Lawinowo rośnie liczba chorych na odrę

120
EPA-EFE/JUSTIN LANE
Apel prezydenta o szczepienie dzieci, mandaty w wysokości nawet 2 tys. dolarów i zakaz przebywania nieszczepionych maluchów w miejscach publicznych – między innymi w taki sposób władze próbują zmusić rodziców, by ich pociechy przyjęły szczepionkę przeciwko odrze. USA notują największy od 19 lat wzrost przypadków zachorowań. Jest ich już ponad 700. Najwięcej w Nowym Jorku i Waszyngtonie, ale wirus odry odkryto w co najmniej 22 stanach, w tym na Florydzie i w Kalifornii.

Prezydent Trump zaapelował o szczepienie dzieci w momencie, kiedy Centrum Kontroli Chorób i Prewencji poinformowało o znacznym wzroście liczby przypadków odry wśród Amerykanów.
Od początku roku stwierdzono już ponad 700 przypadków. To rekordowa liczba od 2000 roku, kiedy oficjalnie ogłoszono zwycięstwo w walce z tą chorobą. Dla porównania – w 2016 r. w całych Stanach Zjednoczonych zanotowano mniej niż 100 przypadków.

NAJGORZEJ NA BROOKLYNIE

W związku z chorobą na Brooklynie obowiązuje stan zagrożenia zdrowia publicznego. Jak do tej pory, najwięcej przypadków w mieście zanotowano w dzielnicach Williamsburg i Borough Park, zamieszkanych przez ortodoksyjnych Żydów. Ognisko choroby pojawiło się jesienią ub. roku, gdy niezaszczepione dziecko pojechało do Izraela i tam zaraziło się odrą. W sumie od października na Brooklynie i Queensie zachorowało ponad 300 osób. Władze metropolii na różny sposób próbowały poradzić sobie z groźną sytuacją. Prowadzone były na przykład akcje edukacyjne, kontaktowano się z rabinami i próbowano wprowadzić zakaz chodzenia do szkół oraz przebywania w miejscach publicznych dla niezaszczepionych maluchów. Mimo to sytuacja nie poprawiła się, a liczba chorych wciąż rośnie. Szacuje się, że tylko w dzielnicy Williamsburg mieszka prawie 2 tys. dzieci, które nie zostały jeszcze zaszczepione. Teraz będą musiały. W przeciwnym razie ich rodzicom lub opiekunom prawnym grozi mandat w wysokości co najmniej 1 tys. dolarów. „To jest wyjątkowe działanie, ale nie mamy innego wyjścia. Jesteśmy w sytuacji, w której liczy się każda minuta” – podkreśla burmistrz Bill de Blasio. Dziewiątego kwietnia wydany został bezwzględny nakaz zaszczepienia dzieci powyżej szóstego miesiąca życia i osób dorosłych mieszkających lub uczęszczających do pracy lub szkoły w północnej części dzielnicy Clinton Hill oraz w większej części dzielnicy Williamsburg.

Przedstawiciele władz miasta poinformowali, że jeśli do 12 kwietnia wskazane osoby nie poddadzą się szczepieniu, dostaną mandat (w przypadku dzieci – ich rodzice lub opiekunowie prawni). Do tej pory ukarano w ten sposób kilkanaście osób. Ale to nie wszystko…
W połowie kwietnia urzędnicy miejscy podjęli decyzję o zawieszeniu zajęć dla przedszkolaków w kilku żydowskich szkołach. Wbrew nakazowi nowojorskiego Wydziału Zdrowia do placówek uczęszczały maluchy, które nie były zaszczepione. W grudniu za złamanie tego nakazu ukarano mandatami 23 szkoły religijne w Nowym Jorku. Teraz zamiast kar jest nakaz natychmiastowego zawieszenia zajęć. Władze podają, że – wbrew przekonaniom niektórych społeczności – dla Żydów nie ma żadnych religijnych przeciwwskazań do szczepienia się. „Każdy szanowany rabin powie, że trzeba się szczepić” – stwierdza Gary Schlesinger, szef centrum medycznego w dzielnicy Williamsburg. Przekonuje też, że wielu doradza szczepienie, mimo to są takie osoby, które ignorują nakaz.

2 TYS. DOLARÓW KARY

Stan wyjątkowy związany z rozprzestrzenianiem się choroby obowiązuje też m.in. w Rockland County. Tutaj ogłoszony został już po raz drugi, 26 kwietnia, i ma obowiązywać do 25 maja. „W ciągu 30 dni, od momentu ogłoszenia po raz pierwszy stanu wyjątkowego, straciliśmy tylko czas. Mamy 50 nowych przypadków zachorowań. Odra się rozprzestrzenia, i to pomimo wysiłków naszego wydziału zdrowia” – twierdzi Ed Day, przewodniczący Rockland County. Zgodnie z nowym zarządzeniem osoby, u których stwierdzono wirusa lub które przebywały w otoczeniu chorych, nie mogą pojawiać się w miejscach publicznych, to znaczy w sklepach, szkołach czy urzędach. Za złamanie zakazu grozi mandat w wysokości 2 tys. dolarów. Wyjątkiem jest wizyta lekarska w przychodni czy szpitalu. Wcześniej obowiązywał zakaz przebywania w miejscach publicznych wszystkich osób, które nie zostały zaszczepione, ale sąd uznał, że takie rozporządzenie nie jest zgodne z konstytucją. Jak podaje Wydział Zdrowia w NYC, wirusa odry stwierdzono już u co najmniej dwóch kobiet w ciąży. To z kolei może być śmiertelnym zagrożeniem dla ich dzieci.

