Wspomnienie aktorki o Jirim

0
0

Kiedy się znalazłam w Filadelfii w latach 80., po mieście krążył dowcip na temat Zizków. Słownictwo Blanki rzekomo oscylowalo od “terrible” (to straszne) do “terrific” (to niesamowite), z “tak lepiej” albo “całkiem dobrze” między tymi klamrami. Wyżej niż “terrific”, ewentualnie “very terrific” nie dało się sięgnąć. Puentą żartu było to, że z dwojga Zizków Blanka była wymowniejsza, bo komentarz Jiriego ograniczał się do skrzywienia warg w suchym uśmiechu.

Każdy, kto pracował z nimi, wiedział, jak mało było w tym prawdy. A jednak coś było w tym milczeniu Jiriego, bezsłownej komunikacji wypływającej z poczucia, że gros pracy wykonywał na etapie obsadzania roli i potem wystarczało obserwować, bez specjalnej ingerencji, jak się rola rozwija. Jiri ufał aktorom. Pracując z nim przy filmowaniu “Inquest of Love” odkryłam więcej niż błyskotliwość umysłu.

“Inquest of Love” dotyczy dochodzenia, jakie wytacza żona (gra ją Ellen Green znana z “Little Shop of Horrors”), której mąż (Mark Blum z “Desperately Seeking Susan”), lekarz, jest patologicznym flirciarzem. Ma serię romansów z trzema pielęgniarkami w typie naiwnej gąski (Jen Childs), uwodzicielki (Hannah Dalton) i dominatrix, czyli sadomasochistki (to ja!). W każdej scenie zdrady, piękne oczy Ellen Green wypełniają się ogromnymi krokodylymi łzami. Obie z Jen byłyśmy pod wrażeniem i urokiem jej aktorstwa. Podczas filmowania końcowej sceny, Ellen znów wpatruje się w kominek, a oczy zalewają iście krokodylowe łzy… aż dostrzega migotliwy płomień w kominku. Nikt z nas nie miał pojęcia, że Ellen cierpi na epilepsję i migot płomienia mógł przyprawić ją o atak. Tego dnia dostrzegłam po raz pierwszy umiejętność Jiriego w wyszukiwaniu właściwej diwy dla odegrania roli. Nie panikując, Jiri poświęcił Ellen wiele czasu, starając się ją uspokoić, mimo że był to koniec dnia i był pod presją, żeby zamknąć sesję. Zapewnił, że płomień to był czysty przypadek i całkiem nie do wiary, a jednak potrafił ją ułagodzić i przekonać, żeby zagrała tę scenę ponownie.

Oczekiwałam niewypału. Ellen była nadal podenerwowana, nie miała łez. Wygłosiła swoją rolę z pośpiechem i sarkastycznie. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ta właśnie scena weszła do filmu. Tego dnia na planie nauczyłam się wiele. Nauczyłam się bardzo dużo od Jiriego o reżyserowaniu, o końcowej redakcji, o cierpliwości i poszanowaniu sporadycznego dramatu na planie, akceptacji nieprzewidzialnego, wykorzystania przypadku. Krokodyle łzy są piękne, ale nie scena po scenie. Jiri potrzebował zmiany tempa, więcej energii, czegoś innego. I to właśnie zyskał w scenie z kominkiem. Scena posunęła akcję, była idealna. Jestem mocno wdzięczna za tę możliwość wejrzenia bliżej w człowieka tak intensywnie prywatnego i zdobycia wiedzy u stóp mistrza.
Zawsze będę sobie cenić ten zaszczyt.

Autor: GRACE (GRAŻYNA) GONGLEWSKI