Muzyczne życie Janusza Sporka

0
11

W niewielkim pomieszczeniu przy 589 Humboldt Street, pełnym pamiątkowych zdjęć dawnych uczniów i znanych artystów, którzy wystąpili przed nowojorską publicznością, odznaczeń i dyplomów, stoi fortepian. To tu od 20 lat dzieci i młodzież poznają nuty, uczą się gam, by w końcu zagrać utwory największych kompozytorów.

“Największą radość i satysfakcję pedagogiczną sprawia mi, gdy po roku nauki od zera dziecko potrafi zagrać Mozarta – mówi Janusz Sporek. – Trafia tu jako nieuformowana gałka plasteliny, którą ja lepię nadając jej kształt”.

Pedagogiczne talenty muzyk odkrył u siebie jeszcze w Polsce. Skończył Wydział Muzyczny Uniwersytetu Śląskiego ze stopniem magistra wychowania muzycznego. W 1972 roku, w prowadzonym przez niego domu kultury, założył Dziecięcy Zespół Pieśni i Tańca “Przygoda”, który prowadził przez sześć lat (zespół działa do dziś). Potem został dyrektorem administracyjnym, kierownikiem artystycznym i chórmistrzem Górniczego Zespołu Pieśni i Tańca “Górnicy” działającego przy kopalni Dębieńsko w Leszczynach koło Rybnika.

“To był wspaniały okres mojego życia – wspomina. – Ze zwykłych, pracujących fizycznie górników udało nam się zrobić tancerzy i wokalistów. Z występami jeździliśmy po Europie Zachodniej, braliśmy udział w międzynarodowych festiwalach. Nasz poziom był naprawdę wysoki”.

Niestety wyjazdy zagraniczne w tamtych czasach były szczegółowo sprawdzane przez Służbę Bezpieczeństwa. Po jednym z wyjątkowo przykrych przesłuchań Janusz Sporek stwierdził, że nie może dłużej żyć w takim kraju i, nie oddając paszportu, pojechał do ambasady amerykańskiej złożyć podanie o wizę. Dostał ją i w 1987 roku wyjechał do Stanów wraz ze starszym synem. Żona dojechała kilka lat później.

“Starszy syn Wojtek poszedł w moje ślady i prowadzi własne studio gry na fortepianie przy Vicki Simegiatos Dance Studio, na Bay Ridge – opowiada pan Janusz. – Ożenił się z piękną Greczynką – tancerką i piosenkarką Matiną – i dał ojcu dwoje cudownych wnuków. Młodszy Sebastian ani myśli o Ameryce. Został na ‘ojcowiźnie’, prowadzi największy klub dyskotekowy w Rybniku oraz firmę reklamową i z żoną Barbarą wychowuje trójkę równie wspaniałych dzieci. Obydwaj synowie są moją dumą” – dodaje.

Dyrygent i organizator koncertów

Początki na emigracji, tak jak dla wielu Polaków, były dla artysty bardzo ciężkie. “Żeby utrzymać głowę na powierzchni, robiłem różne rzeczy – pracowałem na budowach, byłem kierowcą, stróżem, malarzem, hydraulikiem – wylicza Sporek. – Cały czas jednak robiłem wszystko, by spełnić swoje artystyczne ambicje i pasje. Pierwszy chór o nazwie Hejnał założyłem już w 1988 roku”.

Pierwszy duży koncert miał miejsce rok później i odbył się w katedrze św. Patryka z okazji 50. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Sporek dyrygował chórem i orkiestrą.

Od tamtej pory muzyk zarówno dyrygował, jak i organizował występy wielu artystów w wielu prestiżowych miejscach Nowego Jorku, jak Carnegie Hall, a także w Kalifornii i na Florydzie. W 1998 roku został wybrany przez czytelników “Polish-American World” na Człowieka Roku, a rok później odznaczony Krzyżem Kawalerskim za zasługi w krzewieniu polskiej kultury.

Jak sam mówi, woli być dyrygentem niż organizatorem, bo wtedy może skupić się tylko na muzyce, zamiast martwić się załatwianiem sali, sprzedażą biletów czy reklamą. Ale jako organizator także odniósł wiele sukcesów. Szczególnie jeden koncert zapadł mu w pamięć. “Był to koncert w katedrze św. Patryka w 2007 roku z okazji polskiego Święta Niepodległości, 11 listopada – opowiada Sporek. – Sprowadziłem Susquehanna Symphony Orchestra z Maryland i trzy chóry. Koncert był darmowy i przyszło na niego 4 tysiące osób, i to nie tylko z Polonii. Jadący do Nowego Jorku autokar z orkiestrą uległ wypadkowi i 30 osób trafiło do szpitala. Chóry już śpiewały, a my nie wiedzieliśmy, czy muzycy w ogóle dojadą i czy będą w stanie zagrać. Na szczęście dojechali, byli trochę poobijani, ale zagrali znakomicie. Atmosfera była wspaniała”.