ZASZCZEPIONY TEŻ NARAŻONY

W czwartek, 25 kwietnia, kolejne przypadki odry wykryto w Los Angeles. Władze dwóch uczelni – University of California oraz California State University – zarządziły kwarantannę 700 osób. W całym zachodnim stanie do tej pory potwierdzono 38 przypadków zachorowań. Odra jest wysoce zakaźna. Jak tłumaczą lekarze, wystarczy kilkanaście cząsteczek wirusa, by wywołać chorobę. Co więcej, można się nią zarazić „na odległość”, będąc w tym samym pomieszczeniu, autobusie lub wagonie metra z osobą zarażoną. Wirus jest w stanie „przetrwać” w powietrzu nawet dwie godziny po tym, jak chory kichnął czy zakaszlał. Rekordowa liczba zakażonych od jednego chorego to 200 osób. Największe ryzyko zarażenia jest wśród tych, którzy nie są szczepieni i którzy w przeszłości nie chorowali, a więc nie są uodpornieni. Ale, jak podkreślają lekarze, nawet zaszczepione osoby są narażone. Dotyczy to przypadków, kiedy szczepionka była podana na przykład 30 lat temu. Wtedy odporność na odrę jest niska. Dana osoba może się zarazić, ale choroba nie będzie miała tak ciężkiego przebiegu, jak w przypadku w ogóle nieuodpornionych osób.

Szef resortu zdrowia USA Alex Azar, który ogłosił, że „Stany Zjednoczone są zagrożone odrą, mimo że kiedyś skutecznie wyeliminowały tę chorobę”, zaapelował o szerokie uczestnictwo w programach szczepień, „których bezpieczeństwo zostało potwierdzone praktyką wielu lat”. Dodał, że szczepionki były przedmiotem wielu pogłębionych badań. Zapowiedział, że podległy mu resort przeprowadzi ogólnonarodową kampanię, która będzie wskazywać, że „szczepionki są skutecznym i najzdrowszym środkiem ochrony rodzin”.

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez UNICEF Stany Zjednoczone zajmują pierwsze miejsce wśród krajów uprzemysłowionych, jeśli chodzi o liczbę nieszczepionych dzieci. W okresie od 2010 do 2017 r. liczba dzieci do roku życia, które nie otrzymały pierwszej dawki szczepionki, sięgała w USA 2,6 mln, podczas gdy we Francji dla tego samego okresu wynosiła 608 tys., natomiast w Wielkiej Brytanii – 527 tys. Liczby te są większe tylko w takich krajach, jak Nigeria – 4 mln – czy Indie 2,9 mln – wynika z raportu UNICEF.
Gigantyczny wzrost zachorowań notuje się w Polsce. Według danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego, tylko w tym roku w naszym kraju na odrę zachorowało 1100 osób. Niektóre przypadki jeszcze nie są potwierdzone, ale to już trzy razy więcej niż w całym 2018 roku (339 przypadków) i aż 17 razy więcej niż w 2017 roku (63 przypadki). „Tysiąc sto przypadków w tej chwili to jest bardzo dużo. Wiemy, że co mniej więcej tysięczny przypadek kończy się fatalnie. To będzie albo zgon, albo ciężkie powikłanie. Liczymy się z tym, że może do tego nie dojdzie, robimy wszystko. Ale jeżeli będziemy mieli taki trend, to ten trend będzie dramatyczny” – ocenił Jarosław Pinkas, główny inspektor sanitarny. Odra w Polsce pojawiła się od chorych z Ukrainy. Tam nie ma prowadzonych obowiązkowych szczepień. Sporo zachorowań jest też w innych krajach europejskich.

„Jako zakaźnik jestem całym sercem i umysłem za szczepieniami. Nie powinniśmy się bać szczepionek, tylko własnych nierozważnych decyzji narażających dzieci na powrót tych starych chorób zakaźnych” – uważa Jolanta Kluz-Zawadzka, epidemiolog, specjalistka chorób wewnętrznych i chorób zakaźnych.

W Polsce wielu rodziców, mimo iż szczepionka dla osób do 19. roku życia jest bezpłatna, odmawia szczepień swoich pociech. Część, opierając się na wybranych doniesieniach medialnych, uważa, że wywołują one autyzm. Sprawa bierze początek od brytyjskiego lekarza Andrew Wakefielda i jego rzekomego odkrycia, jakoby szczepionka przeciwko śwince, odrze i różyczce (MMR) miała powodować u dzieci autyzm. Wakefield opublikował te “rewelacje” w 1998 r. na łamach pisma medycznego „Lancet”. Wskutek tych doniesień mnóstwo ludzi przestało szczepić swoje dzieci. Tak narodził się współczesny ruch antyszczepionkowy, który dziś zwalcza ideę szczepień w Stanach Zjednoczonych, Europie Zachodniej oraz w Polsce. W 2010 r. Wakefieldowi ostatecznie udowodniono, że fałszował dane, by dowieść związku autyzmu ze szczepieniami przeciwko MMR – został usunięty z rejestru lekarzy, a „Lancet” wycofał jego artykuł. Śledztwo dowiodło, że Wakefield działał świadomie na korzyść producentów alternatywnych szczepionek. Zdecydowana większość lekarzy i ekspertów podkreśla, że szczepionki nie mają żadnego wpływu na ewentualny rozwój autyzmu i zalecają szczepienia. „Jako zakaźnik jestem całym sercem i umysłem za szczepieniami. Nie powinniśmy się bać szczepionek, tylko własnych nierozważnych decyzji narażających dzieci na powrót tych starych chorób zakaźnych” – uważa Jolanta Kluz-Zawadzka, epidemiolog, specjalistka chorób wewnętrznych i chorób zakaźnych.