Rybowicz – szalona lokomotywa literatury

195

26 maja 1949 roku, w Koźlu na Opolszczyźnie, urodził się Jan Rybowicz. Imał się różnych zawodów, pracował na przykład w magazynach Państwowego Związku Gminnych Spółdzielni. Po ukończeniu liceum wieczorowego rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wcześniej jednak starał się o przyjęcie do szkoły teatralnej, ale bez powodzenia. Prawie całe życie spędził w Lisiej Górze koło Tarnowa.


Mieszkał w domku parterowym przy szosie. Najczęściej odwiedzał miejscową knajpę, gdzie miał swoje stałe miejsce. Ten bar widział z okien swego domu. W knajpie Rybowicz, po amerykańsku, w widocznym miejscu umieścił swoje zdjęcie z wojska. “Każdy, kto spojrzy na moją fotografię – miał powiedzieć szynkarzowi – powinien mi ustąpić miejsca przy barze”.
Knajpa była dla Rybowicza swego rodzaju laboratorium. Koledzy często rozpoznawali siebie w jego opowiadaniach i dogadywali Jankowi przy krzczonej wódce: “coś ty k… na mnie tamoj wypisał!”.
Drugim zainteresowaniem Rybowicza, wielkim zainteresowaniem, była lisiogórska biblioteka. Najbardziej interesował go kącik z książkami poetyckimi dla wytrawnych czytelników. Zatrzymywał się przy półce z tomami wierszy, wertował je i rozczytywał. Pożyczał od czasu do czasu parę tytułów do domu, nie na chybił trafił. Wypożyczał książki z namysłem. Z bibliotekarkami o swojej twórczości w ogóle nie rozmawiał. Swoich książek nie zostawiał w bibliotece, bibliotekarki kupowały je później w księgarniach.

Jako poeta debiutował w 1976 roku w “Kronice Obecnych” w “Gazecie Południowej”  wierszem pt. “Wyobraźnia”. Związał się z Tarnowskim Korespondencyjnym Klubem Młodych Pisarzy, ale obraził się na drugiego poetę – Andrzeja Grabowskiego z Ciężkowic – i zakończył współpracę.
Natomiast jako prozaik debiutował opowiadaniami w “Miesięczniku Literackim” i “Nowym Wyrazie”. Wydał kilka tomów opowiadań: “Samokontrola i inne opowiadania” (Warszawa 1980), “Inne opowiadania” (Kraków 1985), “Wiocha Chodaków” (Warszawa 1986), “Czekając na Becketta” (Łódź 1991) oraz zbiory wierszy: “Być może to”, “Wiersze”, “O kay”. Napisał też szczególny dla niego zbiór opowiadań, a raczej listów, zatytułowany “Listy do Elżbiety” (ukazały się w książce “Inne opowiadania”).
Prowadził liczne korespondencje z redakcjami czasopism kulturalnych i literackich. Odpisywali Jaśkowi znani pisarze i krytycy. Na przykład Tadeusz Nowak z “Tygodnika Kulturalnego” napisał: “Nie zaszkodzę Panu. Nie zaszkodziłem zresztą nikomu w życiu. Próbowałem tylko czasem z ludźmi rozmawiać, pomagać im. Pan sobie tego nie życzy. Proszę bardzo. Zbędne więc były dwa ostatnie listy. Pierwszy był wystarczająco jasny. Ale do rzeczy. Opowiadanie Pańskie idzie w najbliższych numerach. Jeśli Pan będzie miał ochotę na drukowanie w 'Tygodniku Kulturalnym' proszę o przysłanie opowiadania za pół roku. Nie mogę drukować Pańskiej prozy częściej niż dwa-trzy razy do roku”.
Z kolei Jerzy Lisowski z “Twórczości” łajał Janka: “Przeczytaliśmy – mimo wszystko – 'Mężczyznę i kobietę' – pisał redaktor naczelny – żeby mieć pewność, że względy na zwyczajną obyczajowość nie zamykają nam jednak oczu na ewentualne walory literackie Pańskich ostatnich prac. Musimy Pana zmartwić – jest to bardzo niedobra proza. Poza pretensjonalnością i niczym nie uzasadnioną megalomanią, niczego wyczytać z niej nie można. A konwencja, jaką Pan sobie wybrał, jest zupełnie nieznośna. Może uda się Panu komuś wmówić, że jest to tekst wspaniały, ale pozwoli Pan, że my pozostaniemy przy naszym zdaniu”.

