Zmartwychwstanie Róż Europy

0
0

Istnieją od ponad trzydziestu lat, jednak w Nowym Jorku zagrają po raz pierwszy. Koncert Róż Europy będzie miał miejsce w Polskim Domu Narodowym „Warsaw” na Greenpoincie w piątek, 5 września i jak zapewnia organizator – firma Gram-x Promotions – będzie to największy wakacyjny polski koncert w tym roku, w Wielkim Jabłku. Przed formacją dowodzoną przez Piotra Klatta wystąpią także polonijne grupy rockowe: Dzieci PRL-u, Dym i Awangarda.

W ubiegłym roku wydaliście kolejną płytę, noszącą bardzo wymowny tytuł „Zmartwychwstanie”, w dodatku miała ona swoją premierę 13 grudnia, czyli dokładnie w 30. rocznicę powstania zespołu. W jaki sposób należy interpretować ten tytuł?
Przede wszystkim ma on oznaczać odrodzenie lub renesans Róż Europy oraz nasz powrót do czasu grania dla przyjemności, bez żadnych nacisków czy też zobowiązań. Okazało się, że po trzydziestu latach działalności znów jesteśmy na początku jakiejś drogi życiowej i artystycznej, i cieszymy się z grania jak jakaś małpa na widok banana czy pies na widok michy. Po różnych wzlotach i upadkach, poezji i prozie życia biegnącego ruchem sinusolidalnym znowu muzyka i wspólne granie sprawiają nam radość, jak kiedyś, gdy byliśmy dzieciakami. I to jest właśnie nasze zmartwychwstanie.

A czy czasem nie kryje się w tym tytule jakiś podtekst religijny? Pytam, ponieważ takie skojarzenia można mieć patrząc np. na okładkę waszej pierwszej płyty „Stańcie przed lustrami” z charakterystyczną zakonnicą, czy też tytułem płyty „Poganie! Kochaj i obrażaj”. Takich skojarzeń, w waszym przypadku, oczywiście można doszukać się zdecydowanie więcej.
Jeżeli ktoś chce ten tytuł odbierać w kategoriach religijnych to oczywiście również może, lecz akurat to nie było naszym zamysłem. Pod tym względem faktycznie pewna nasza symbolika zatoczyła koło, podobnie jak nasze emocje. I w tym co mówisz jest rzeczywiście jakiś sens, mimo że osobiście nigdy wcześniej nie myślałem o takim zamknięciu naszego koła. Zdecydowanie bardziej patrzyłem na „Zmartwychwstanie” jako dokończenie tryptyku zapoczątkowanego płytami „Poganie! Kochaj i obrażaj” oraz „Kolor”.

Rozumiem, że mówiąc o tryptyku masz na myśli podobny przekaz zawarty w warstwie tekstowej na tych albumach.
Tak, w tekstach opisywane są podobne historie, jak również rozgrywają się one w takich samych – że tak powiem – dekoracjach. Ale mówiąc o tryptyku mam także na myśli warstwę muzyczną, bowiem te trzy płyty są w naszej dyskografii najcięższe brzmieniowo. I mimo że na pierwszej z nich znajduje się „Jedwab”, to w piosenkach z tych albumów jest sporo rozwiązań harmonicznych, które dyskwalifikowały je jako propozycje na listy przebojów. Na pozostałych płytach było zawartych więcej piosenek łatwiejszych w odbiorze, ale ja lubię właśnie te chropowate i bardziej surowe kawałki, osadzone w nieco cięższej muzyce.

