(Nie)doceniana kandydatka

163
EPA-EFE/Leszek Szymanski POLAND OUT

No to już wszystko jasne, przynajmniej jeśli chodzi o Platformę Obywatelską. Prawybory w partii o nominację prezydencką wygrała Małgorzata Kidawa-Błońska. Głosowało na nią 340 uczestników konwencji Platformy. Na kontrkandydata – prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka – 125. Teraz, najważniejsze pytanie, jakie stawiają sobie zwolennicy PO, brzmi: czy pani wicemarszałek ma szanse pokonać Andrzeja Dudę? Ma, bo jest kandydatką niedocenianą, a to z kolei może okazać się jej największym atutem.

“Wygramy te wybory, nie będą się już Polacy musieli wstydzić prezydenta, będę prezydentem wszystkich Polaków. Od dzisiaj pracujemy na zwycięstwo, zapraszam do tego wszystkie Polki i Polaków, możemy wygrać i wygramy w maju, zapraszam was do zwycięstwa” – to słowa Małgorzaty Kidawy-Błońskiej po ogłoszeniu decyzji o kandydacie PO na prezydenta. Wcześniej, przemawiając do delegatów PO, wicemarszałek Sejmu mówiła, że „dziś w Polsce nie ma prezydenta”, między innymi dlatego głosowanie za kilka miesięcy ma być jednym z najważniejszych od 30 lat. Dla Platformy, na pewno.

Tajemnicą nie jest, że partia jest, mówiąc delikatnie, w rozsypce. A szkoda, bo brak silnej opozycji czyni dobrze tylko rządzącym, a nie krajowi. By jakoś ratować Platformę, wrócił do Polski Donald Tusk. Otwarcie domaga się usunięcia ze stanowiska przewodniczącego Grzegorza Schetyny. Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że on najbardziej szkodzi PO. Mówi się, że tylko dlatego wymyślił prawybory, bo chciał dać wyborcom i partii igrzyska, by towarzysze nie dobrali mu się do skóry, doprowadzając do dymisji przed końcem kadencji szefa PO, która upływa w styczniu. Był jeden mały problem, nikt nie chciał wziąć udziału w prawyborach. Powiedzmy sobie szczerze, nikomu (oprócz Schetyny) potrzebne nie były. Odmówił Tusk, odmówił Sikorski, nie był zainteresowany też Arłukowicz. Jakoś udało się namówić prezydenta Poznania. Dziś Schetyna ma przeciwko sobie nie tylko Kidawę-Błońską, obrażoną za to, że wymusił prawybory po to, by ją osłabić. Ma nade wszystko partyjny aparat.

Wewnętrzna wojenka w Platformie nie wróży dobrze przyszłorocznym wyborom. Mimo zapowiedzi wicemarszałek będzie jej trudno pokonać Andrzeja Dudę, a przecież nie będzie on jedynym kontrkandydatem (start już zapowiedział Krzysztof Hołownia). Trudno będzie, ale mimo wszystko Kidawa-Błońska ma szanse, między innymi dlatego, że od lat jest niedoceniana. Można zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie ona przejdzie do drugiej tury razem z ubiegającym się o reelekcję prezydentem. To jemu, a nie jej, łatwiej będzie można wypunktować obiecanki cacanki. Spore pretensje do Andrzeja Dudy mają na przykład tzw. frankowicze, ale przecież nie tylko oni. Mocno wątpliwa w odbiorze wielu jest też jego deklaracja, jakoby byłby prezydentem wszystkich Polaków, a nie stał murem tylko za jedną partią. Samodzielnym prezydentem raczej nie był – mówiąc delikatnie. Na razie pani wicemarszałek wydaje się być bardziej przekonująca, gdy mówi, że to ona będzie prezydentem Polaków, a nie tylko wybranej grupy, lecz przed wyborami nie da się tego zweryfikować.
Badania opinii publicznej wskazują, że Małgorzata Kidawa-Błońska ma najmniejszy negatywny elektorat spośród wszystkich polityków – z prawej i lewej strony sceny politycznej. Nie krzyczy, nie obraża, ma klasę – zwracają uwagę jej zwolennicy. Jest lekceważona, co może stać się jej siłą. Warto przypomnieć, że to ona stała na czele kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego, była marszałkiem i wicemarszałkiem Sejmu oraz rzeczniczką Donalda Tuska w najcięższym okresie bycia premierem, czyli w czasie tzw. afery taśmowej. Zwolennicy podkreślają, że jest wręcz podręcznikowym przykładem kultury politycznej. Rozmawia tak, by nie urazić przeciwnika. Mniej przychylni twierdzą, że z jej eleganckich zdań nic nie wynika. Faktem jest, że przynajmniej na razie żadne konkrety nie padły dotyczące ewentualnej prezydentury, podczas gdy Andrzej Duda objeżdża już kraj, jak zwykle, obiecując.

Jest jeszcze jedno pytanie: czy Polska jest gotowa na kobietę prezydenta? To właśnie między innymi ze względu na swoją płeć wicemarszałek, w niektórych kręgach, jest niedoceniania. No bo co “baba” może? W maju się okaże – czy może pokonać prawicowego kandydata Andrzeja Dudę.