Bardzo miły morderca. Sąsiadom mówił „dzień dobry”

299

To wstrząsająca zbrodnia. 22-letni kolega matki zabił jej 10-letnią córkę, bo był przekonany, że dziecko stoi na drodze do ich szczęścia, chociaż kobieta wyraźnie dawała mu do zrozumienia, że nic, oprócz przyjaźni, ich nie połączy. Jakub A. nie wierzył. Zaplanował zbrodnię i z zimną krwią zabił niewinne dziecko. Na nowo wywołując w Polsce dyskusję o karze śmierci.

Bez względu na różnice światopoglądowe i prowadzone na co dzień rozmowy, każdy, kto słyszał o zabójstwie w Mrowinach na Dolnym Śląsku, jest za najsurowszym wymiarem kary dla mordercy. W polskich warunkach prawnych jest to dożywocie. Mnożą się pytania o zbrodnię, do której doszło w niewielkiej miejscowości, położonej mniej niż godzinę jazdy samochodem od Wrocławia. To właśnie z tego miasta pochodzi 22-letni Jakub A. Z przekazów medialnych wynika, że studiował psychologię i mieszkał z rodzicami. Przez sąsiadów określany jest jako bardzo miły chłopak. Mówił „dzień dobry”, często odwiedzał swojego nieżyjącego już dziadka. To właśnie w jego domu aresztowali go policjanci, kilka dni po dokonaniu zbrodni.

Początkowo nie przyznawał się do winy. Pękł po kilku godzinach przesłuchania i wizji lokalnej. Dziewczynka wracała ze szkoły. Do domu miała mniej niż kilometr. 22-latek podjechał po nią samochodem. Wsiadła, bo go znała. Często przebywał w jej domu. Następnie zadał dziecku kilkanaście ciosów nożem i poderżnął gardło. Nóż wrzucił do Odry. Upozorował też atak pedofila. Myślał, że w ten sposób zatrze ślady. Miał nawet alibi. Nie udało się.

Do sprawy wyjaśnienia mordu w Mrowinach policja wyznaczyła najlepszych śledczych. Co więcej, na posterunek zgłosił się mężczyzna, który stwierdził, że Jakub A. namawiał go do wspólnego dokonania zbrodni. Miał ją planować od maja, a może nawet wcześniej. Oferował 10 tys. złotych. Powód? Miłość do matki 10-latki. Był przekonany, że to właśnie dziecko stoi na drodze do ich szczęścia. Dziewczynka nie tylko miała za nim nie przepadać, ale nawet prosić mamę, by już nigdy nie nocował w ich domu. Tak przynajmniej wynika z przekazów medialnych.

Jakub A. usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu kara dożywotniego więzienia i raczej na pewno taką usłyszy. Gdy był przesłuchiwany, przed posterunkiem, a później przed budynkiem prokuratury zebrał się tłum mieszkańców, nie tylko Mrowin.
Doszło do strasznej zbrodni. Skrzywdzono dziecko i jako społeczeństwo nie możemy się z tym pogodzić, bo trudno znaleźć dla takiego czynu wytłumaczenie. Nie ma żadnego wyjaśnienia, które niosłoby choć trochę ukojenia. Emocje więc dramatycznie wzrosły, a jedynym zadośćuczynieniem, choć w części, może być sprawiedliwy wyrok. W tym wypadku najwyższy, jaki dopuszcza polskie prawo. Tego my, społeczeństwo, wręcz się domagamy.

Tak samo jak odpowiedzi na pytanie, jak mogło dojść do tak dramatycznego wydarzenia. Sprawca był przecież „zwykłym mężczyzną”. Pochodził z dobrego domu, kłaniał się sąsiadom, pomagał dziadkowi kosić trawę. Nawet studiował psychologię. A psychiatrzy odpowiadają – w każdym z nas drzemie potencjalna bestia. Pytanie zatem, co sprawia, że niektórzy z nas pozwalają jej się obudzić. Tym bardziej że dla normalnie żyjącego człowieka zbrodnia powinna być czymś abstrakcyjnym. Jesteśmy przekonani, że dokonują jej wyłącznie jednostki patologiczne. Tymczasem policyjni eksperci zwracają uwagę, że stereotypowy obraz zabójcy, oscylujący gdzieś między wizerunkiem muskularnego gangstera z filmów akcji a postacią inteligentnego erudyty, przypominającego na przykład Hannibala Lectera, to mit.

Co trzeci morderca w Polsce nie jest agresywny. Nie okazuje skłonności do bezpośredniego ataku. Polski zabójca jest przeciętnie inteligentny, raczej zamknięty w sobie, łatwo załamujący się w trudnych sytuacjach. Z pozoru zwykła osoba. Taka jak Jakub A. W mediach społecznościowych przedstawiał się jako osoba towarzyska, fajnie spędzająca czas, na przykład w zimie na nartach, a latem wędrując po górach. Na Facebooku propagował między innymi zbiórkę pieniędzy na rzecz schroniska dla zwierząt. Sam okazał się bestią. Jego matka, zapytana przez dziennikarza, jak mogło dojść do takiej zbrodni, odparła – z pewnością zgodnie z prawdą – że nie ma pojęcia i że będzie musiała żyć z tą tragedią do końca życia. Podkreśla, że jej syn był i jest normalny. Bardzo miło chłopak.