O wolność słowa!

0
9

Piszemy o tym dlatego, iż sprawa Zengera, będąc pierwszym procesem o wolność słowa w Ameryce, długo pełniła rolę precedensu. Jak wszyscy wiemy, w Europie głównym narzędziem wymierzania sprawiedliwości i rozstrzygania spornych spraw są kodeksy cywilne i karne. Dla odmiany w Ameryce, która wzoruje się na Wielkiej Brytanii, obowiązuje prawo zwyczajowe, którego źródłem jest orzecznictwo sądowe. Nic więc dziwnego, iż zarówno obrońcy i adwokaci odwołują się z konieczności do precedensów.

Peter Zenger przybył wraz rodzicami z Niemiec jako małe dziecko. Gdy ukończył 13 lat, oddano go do terminu u drukarza. Po zdobyciu najpierw dyplomu czeladnika, a później wyzwoleniu się na mistrza, zaczął pracę u Williama Bradforda, właściciela „New York Gazette”, wydawanej dwa razy w tygodniu. Znajdowała się ona również na ulicy Broad, a więc blisko starego ratusza, który nie przetrwał do naszych czasów. Po kilkunastu latach dobrze układającej się współpracy, Zenger zdecydował się na założenie konkurencyjnego czasopisma. Nie mógł już dłużej tolerować ugodowego stanowiska Bradforda wobec nowego gubernatora.

Po objęciu władzy w 1732 r. William Cosby zagarnął połowę wpływów podatkowych do własnej kieszeni. Gdy jego prawa ręka Rip van Dam uznał to za grabież publicznych pieniędzy, wyrzucił go z posady, przyjmując na zwolnione miejsce potulnego skarbnika. Van Dam, który nie dał sobie w kaszę dmuchać, odwołał się wtedy do Najwyższej Rady Prowincji, składającej się z trzech osób. Jeden z członków, nieustraszony i bezkompromisowy sędzia Lewis Morris przyznał mu całkowitą rację. W świetle ówczesnych przepisów działanie gubernatora było bezprawne, gdyż jakakolwiek zmiana w sposobie dysponowania środkami finansowymi wymagała zgody władzy ustawodawczej. W odwecie Cosby usunął Morrisa z Rady, która była przecież ciałem wybieralnym. W prowincji zawrzało, gdyż był to już jawny akt tyranii.

Peter Zenger dolewał oliwy do ognia, pisząc artykuły o wolności słowa i nadużywaniu władzy. Teoretycznym rozprawkom towarzyszyły pełne aluzji wierszyki i karykatury, które zamawiał u zawodowego rysownika. Zawoalowana forma była konieczna, gdyż prawo brytyjskie traktowało wtedy jako przestępstwo najlżejszą krytykę (!) kolonialnej władzy.

Gorączka doszła do szczytu podczas wyborów do lokalnego zgromadzenia w Westchester County. W szranki stanął rzeczony Lewis Morris, kandydując z ramienia wigów pod hasłem: „Wolność i Prawo!”. Jego przeciwnikiem był William Forster, kreatura gubernatora z partii torysów. Wyborcze machlojki ludzi Cosby'ego spaliły na panewce i odważny sędzia odniósł miażdżące zwycięstwo.

Uznawszy, iż przebrała się wreszcie miarka, Zenger szczegółowo opisał bezprawne działania gubernatora, który błyskawicznie na to zareagował. Na jego rozkaz zarekwirowano i publicznie spalono znaczną część nakładu tygodnika. Wydawca został wtrącony do więzienia bez sądowego nakazu, co stanowiło poważne naruszenie jego praw obywatelskich. W roli oskarżyciela publicznego wystąpił William Bradley. Obrońcą stał się Andrew Hamilton, słynny prawnik z Filadelfii. Zenger znalazł się pozornie na przegranej pozycji. Chroniąc bezwzględnie cudze dobre imię, brytyjskie prawo zwyczajowe twierdziło, iż obraza może nastąpić nawet wtedy, gdy rozgłaszane zarzuty są prawdziwe. Zamiast się tego trzymać, nieudolny i służalczy Bradley ostro napiętnował kłamstwa, opublikowane przez tygodnik.

Tym samym wytrącił on sobie broń z ręki, dając Hamiltonowi okazję do udowodnienia prawdziwości wszystkich faktów, przedstawionych na łamach pisma. Niezwykle ważny precedens polegał na tym, iż obrońca opowiedział się za publicznym ujawnianiem nadużyć władzy bez obawy kary. Wykazał on w płomiennym przemówieniu, iż prawda wyzwala, podczas gdy kłamstwo nakłada kajdany. W ostatnim słowie rzekł, co następuje: „Freedom is the only bulwark (przedmurze) against lawless power”. Jak to było do przewidzenia, Andrew Hamilton wygrał proces, zaś jego klient został uniewinniony. Słynna rozprawa odbyła się w sierpniu 1735 r. Pognębiony Cosby zapadł wkrótce na obłożną chorobę, która spowodowała jego śmierć po kilkunastu miesiącach.

Co znakomitsi obywatele Nowego Jorku urządzili wielki bankiet na cześć adwokata i wydawcy. Odbył się on w nieistniejącej już tawernie Black Horse, która słynęła z dobrej kuchni i wyborowych trunków. Jak każe paradoks, po śmierci gubernatora, jego następca, mianowany również przez króla, poprosił Zengera o nadzór nad drukiem miejskich obwieszczeń i ulotek. Wywiązując się z łatwością z dodatkowych obowiązków, nie zaprzestał on publikowania swojego żurnalu.

Na zakończenie wypada powrócić do lokalizacji wymienionych tu czasopism, co było wtedy palącą kwestią. Bliskość władzy zapewniała dostęp do informacji z pierwszej ręki. Dlatego też kolejne z rzędu – „Newspapers Row”, usytuowało się również przy ratuszu. Znajdowało się ono na wschodniej ścianie i warto obejrzeć ładne kamieniczki z pamiątkowymi plakietkami. XIX-wieczny City Hall nadal stoi w tym samym miejscu, podczas gdy gazety przeniosły się gdzie indziej. Pozwolił na to telegraf, telefony i inne nowinki techniczne. Przeprowadzkę zapoczątkował „New York Times”, a stało się to w pierwszej dekadzie ubiegłego stulecia.

Autor: Halina Niedzielska