Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe

154
„Już raz udowodniłem swoje możliwości. Po co to powtarzać” – pisze Marek Falenta w liście do prezydenta Andrzeja Dudy. Przez sąd został prawomocnie skazany za nielegalne nagrywanie rozmów polityków i biznesmenów. To w jego nagraniach usłyszeliśmy m.in., że „państwo w Polsce istnieje teoretycznie”, Polskie Inwestycje Rozwojowe to „chj, da i kamieni kupa”, a „sojusz amerykańsko-polski to kompletny bullshit”. Falenta domaga się ułaskawienia. W przeciwnym razie grozi, że tak samo jak zrujnował PO, doprowadzi do upadku PiS. Na trzy miesiące przed wyborami.

Marek Falenta robi wszystko, by uniknąć więzienia. Tuż po ogłoszeniu wyroku jego adwokaci przez ponad rok przekonywali, że stan zdrowia biznesmena nie pozwala na odbycie kary. Gdy sąd w końcu uznał, że już czas na więzienie, Falenta uciekł z kraju. Wydano za nim list gończy. Kilka tygodni temu został aresztowany w Hiszpanii. Na zdjęciu zrobionym w momencie zatrzymania widać, jak próbuje wyskoczyć z balkonu. Osoby z jego bliskiego otoczenia mówią, że panicznie wręcz boi się więzienia. Ma być przekonany, że zostanie w nim zamordowany. Jeszcze w areszcie w Hiszpanii napisał list do prezydenta Andrzeja Dudy. Jego treść ujawniła niedawno „Rzeczpospolita”. Były biznesmen ma w nim grozić, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, ujawni prawdę o aferze taśmowej, która w 2014 r. wywołała w Polsce polityczne trzęsienie ziemi. Na jednym z nagrań polityków, spędzających czas w warszawskiej restauracji, słychać ówczesnego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza i prezesa NBP Marka Belkę. O czym rozmawiają? Sienkiewicz proponuje, by NBP pomógł w finansowaniu deficytu budżetowego, i tym samym ułatwił PO przejście przez trudny okres kampanii wyborczych. Belka chce w zamian, by zdymisjonowany został minister Jacek Rostowski, i domaga się nowelizacji ustawy o banku centralnym. Ten scenariusz jest realizowany w kolejnych miesiącach. Podczas rozmowy pada wiele bulwersujących słów. Szef MSW mówi m.in. że „państwo polskie istnieje teoretycznie, praktycznie nie istnieje”, funkcjonariusze BOR „mają syndrom sztokholmski”, Polskie Inwestycje Rozwojowe – flagowy projekt rządu Tuska – określa mianem „chj, da i kamieni kupa”, twierdzi też, że Polacy „mają w d**ie orliki i autostrady”. Belka natomiast wspomina, że kilka miesięcy przed wybuchem afery z Amber Gold ostrzegał o tej sprawie premiera Donalda Tuska. Innym razem nagrany został ówczesny szef MSZ Radosław Sikorski, który ocenia m.in., że „sojusz amerykańsko-polski to kompletny bullshit”.

Marek Falenta początkowo zaprzeczał, że stoi za nagraniami, ale sąd był innego zdania. Wymierzył mu karę dwóch i pół roku pozbawienia wolności. Kelnerzy, którzy mieli działać na zlecenie biznesmena – otrzymali kary w zawieszeniu. Teraz, gdy perspektywa krat jest już bardzo bliska, wręcz nieunikniona, Falenta odgraża się, że ujawni całą prawdę o tzw. aferze taśmowej. To znaczy? Wystarczy przeczytać fragment listu, jaki miał wysłać do prezydenta Polski. „W hiszpańskim więzieniu gnije człowiek, który wierzył w sprawę pod tytułem Polska uczciwa i sprawiedliwa. Zrobił, co do niego należało, wywiązał się ze wszystkich złożonych obietnic i został okrutnie oszukany przez ludzi wywodzących się z Pana formacji”. Twierdzi też, że o wszystkim wiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński. Co więcej, miał wręcz zachęcać go do nagrywania kolejnych rozmów. „Teraz, po tym jak zostałem skazany, ujawnię nowe okoliczności, bardzo proszę o ułaskawienie. Panie prezydencie, ma pan miesiąc” – szantażuje Andrzeja Dudę Marek Falenta.

Najbliższa przyszłość pokaże, czy politycy PiS obawiają się zawartości kolekcji taśmowej byłego biznesmena, czy nie. Na razie prokurator generalny Zbigniew Ziobro sprawia wrażenie, że jego partyjni koledzy są wręcz pewni swojego. „To wyraz desperacji człowieka, który został skazany przez sąd prawomocnie. Prokuratura oskarżała pana Marka Falentę, kiedy byłem prokuratorem generalnym. Miał tysiąc okazji więcej, żeby powiedzieć, kto za nim stał” – twierdzi minister Ziobro.

Mnie się wydaje, że okazję wciąż ma. Pytanie tylko, czy rzekome taśmy istnieją naprawdę, czy tylko w wyobraźni pana Falenty, który rozpaczliwie próbuje zrobić wszystko, by uniknąć odsiadki. Natomiast jeśli nagrania są i zostaną upublicznione, może nas czekać powtórka sprzed pięciu lat, z tą różnicą, że w roli głównej wystąpiliby politycy PiS. I jakoś tak, w tym miejscu, aż prosi się wstawić mądre polskie przysłowie: „Nie rób drugiemu…”.