Jan Rybowicz zmarł tragicznie w Lisiej Górze 21 października 1990 roku.
“Ostatni raz spotkałem Janka w jedynym miejscu, gdzie naprawdę można było go zawsze i na pewno spotkać – koło knajpy – wspomina pisarza Tomasz A. Żak z “Teatru nie teraz”, twórca spektaklu “Odlot” opartego na tekstach Rybowicza, też mieszkaniec Lisiej Góry. – Czekałem na autobus i Jasiu wybiegł do mnie. Dźwigał pod pachą jednotomową encyklopedię. Mówił, że muszę ją kupić, natychmiast, ponieważ umówił się, że będzie miał dzisiaj pieniądze. Ja tej encyklopedii nie kupiłem. Zastanawiam się, czy dobrze zrobiłem. Nie miałem wtedy pieniędzy, ale teoretycznie można było ją kupić. Nigdy potem go nie widziałem. To wszystko, co pisał, co robił, jak z ludźmi rozmawiał było poszukiwaniem człowieka w innym człowieku. Z Rybowiczem rozmawiało się, a zdawało się, że on nie rozmawia z tobą. Jednocześnie kojarzył wszystko, co było mówione, a jednocześnie nagle zmieniał temat. Przeskakiwał z tematu na temat z łatwością niesamowitą. Był erudytą, później ta erudycja była jakaś wypalona. Janek wykłócał się o Boga, wykłócał się o swoje racje. Zawsze twierdził, że to co mówi jest święte i najważniejsze. I nikt nie mógł go przekonać, ani ci z którymi pił, ani ci którzy o nim pisali, ani ci, którzy mieli za honor, że wypił z nimi poeta. To on miał rację, zawsze i bez końca. To bardzo niedobrze mieć rację, dla ludzi i dla Pana Boga pewnie też – tak myślał Jasiu. Tylko, że w każdym tworzeniu warto mieć rację”.
Rybowicz mieszkał w domku parterowym przy szosie. Nieżyjący ojciec pisarza, Józef, opowiadał zaraz po śmierci Janka, że pragnął mieć swój pokój. “Są cztery pokoje – mówił do syna Józef Rybowicz. – Który chcesz, wybierz sobie, abyś miał swój kąt, biurko i książki”.
Janek przechodził z pokoju do pokoju, ale nigdzie mu nie było tak wygodnie, jak w tym małym pokoiku. “Siedź sobie tutaj, nie trzeba tyle opału – mówił ojciec. – Jak się w tym pokoiku zapaliło, to tak cieplutko było, jak w bajce. Jak szedłem spać, to jeszcze przychodziłem do niego porozmawiać, jak się należy, jak ojciec z synem. Janek opisywał różnych ludzi, niektórych oględnie i z szacunkiem. Mieli do niego sympatię. A nawet i przez to, jak opisywał tych innych. Fredziu mi mówił: 'Panie Rybowicz, niech Pan zwróci uwagę synowi'. No to odparłem Fredkowi: 'syn jest pisarzem, poetą i pisze to, co pisze, on jest dorosły i niechże się pan zwróci do niego, nie do mnie, bo on mnie już przerósł, jest większy ode mnie i  swoje lata ma”.

Po Janku Rybowiczu zachowała się taśma magnetofonowa. Poeta recytuje swój wiersz, powoli, wyraźnie:
Kiedy go prosisz
– on daje Ci wszystko.
Lecz kiedy nic nie mówisz,
On też ci to daje.
On sam w zamian
Ciebie nie prosi o nic.
Nie chce podziękowań.
Nie obraża się, gdy mu złorzeczysz.

Twórczość Jana Rybowicza spopularyzował zespół Stare Dobre Małżeństwo. Do utworów poetyckich “kaskadera literatury z Lisiej Góry” Krzysztof Myszkowski skomponował muzykę.
Na temat twórczości Rybowicza powstało też kilka prac magisterskich. Natomiast dla Tarnowskiej Telewizji Kablowej został zrealizowany pod koniec XX wieku jedyny reportaż filmowy o życiu i twórczości Jana Rybowicza zatytułowany “Nad rzeką życia”, którego wersja VHS dostępna jest w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tarnowie.

Autor: JÓZEF KOMAREWICZ