Wydaje mi się, że tytuł ostatniej płyty sugeruje także, w pewnym sensie, wskrzeszenie aktywnej działalności zespołu, bowiem przez ostatnie lata, od chwili wydania płyty pt. „8” w 2007 roku, niewiele się działało w waszym obozie.
Masz rację, faktycznie tak było, ale wynika to z faktu, że nie uprawiamy rock and rolla po to, by zapełniać swoje konta bankowe, ponieważ to zapewnia nam inna działalność. Dla nas muzyka zawsze była przygodą. Gdy byliśmy młodymi ludźmi, na początku naszej kariery, pomagali nam rodzice i być może dlatego nigdy nie przekładaliśmy muzyki na pieniądze. Później, wchodząc w dorosłe życie, każdy z nas zajmował się wieloma różnymi rzeczami, a granie stanowiło dla nas swego rodzaju hobby, było pasją, a to, że od czasu do czasu mieliśmy z tego jakieś profity, to traktowaliśmy to jako tzw. wartość dodaną, jako bonus. W związku z tym, że nie mamy obowiązku ani potrzeby nagrywania kolejnej płyty co roku czy też co dwa lata, tak jak niektórzy nasi koledzy, po to, żeby utrzymać swoje rodziny czy wywiązać się z kontraktu, to nie mamy jakiegoś dużego parcia na wydawanie kolejnych albumów. Nagrywamy je wtedy, kiedy mamy coś konkretnego, ciekawego lub ważnego do przekazania i stąd te długie przerwy pomiędzy niektórymi płytami. Dlatego bardzo cieszą nas albumy, które nagrywamy tak, by nam się podobały, a przy okazji, jeżeli spodobają się jeszcze komuś innemu, to jest naprawdę super. I właśnie takie są w większości nasze płyty, poza może dwiema „Poganie! Kochaj i obrażaj” oraz „8”, które nagrywaliśmy trochę pod kątem wymogów wydawcy i z przeznaczeniem dla pewnej grupy odbiorców. W związku z tym mogę stwierdzić, że dzięki temu mamy dużo szczęścia, ponieważ jest nas przez to trudno zniechęcić do rock and rolla i dlatego też gramy go, świetnie się bawiąc zarówno na koncertach, jak i na próbach. Nawet jeżeli coś się ludziom nie spodoba, to my mamy radość z naszego grania i ewentualne odrzucenie naszej muzyki przez kogokolwiek nie powoduje u nas żadnej frustracji. Ale muszę przyznać, że wiele rzeczy trafia jednak do ludzi i to jest bardzo miłe.

A z jakim przyjęciem spotkała się ta płyta? Pytam, ponieważ przed laty Róże Europy nie miały zbyt dobrej prasy i nie byliście hołubieni przez media, mimo że paradoksalnie z zespołu tego wyszło kilku dziennikarzy muzycznych – ty, Artur Orzech i Grzegorz Witkowski.
Tak to już jest, że w większości dziennikarzami muzycznymi zostają ci, którzy próbowali zostać gwiazdami rocka, ale niestety jakoś im się to nie udało i w związku z tym uważają, że teraz jako krytycy pokażą wszystkim, jak ma wyglądać muzyka, i jak powinna być formatowana. I rzeczywiście jest tak, że najbardziej brutalni w swoich opiniach są ci najbardziej sfrustrowani perkusiści, gitarzyści czy też wokaliści. Wielu z nich nie może znieść, że nam się udało odnieść sukces. Ja pracowałem jako dziennikarz i prezenter w Polskim Radiu w Trójce oraz w Programie Pierwszym Telewizji Polskiej i doskonale poznałem to środowisko, dlatego wiem, co mówię. Niestety – przykro o tym mówić – ale Polacy generalnie są narodem odwróconym do siebie tyłkami i jeżeli komuś coś się uda, to musi zostać przez innych znienawidzony, na zasadzie – dlaczego jemu się powodzi, a mnie nie. W związku z tym zakładam, że krytykom ta płyta się nie podoba i dlatego może nie jest za bardzo eksponowana. Ale za to grając koncerty widzę, że zarówno starsze nagrania, jak i utwory z nowej płyty są świetnie przyjmowane przez fanów. Widać to zwłaszcza na koncertach klubowych, na które przychodzą ludzie, znający nasze teksty, nawet te ze „Zmartwychwstania”. Oczywiście zawsze najbardziej entuzjastycznie przyjmowany jest „Jedwab”, bo jest on dla nas tym, czym dla Rolling Stonesów jest „Satisfaction”, utworem, który wszyscy doskonale znają i reagują na niego bardzo spontanicznie. Ale również pozostałe piosenki, jak np.: „Żyj szybko, kochaj mocno, umieraj młodo”, „Stańcie przed lustrami” czy też „Radio młodych bandytów” z trzech pierwszych naszych płyt są świetnie przyjmowane, a obok nich także najnowsze ze „Zmartwychwstania”, zarówno utwór tytułowy, jak i „Rozmieniony na błoto”, „Lodołamacz” czy też „Gang”.

