500 plus za myślenie o dziecku

0
0

Już wiedziałam, pewnie na lekcji rozmawiali o Hiobie, któremu Bóg zabrał wszystko, nawet dzieci, a potem, widząc jego prawość, oddał wszystko podwojone. Cóż miałam powiedzieć? Sama zawsze miałam z tym problem.

Mój syn drążył jednak temat dalej. A gdybyś podzieliła wszystko, co mamy, dla mnie i Kingi, i ja bym poszedł w świat, nie uczył się, nie pracował, tylko bawił się, póki kasy starczy. A potem, jak już by mi nic nie zostało, wróciłbym do domu, to ja wiem, że ty byś mnie przyjęła, bo jesteś mamą, Kinga też by mnie nie wyrzuciła, bo jest fajną siostrą. Ale czy sam fakt, że dostałbym dach nad głową, jedzenie i czas na opamiętanie, nie byłby wystarczający? Dlaczego miałbym być traktowany lepiej od Kingi? Dlaczego kolejny raz miałbym dostać połowę tego, co masz? To tak jakby nagradzać moją głupotę, a karać Kingę, że była z tobą, pracowała, myślała, co będzie potem? Przecież jej byłoby słusznie przykro! To byłaby niesprawiedliwość! – Maks rzucił ze złością plecak pod biurko i schylił się po kuwetę kota, by ją umyć, wyraźny znak dla mnie, że właściwie nie wymaga ode mnie odpowiedzi, bo jest ona i dla niego, i dla mnie oczywista.

Wygląda na to, że nawet dziecko widzi, że to, co się dzieje na naszych oczach, może i jest zgodne z prawem, ale nie jest sprawiedliwe! Rząd nie ma własnych pieniędzy. Wszystko, czym dysponuje, pochodzi z podatków. By komuś dać te 500 plus, komuś musi zabrać 700, bo 200 pójdzie na urzędników. A komu wziąć? Temu, co pracuje, bo przecież niepracującemu nie ma z czego!

Sąsiadka mojej mamy z pierwszego piętra wychowała pięcioro dzieci. Była salową w szpitalu. Płaca licha, praca ciężka i na zmiany. Pamiętam jak przed 7 rano, po trzeciej zmianie, zmęczona szła do domu z szybkimi zakupami w ręce, by jeszcze dzieciom śniadanie dać, zanim wyjdą do szkoły. Pamiętam jej męża, który codziennie przed 5 rano wychodził do autobusu pracowniczego i jechał do pracy. Dzień w dzień, przez 45 lat. Wszystkie ich córki ukończyły studia, pracują i znają wartość pracy, bo tego były nauczone. Pani Gienia dostaje 1150 złotych emerytury. Sąsiadka z parteru urodziła czworo dzieci.

Nigdy nie pracowała, mąż ciągle był w delegacjach za granicą. Mieli niemiecki samochód, chyba jedyny wówczas na osiedlu wśród syrenek, maluchów i dużych fiatów. Jeździli na wakacje nad Balaton. Pani Marysia całymi dniami siedziała na ławce i czekała, z kim by tu poplotkować. Obiady „gotowała” z puszek, które przysyłał jej mąż. Pani Marysia, zgodnie z nową ustawą, dostanie 1200 złotych emerytury, bo… wychowała czworo dzieci. Żadna z jej trzech córek nie pracuje, powiela szablon mamusi, syn mieszka we Francji. Ja już nawet nie będę retorycznie pytać, czy to jest sprawiedliwe, ale czemu ma służyć? Czy ten syn marnotrawny zawsze będzie miał lepiej? Lżej? Czy rozżalenie pani Gieni i milionów innych pracujących matek nie jest słuszne?

Nauczyciel w Polsce, po studiach, często po kilku rodzajach studiów podyplomowych, na najwyższym szczeblu awansu zarabia mniej niż robotnik. Nauczyciel rozpoczynający pracę zarabia mniej niż robotnik niewykwalifikowany! Czemu ma to służyć? Co promuje? Podwyżka dla nauczycieli wyniosła od 60 do 156 złotych, na więcej nie ma pieniędzy, ale na rozdawnictwo dla osób niepracujących są? Na wszelakie 500 plus dla każdego. System rozdawnictwa jest niemoralny, bowiem daje ludziom, którzy nie zapracowali, a odbierze tym, którzy na te pieniądze harowali! Nie ma na to mojej zgody, ale czy kogoś to obchodzi?! A co będzie dalej? Co obieca opozycja, by przebić ofertę PiS? 500 plus na każde dziecko od chwili poczęcia, czy nawet jeszcze na to, o które się para stara? 
 

Autor: Beata Wermińska