Sporek założył kolejny chór – Paderewski Festiwal Singers – i międzynarodową grupę wokalną Esprit de Chorus. Na stałe współpracuje z chórem żeńskim im. Sembrich-Kochańskiej w Filadelfii, skomponował też muzykę do amerykańskiego filmu o polskich emigrantach “Payday”.

Muzyk sprowadził na amerykańskie koncerty wielu polskich artystów – m.in. wybitną pianistkę Beatę Bilińską, którą uważa za pierwszą damę polskiej pianistyki, kompozytora Wojciecha Kilara, którego “Angelus” wiele razy wykonywały tutejsze orkiestry i chóry, Annę Marię Jopek, Waldemara Malickiego, Śląsk, Skaldów i kilka chórów.

Wiecznie zajęty, nie zwolni tempa

Janusz Sporek jest wiecznie zajęty. Jak nie koncerty, to szkoła muzyczna, jak nie szkoła, to namawianie Polonii do udziału w wyborach i pomoc w rejestracji do nich, audycje w telewizji czy próby z chórem. I dużo pisania: blog, artykuły, książki.

“Zbiór moich felietonów jest już gotowy do druku, książka o koncertach, artystach i zakulisowych, czasem pieprznych niuansach jest już prawie na ukończeniu – opowiada pan Janusz. – Powieść o stanie wojennym zbliża się do połowy”.

Kilka lat temu Sporek wygrał literacki konkurs dla Polonii całego świata opowiadaniem “Nowy, w Nowy Rok” – dostał w nagrodę dyplom i tysiąc euro. Jest członkiem Rady Dyrektorów Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, założycielem i przewodniczącym Klubu Gazety Polskiej.
Stresujący tryb życia dał o sobie znać pierwszy raz w 2005 roku.

“Spotkałem się z Wojciechem Kilarem na kawie, po premierze jego “Mszy o pokój” w katedrze św. Patryka i zobaczyłem, że on bierze jakieś lekarstwo – opowiada Sporek. – Powiedział, że to plavix na serce, który bierze po zawale. Pamiętam, że wypalił wtedy chyba z siedem papierosów. Zapytałem go, czemu tak dużo pali, skoro przeszedł zawał. Machnął tylko ręką. Na drugi dzień po jego wylocie ja dostałem zawału i teraz już wiem, co to ten plavix” – śmieje się muzyk.

Drugi zawał dopadł go w tym roku w Polsce. Trafił do szpitala w Rybniku, o którym przed laty pisał i narzekał, że jego budowa strasznie długo trwa. “Byłem pod opieką znakomitych fachowców – opowiada muzyk. – Kiedy tam leżałem, to miałem akurat urodziny i przyszedł syn z tortem. Odwiedzili mnie też członkowie zespołu Przygoda, który prowadziłem w latach 70. Lekarze się dziwili, kto tu musi leżeć, że przychodzą do niego z wielkim tortem ze sztucznymi ogniami” – uśmiecha się dyrygent.

Zgodnie z zaleceniami lekarzy pan Janusz stara się zmienić dietę, chodzi częściej na spacery, ale nie potrafi zwolnić tempa. “Ja muszę coś robić, nie mogę leżeć bezczynnie – przyznaje. – W planach mam sprowadzenie na koncerty Leszka Długosza, Haliny Kunickiej, Beaty Bilińskiej, Waldemara Malickiego. Trzeba przecież pokazywać Polonii to, co mamy najlepsze w naszej kulturze. A póki co najbardziej leżą mi na sercu sprawy ojczyzny; wybory, protesty przeciwko sformułowaniom ‘polskie obozy koncentracyjne’ i inne, ale bardzo polskie problemy. Ponieważ jednak uwielbiam młodzież i dzieci, praca pedagogiczna jest na pierwszym miejscu. Zapraszam więc młodych adeptów sztuki do mojej szkoły, na kolejne… 20 lat. A co? Jestem przecież jeszcze bardzo młody…”.

Autor: KATARZYNA SZCZEŚNIAK