Wspomniałeś o „Jedwabiu” jako o piosence, na którą wszyscy czekają na koncertach, natomiast wiem, że dla was utwór ten – jak często podkreślasz w wywiadach – jest oczywiście wizytówką, ale też swego rodzaju przekleństwem, łatką.
Niezaprzeczalnie piosenka ta jest niesamowitym przebojem i zawsze jest świetnie przyjmowana przez ludzi w różnym wieku. Oczywiście nie wstydzę się jej i grając ją nie czuję jakiegoś dyskomfortu, ale osobiście wolę wykonywać inne przeboje. „Jedwab” napisałem przed laty dla swojej ówczesnej dziewczyny i dla mnie utwór ten nie jest już aktualny dzisiaj, ale nadal jest autentyczny, sprzedałem w nim swoje emocje sprzed lat. Wtedy nie myślałem, że może z tego wyjść taki przebój i przyznam, że byłem bardzo zaskoczony, gdy okazało się, że piosenka ta w ciągu trzech tygodni została potężnym hitem, tym bardziej że jest to dosyć długi, sześciominutowy utwór, czyli z założenia nieradiowy i nienadający się do prezentacji na antenie, gdzie najczęściej gra się piosenki trwające nie dłużej niż trzy minuty i piętnaście sekund. Gdy wykonujemy tę piosenkę na koncertach, jest największy entuzjazm wśród publiki, ale myślę, że mamy kilka innych przebojów, moim zdaniem, nawet ciekawszych, jak np. „Kolor”. Jest to również piosenka opowiadająca o sprawach damsko-męskich, ale według mnie lepiej zaaranżowana i zdecydowanie bardziej wolę ją wykonywać niż wspomniany „Jedwab”. W przypadku publiczności jest odwrotnie, ale najważniejsze jest, że podczas koncertu znajdujemy wspólne fluidy.

„Jedwab” stał się nie tylko wielkim przebojem, ale także swego rodzaju evergreenem. W końcu sięgają po ten przebój inni artyści, jak np. Stachursky. Ale w swoim repertuarze macie też inne utwory zasługujące na to określenie np. „Mamy dla was kamienie”, piosenka wykorzystana przez rapera Eldo, a w dodatku zamieszczona także na ścieżce dźwiękowej do filmu „Wałęsa. Człowiek z nadziei” Andrzeja Wajdy. Myślę, że jest to powód do dumy.
Oczywiście, że tak, jest to bardzo miłe. Mam kilka tekstów, które przetrwały próbę czasu i tematyka w nich poruszana jest aktualna cały czas. Rzeczywiście piosenka „Mamy dla was kamienie” odrodziła się obecnie na nowo na wielu płaszczyznach, nie tylko ze względu na obecność na ścieżce dźwiękowej filmu Andrzeja Wajdy. Jeżeli chodzi o wersję Eldo, to muszę przyznać, że po tym jak wykorzystał on fragment naszej piosenki w swoim utworze w komentarzach pod naszą piosenką zamieszczoną na You Tube pojawiły się głosy, że to my zrobiliśmy przeróbkę przeboju rapera. Zresztą podobnie jest w przypadku „Jedwabiu”, który wykorzystał Jacek Stachursky.

Domyślam się, że oba przeboje stanowią żelazny repertuar waszych koncertów. Czego, prócz nich, możemy się spodziewać na koncercie Róż Europy w Nowym Jorku?
Na amerykańską trasę koncertową przygotowaliśmy 25 piosenek i na pewno wszystkie wykorzystamy. Nie oznacza to, że w nowojorskim klubie „Warsaw” pojawią się wszystkie, bowiem w Stanach gramy cztery koncerty i chcemy nieco zmieniać repertuar. W sumie piosenki te pochodzą ze wszystkich naszych płyt, jedne ogrywamy w większym stopniu, inne w mniejszym, ale największy nacisk dajemy na „Zmartwychwstanie”, płytę, z której gramy nawet do dziewięciu utworów. Ale na pewno prócz przebojów, o których wspomniałeś, pojawią się: „Żyj szybko, kochaj mocno, umieraj młodo”, „Radio młodych bandytów”,”Młode koty noszą wykrochmalone kołnierzyki”, czyli nasz taki rockandrollowy manifest, „Wesołych świąt”, „Marihuana”, Stańcie przed lustrami”, „List do Gertrudy Burgund”, „Krew Marilyn Monroe”, „Kolor”, a także „Kontestatorzy”, których nie graliśmy od 20 lat. Zapewniam, że ten koncert będzie bardzo ciekawą imprezą rozrywkową, na której każdy znajdzie coś dla siebie. Chcemy przede wszystkim prezentować emocje, przekazywać pozytywne wibracje oraz fluidy, i obiecuję, że będzie to świetna rockandrollowa zabawa. Zrobimy wszystko, abyśmy wszyscy razem byli zadowoleni, zarówno polonijna publika, jak i my na scenie, bo tak jak powiedziałem na początku naszej rozmowy, gramy po to, by się dobrze bawić.

Autor: Rozmawiał: Wojtek Maślanka