się znaleźć wszystkie ślady jego jestestwa. Gdziekolwiek jednak poszedłem, nie mogłem na nic natrafić. Okazywało się, że albo już nie ma domu, albo coś wyparowało. Zachowały się po nim tylko obrazy w MoMA. Był tu tylko cztery lata, w latach czterdziestych, ale zmienił epokę. Kobiety zaczęły się inaczej ubierać. Powstawała inna muzyka, inne meble, inna estetyka” – przekonuje Mysłowski. Kiedy mieszkał na Kew Gardens, dowiedział się, że Mondrian pochowany jest na tamtejszym cmentarzu Cypress Hill; na jego grób zaczął przynosić wraz z żoną mondrianowskie tulipany.

Dopiero po jakimś czasie poznał przypadkiem Harry’ego Holtzmana, który – jak się później okazało – zaprosił do Ameryki Mondriana, kiedy Niemcy rozpoczęli bombardowanie Paryża.

„Przez cztery lata mój przyjaciel Harry Hotzman stworzył Mondrianowi warunki do pracy w Nowym Jorku. Wdzięczny Holender zapisał mu w testamencie nowojorski artystyczny dorobek. Tu muszę wspomnieć, że w 1984 roku wspólnie z żoną Ireną Hochman zrobiliśmy wystawę ostatnich obrazów Holendra w jej galerii na SoHo. Ja z kolei miałem swoją indywidualną wystawę w Muzeum Mondriana w Amerstwoort w Holandii”.

Mysłowski nie ominął też holenderskiego projektanta wnętrz i mebli Gerrita Thomasa Rietvelda. Znany on jest ze słynnego krzesła niebiesko-czarno-czerwonego, znajdującego się w MoMA. Zaprojektował też, pod znaczącym wpływem sztuki Mondriana, konstruktywistyczną willę w Utrechcie, która stała się symbolem modernizmu.

Wybrańcami do kolekcji krzesłoTronów Mysłowskiego byli też Polacy.

„Pomyślałem sobie, że jak ustawię ten cały garnitur sław, także oni zostaną dowartościowani” – mówi Mysłowski.

Pośród polskich artystów mających swój krzesłoTron znalazł się Henryk Stażewski, który w latach dwudziestych zaprosił Malewicza do Polski.

Następne dwa krzesłoTrony poświęcone Katarzynie Kobro i Władysławowi Strzemińskiemu oraz Nice Strzemińskiej miały nazwę „miejsce miłości dla bycia razem i osobno”.

„Była to na przemian miłość i nienawiść, dlatego elementy rzeźby były ruchome i dawało się jej odwrócić plecami” – uzasadnia Mysłowski.

Zainteresowanie wynalazcy krzesłoTronów przykuł też czołowy przedstawiciel awangardowej abstrakcji geometrycznej w Polsce, twórca zasady mechanofaktury, autor kompozycji mechanofakturowych Henryk Berlewi, a także twórca m.in. serii rysunków „linii rytmicznych” na kalkach architekt Wacław Szpakowski. „Nie miał on nigdy za swego życia wystawy. Dzisiaj zajmuje ważne miejsce w historii polskiej awangardy i zasługuje na swój krzesłoTron” – mówi artysta.

Mając ogromny szacunek dla polskiego rzemiosła oraz tradycji architektonicznej, Mysłowski współpracuje z młodymi architektami Wojtkiem i Agnieszką Kołodyńskimi oraz świetnymi stolarzami ze swojego rodzinnego miasta Lublina.

Swoistym dodatkiem do krzesłoTronów jest 23-metrowa wstęga, na której mieści się opis i historia każdego krzesła. Cały projekt, podkreślają krytycy sztuki, jest hołdem dla pionierów modernizmu, a zwłaszcza Malewicza, i opiera się na archetypie dziedzictwa kulturowego.

Malewicz urodził się w Kijowie w 1879 roku i zmarł w roku 1935 w Leningradzie. Pochodził z polskiej rodziny szlacheckiej.  Jako artysta należał jednak do trzech kultur narodowych: polskiej, ukraińskiej i rosyjskiej. Jego twórczość była w Polsce słabo eksponowana. Jedyna jego reprezentatywna wystawa miała miejsce w 1927 roku w sali Polskiego Klubu Artystycznego, w warszawskim hotelu Polonia Palace. Zatrzymał się wtedy w Warszawie w drodze do Paryża, gdzie zresztą nigdy nie dotarł.

„Uważam, że nie ma przypadków. Kiedy miałem wystawę w Muzeum Architektury we Wrocławiu, przyjechała tam mieszkająca teraz w Niemczech Iwona Malewicz, aby zobaczyć dedykowany wielkiemu krewnemu krzesłoTron” – opowiada Mysłowski. Przebywała ona wówczas u rodziny w Polsce. O krzesłoTronach dowiedziała się od Szymona Bojki. Była inspiratorem i sponsorem kolejnej wystawy krzesłoTronów w galerii Wojciecha Fibaka w Warszawie. Eksponowano tam rysunki Malewicza z kolekcji prywatnej. Pani Malewicz stała się też motorem napędowym projektu, aby drugi, tym razem usytuowany na stałe krzesłoTron poświęcony artyście stanął na ulicy przed hotelem Polonia Palace.

„Jest już projekt, rysunki, wszystko jest przygotowane” – zapewnia Mysłowski. Wyjmuje z opasłej teczki projekt, a także list do ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego, do prezydenta Warszawy, a także inne dokumenty.

„To jest nasz wspólny projekt, nad którym pracujemy od wielu lat” – powiedziała „Nowemu Dziennikowi” Iwona Malewicz. Jak dodała, jest dla niej bardzo ważne, aby w Warszawie było miejsce nawiązujące do sztuki Malewicza, gdzie kiedyś miał wystawę w hotelu Polonia Place. „Wydaje mi się, że społeczeństwo polskie jest bardzo zainteresowane postacią Malewicza i jest ona w Warszawie i w Polsce nadal żywa. Pojawiło się mnóstwo projektów, które ukażą jego znaczenie w dzisiejszej sztuce i w życiu codziennym”.

Pani Malewicz nie chce jeszcze w tej chwili zdradzać wszystkich planów. Jak zaznacza, bardzo życzyłaby sobie, by minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski przyjął patronat nad projektem krzesłoTronu. Chciałaby, aby udało się to sfinalizować jeszcze w tym roku, albo w przyszłym, kiedy świat obchodzić będzie 100-lecie suprematyzmu – wymyślonej przez Malewicza sztuki bezprzedmiotowej, epatującej czystym kolorem. Był on mistykiem. Jak mawiał, „w czarnym kwadracie widzę to, co ludzie widzą w obliczu Boga”.

Autor: ANDRZEJ DOBROWOLSKI