Antypolska narracja

188
ZRZUT EKRANU

Gdyby patrzeć na relacje polsko-amerykańskie przez pryzmat tego, co pisze część polskich mediów, to wyglądałoby na to, że Donald Trump przyciągnięty na siłę dziewiąty już raz spotkał się z prezydentem Andrzejem Dudą. Obaj wypili kawę i rozeszli się do domów. Pytanie, komu służy taka antypolska narracja i jak długo jeszcze będziemy sami sobie robili krzywdę?

“35 minut Dudy u Trumpa, czyli o upadku polityki zagranicznej PiS” – to tytuł z portalu gazeta.pl jeszcze przed ostatnim spotkaniem Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem w Nowym Jorku. Autor tekstu długością spotkania jeszcze przed jego efektami zmierzył relacje Polski i USA. Według niego to dowód na to, jak amerykański prezydent traktuje nasz kraj. W podobnym, “zegarkowym” tonie jeszcze przed spotkaniem pisali na swoim portalu dziennikarze jednej z większych stacji radiowych i popularny dziennik w Polsce. Po spotkaniu nie było lepiej, a statystyka czasu została zastąpiona statystyką wypowiedzianych słów w czasie konferencji. Według dziennikarzy portalu gazeta.pl, milczenie prezydenta Dudy to także znak na poddańczą rolę Polski.
Dokument, który podpisali obaj prezydenci, raczej nie zyskuje w relacjach wyżej wymienionych mediów szacunku, a jest w nim wiele ciekawych informacji, dużo istotniejszych od długości rozmowy i liczby wypowiedzianych słów. Dokument, podpisany przez prezydentów Polski i USA, potwierdza trwałe zwiększenia obecności wojsk USA z 4,5 do 5,5 tysięcy żołnierzy. Wskazuje też sześć lokalizacji tej zwiększonej obecności, między innymi Poznań, Drawsko Pomorskie i Powidz. Deklaracja mówi też o kontynuacji dialogu na temat najbardziej odpowiedniego miejsca w Polsce dla pancernej brygadowej grupy bojowej wojsk USA.
Zgoła odmiennie od mediów oceniają sytuację politycy w Polsce, a relacje polsko-amerykańskie z punktu ich widzenia są bardzo dobre. Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski stwierdził, że: “Nigdy nie było takiej dynamiki relacji polsko-amerykańskich, żeby dziewięciokrotnie w ciągu trzech lat spotykali się prezydenci Polski i USA. Każde takie spotkanie przynosi inwestycje w polskie bezpieczeństwo”. W podobnym tonie wypowiedział się były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, który ocenił, że spotkanie prezydentów Polski i Stanów Zjednoczonych to dalsze umacnianie współpracy między tymi krajami. Waszczykowski zaznaczył, że od lat współpraca polsko-amerykańska dotyczy problemów wojskowych i bezpieczeństwa. „Stany Zjednoczone to nasz główny sojusznik w ramach NATO, który odpowiada na naszą wrażliwość dotyczącą bezpieczeństwa zarówno Polski, jak i naszego regionu. Od kilku lat rozszerzamy tę współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, bazując nie tylko na problemach wojskowych, ale rozszerzamy o szersze pojęcie bezpieczeństwa” – wyjaśniał europoseł PiS. Zadowolenie z relacji polsko-amerykańskich podkreślał także wicepremier Jacek Sasin uznając, że „sojusz ze Stanami Zjednoczonymi to fundament bezpieczeństwa Polski”. Według niego, ta wizyta polskiego prezydenta w USA jest „epokowa”. Dokonuje ona przełomu w kwestii obecności militarnej Stanów Zjednoczonych w Polsce. „To już nie deklaracje, to już nie cząstkowe wzmacnianie tej obecności, ale deklaracja stałej, bardzo silnej obecności militarnej” – stwierdził Sasin.
Próżno szukać wypowiedzi polityków opozycyjnych, ale pamiętając, jak komentowali poprzednie spotkania, łatwo domyślić się, co powiedzieliby o ostatnim. Po wizycie Andrzeja Dudy w Białym Domu mówili m.in., że „Fort Trump brzmi jak żart” albo że „Prezydent Duda jest jak ucieszone dziecko”.
Dobre relacje z największym mocarstwem świata powinny leżeć w interesie wszystkich obywateli Polski – bez względu na to, po której są stronie politycznej. Dla bezpieczeństwa naszego kraju warto wznosić się ponad wszelkie podziały. Tymczasem kolejne podpisane porozumienia i ewidentne zaangażowanie się USA w bezpieczeństwo naszego kraju, jak i Europy przedstawiane jest przez niektórych jako nic nie znaczące działania. Pytanie o to, komu służy taka antypolska narracja, jest retoryczne, ale jego postawienie za każdym razem boli jak cios w plecy zadany przez rodaka.