Łukasz Wroński – lutnik z artystyczną duszą

46

“Kiedy mówiłem ludziom, że jestem lutnikiem, to się pytali: lotnikiem? Albo czy zajmuję się lutowaniem – śmieje się Łukasz Wroński, lutnik, muzyk i artysta plastyk mieszkający w Nowym Jorku. – Dopiero gdy powiem, że robię i naprawiam skrzypce, to zaczynają rozumieć”.

Miłość do muzyki Łukasz wyniósł z domu. Cała rodzina Wrońskich i Mordarskich (ze strony mamy) od pradziadków, przez rodziców i dzieci, grała na instrumentach lub śpiewała. Łukasz od dziecka grał na skrzypcach. Jednak gdy w wieku 13 lat pierwszy raz zobaczył pracownię lutniczą w swojej rodzinnej Limanowej, zapragnął nauczyć się je robić.

“Poszedłem do pięcioletniego liceum plastycznego w Zakopanem, a potem do Akademi Muzycznej w Poznaniu – opowiada Łukasz. – To jedyna uczelnia na świecie, która daje tytuł magistra sztuki lutniczej”.

Przez ten czas ciągle grał na skrzypcach. Razem z kolegami założył zespół góralski, gdzie grali muzykę folk, utwory klasyczne i rozrywkowe.

Korzenie Ameryki w Oklahomie, wielki świat w Nowym Jorku
Do Stanów przyjechał w 2006 roku, gdy w Meksyku poznał znanego skrzypka amerykańskiego Byrona Berline’a, który gdy dowiedział się, że Łukasz robi skrzypce, zaprosił go do Oklahomy. Tam, oprócz robienia instrumentów dla amerykańskich muzyków, grał na skrzypcach, malował obrazy, jako aktor występował w teatrze muzycznym, zwiedzał Stany.
“Gdybym od razu trafił do Nowego Jorku, nie poznałbym Ameryki – mówi Łukasz. – Tutaj są ludzie z całego świata, a ‘prawdziwi’ Amerykanie są właśnie w takich miejscach jak Oklahoma. To tam są prawdziwe tradycje tego kraju. Słychać to w muzyce, którą tam się gra – folk, country, bluegrass, western swing czy Native American Music”.

Jednak powolne, spokojne życie po jakimś czasie stało się nużące i Łukasz postanowił spróbować czegoś innego. Wybrał Nowy Jork, bo sądził, że właśnie tu jest najwięcej artystów i kwitnie życie kulturalne, a dla niego jako artysty lutnika są największe możliwości zrobienia kariery.

“Nie było łatwo, ale miałem chęć, zdolności i wierzyłem że się uda – mówi Łukasz. – Wiedziałem też, że chcę robić to, co umiem najlepiej i nie chciałem tracić czasu na pracę w innym zawodzie”.

Uczyć się od starych mistrzów
Udało mu się znaleźć pracę w sklepie David Segal Violins na Manhattanie. Zajmuje się tam głównie naprawą instrumentów – skrzypiec, altówek, wiolonczel. Oprócz tego ma pracownię na Queensie, gdzie sam tworzy swoje instrumenty. Wśród nich są znane już skrzypce z głową Statuy Wolności o nazwie “Lady Liberty Violin” albo “Spirit of Oklahoma Violin” z głową Indianina. Te ostatnie zostały uznane przez Oklahomę za oficjalny model skrzypiec tego stanu.

Każde skrzypce, które w życiu zrobił, są unikatowe. Do ich stworzenia używa się drewna rezonansowego z jawora falistego (spód, boki i główka), wierzchnia płyta robiona jest ze świerku. W Stanach drewno na skrzypce sprowadza się zwykle z Kanady, w Europie z rejonu Karpat i Bałkanów. Zrobienie jednego egzemplarza zajmuje Łukaszowi ok. 2 miesięcy. Choć każdy instrument jest inny, to ich kształt jest podobny, nawiązujący do ustalonego przez słynnych włoskich mistrzów kanonu w XVI wieku – Amatiego, Stradivariego i Guarneriego. Skrzypce ich autorstwa do tej pory są w użyciu i są bardzo cenne.

“To, na jakich skrzypach się gra, jest bardzo ważne – twierdzi Łukasz. – Wirtuoz zagra dobrze nawet i na chińskich skrzypcach wykonanych w fabryce, jednak nie wydobędzie z nich takiego dźwięku, jak np. ze Stradivariusa. Dlatego ceny tych skrzypiec liczone są w milionach dolarów”.

Klientami sklepu, w którym pracuje Łukasz, są ludzie z całego świata – studenci ze szkoły Juilliard, muzycy z nowojorskiej filharmonii, opery, międzynarodowi artyści. Łukasz lubi, gdy ktoś przychodzi z dobrym instrumentem.Trzymanie w rękach stradivariusa jest bardzo ekscytujące. Lutnik uważnie ogląda, jak i z czego został wykonany, jak brzmi. “Jeśli się uczyć, to najlepiej od starych mistrzów – twierdzi lutnik – To dla mnie wielka inspiracja”.

Stworzenie najlepszych skrzypiec jeszcze przed nim
Jego marzeniem i wyzwaniem artystycznym jest tworzenie nowych autorskich projektów skrzypiec, które byłyby tak rozpoznawalne (i cenne) jak Stradivarius. “Czasem udaje mi się zrobić równie dobre skrzypce, a nawet lepsze, ale niestety nikt mi nie da za nie 5 milionów dolarów – śmieje się artysta. – Ale pracuję nad tym, by moje nazwisko było znane. Nowy Jork to świetne miejsce do tego” – zapewnia.

W planach ma także zorganizowanie wystaw – swoich obrazów i skrzypiec – dopełnionych muzyką. Do Polski na razie nie chce wracać na stałe. W Nowym Jorku podoba mu się różnorodność, to, że można tu spotkać ludzi z każdego zakątka świata, znanych artystów, zobaczyć dzieła sztuki i zaprzyjaźnić się z wartościowymi ludźmi. Sam mieszka na Queensie, gdzie – jak mówi – słychać muzykę latino, jazz i dźwięki z różnych krajów. Łukasz zna angielski, włoski i hiszpański, ma znajomych z wielu krajów i kultur. W wolnych chwilach maluje i gra na skrzypcach. Jednak tym, co najbardziej kocha, jest robienie skrzypiec.

“Z każdym instrumentem, który robię, chcę pokazać coś nowego – mówi. – Nie mogę wskazać najlepszych skrzypiec, które zrobiłem, bo ten idealny model jest jeszcze przede mną”. n

Autor: KATARZYNA SZCZEŚNIAK