Krzysztof Ibisz: Nie czytam tego, co o mnie piszą

14

Rozmawiamy z aktorem, prezenterem oraz producentem Krzysztofem Ibiszem, który przyjechał do Stanów na tournee z trzema formacjami kabaretowymi: Łowcy. B, Kabaret Młodych Panów oraz Smile. W piątek artyści odwiedzili naszą redakcję.

Czy to pierwsza pana wizyta w Stanach Zjednoczonych?

Tak, to pierwsza moja podróż do Stanów i początki współpracy z kabaretami. Stanów zawsze byłem ciekawy. Moim marzeniem jest przejechać samochodem od wybrzeża do wybrzeża. I może kiedyś to marzenie zrealizuję. Poza tym czuję się jak w Warszawie. W hotelu, w którym się zatrzymaliśmy w Nowym Jorku, pani, która sprząta na piętrze, jest Polką, państwo w restauracji ze śniadaniami to Polacy, w kolejce w Starbucksie – Polak. Tak jak w Warszawie.

Mieszkałem za to kiedyś pół roku w Montrealu, gdzie studiowałem reżyserię filmową. Tam poznałem prawdziwe życie emigranta. Pracowałem w tym czasie, żeby zarobić na studia. Wykonywałem różne prace, od sprzątania w toalecie greckiej restauracji przez robienie sałatek do nadruków na koszulkach w hinduskiej fabryce. Tak, że wiem, jak to wygląda. W końcu musiałem zrezygnować z tych studiów, bo nie zarobiłem na kolejny semestr.

Co jest sekretem pana młodego wyglądu i tak świetnej formy. Czy to kwestia siłowni, czy specjalnej diety?

[Śmiech] Raz w tygodniu kąpię się formalinie, a pod oczy stosuję krem Don't worry. Poza tym za pomocą klamerek do bielizny, lekko sobie naciągam skórę z tyłu.

Jak to jest być gwiazdą w Polsce? Czy nie męczą pana paparazzi, to, że jest pan rozpoznawany na ulicy, w restauracjach?

Jak ktoś na to narzeka, to jakby wygrał w totka i nie chciał zapłacić podatku.

Co pana przyciąga do show-biznesu?

W show-biznesie pracuję od zawsze i nie chciałbym nic innego robić. Każdy element tej pracy jest dla mnie interesujący, czy piszę, czy wymyślam, układam, produkuję, prowadzę. Po prostu jest to coś, co lubię. Mam szczęście, że mogę robić to, co najbardziej kocham. W związku z tym dla mnie każdy dzień w pracy to tak, jakby były wakacje.

Nie narzekam. Nie ma, że ja idę do pracy. Praca to część mojego życia, a to fajne życie po prostu.

Czy planuje pan ponowną wizytę w Stanach?

Chciałbym wrócić turystycznie do Nowego Jorku na tydzień, dwa. W samolocie przeczytałem przewodnik po Nowym Jorku, ale tak naprawdę podczas tego tournee nie zobaczymy wiele. W sobotę jedziemy do Connecticut, w niedzielę występujemy w New Jersey i Nowym Jorku. W poniedziałek jedziemy dalej [Detroit, Chicago] na kolejne występy.

 

Dlaczego jak się wygoogluje pana nazwisko, to pierwsze co wyskakuje to botox?

Jest taka zasada, że to, co jest chwytliwe, jest czytane i będzie używane do bólu. Byłem ostatnio naczelnym jednego z portali. Jest tam taki system, że jeżeli dziennikarz chce sprawdzić, co jest czytane w danym momencie, to wyświetlają mu się w kolorze czarnym najczęściej czytane teksty. W związku z tym trzeba tam pisać takie artykuły i układać takie tytuły, żeby przyciągnąć jak największą liczbę użytkowników, aby artykuł wyświetlał się na czarno. Trzeba zrobić z niego sensację tak, żeby się czytał. To jest odpowiedź na te wszystkie pytania.

Nie denerwuje pana, że piszą na pana temat różne głupoty?

Nie, w ogóle mnie nie denerwuje. Ja tego nie czytam. My nie jesteśmy ludźmi, którzy żyją światem portali internetowych. My mamy swoją pracę, swoje projekty. Nie czytam, nie patrzę, nie przeżywam. Nie zaczynam od tego dnia. To nie jest temat, którym żyję, to jest poza mną.

A jak potem dziennikarze pytają o sprostowania, o to, jak to na prawdę było… To żartuję z tego, tak jak tutaj powiedziałem, że śpię w formalinie. Ale muszę uważać, żeby nie za często, bo wówczas można się cofnąć za daleko. Cofam się tylko trochę. Zresztą to wszystko już nie aktualne.

ROZMAWIALI: ALEKSANDRA SŁABISZ, LESZEK SADOWSKI

Autor: