Bez kopania, a z przytulaniem

61

Becia przepadła w Brukseli. W drugiej komisji, choć była jedyną kandydatką, też nie uzyskała poparcia… Rodzice uczniów i sami uczniowie, którzy nie dostali się do szkół średnich, bo przez podwójny rocznik zabrakło w nich miejsc nawet na podłodze w piwnicy, powiedzieliby jej zapewne to, co słyszą z ust ministra edukacji: „Widocznie źle wybrali, powinni aplikować do właściwej dla siebie szkoły”.

Mogą też przytoczyć inny argument ministra: „Nie każdy uczeń trafia od razu do tej szkoły, którą sobie wybrał, tak samo jak w dorosłym życiu nie każdy trafia na uczelnię, którą sobie wybrał, czy nie zawsze pracuje w tej firmie, którą sobie wybierał”. Mogliby też posłużyć się słowami pewnej kurator oświaty: „Marzenia nie zawsze się spełniają”. Ale przecież nie należy kopać leżącego, prawda?

Paradoksalnie w mediach społecznych nie rekrutacja, nie brukselskie stanowiska, nawet nie roszady w opozycji, która strategicznie stara się rozegrać nadchodzące jesienne wybory, są tematem wiodącym. W internecie nie milknie sprawa firmy, która zwolniła człowieka z pracy „za wiarę”. No, może nie tak całkiem za wiarę, tylko za jej głoszenie, co nie wkomponowało się najwyraźniej w politykę firmy. Co interesujące i dziwne zarazem, firma, o której mowa, zawsze szczyciła się ochroną środowiska, praw pracowniczych, wszechtolerancją i pionierskimi na pewne czasy miejscami do karmienia piersią podczas zakupów, a produkuje meble, o których marzyłam i marzę nadal, gdyż oczami duszy widzę swoją kuchnię w stylu skandynawsko-prowansalskim. Póki co stać mnie na obrusik, flakonik i półeczkę z tegoż sklepu… Ale nie będę się kopać, bo leżę…

Burza zaczęła się od artykułu z okazji obchodów Międzynarodowego Dnia przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii, który zamieszczono na wewnętrznym forum tegoż sklepu, pod którym jeden z pracowników postanowił dać upust swoim niedzisiejszym, zaściankowym, ciemnogrodowym i średniowiecznym wierzeniom, zamieszczając nieprzychylny ruchowi LGBT komentarz. Powołał się przy tym (o zgrozo!, o niepoprawności!) na fragmenty Starego i Nowego Testamentu, stanowczo i jednoznacznie piętnujące wszelkiej maści L i G, o B i T nawet nie wspominając, gdyż Biblia taka niepostępowa i zagadnień tych nie ujęła…

Firma do podpisu pod artykułem się odniosła, zapewniła o swojej otwartości, tolerancji, podkreśliła, że KAŻDY ma prawo być sobą, czuć się bezpiecznie, być traktowany na równych prawach, z szacunkiem i w jej podwojach nie ma miejsca na naruszanie godności innych pracowników, krzywdzenia osób ze względu na ich cechy osobiste, poglądy czy religie, dlatego zwalnia obrażonego katolika…

Może dla wielu argumenty firmy mogą być przekonujące, ale fakty są takie, że w dzisiejszych czasach nie ma miejsca dla krytyki pewnych zachowań, środowisk i religii, podczas gdy krytykowanie innych jest modne i wręcz w dobrym tonie. Nie jestem szczególnie żarliwą katoliczką i w zasadzie nawet przyznaję, że wpis pod artykułem nie powinien się pojawić, ale czy to nie powinno działać w obie strony? Ja toleruję ciebie, ty mnie, i dopóki się nie krzywdzimy wszystko jest ok?

Czy można WALCZYĆ o tolerancję? Czy to nie jest oksymoron taki sam jak wojna o zachowanie pokoju? Moja przyjaciółka Małgosia, osoba o niezwykle szerokich horyzontach, otwartości serca, umysłu i poglądów, ostatnio na Facebooku zapytała, dlaczego osoby LGBT tak nachalnie propagują swoją orientację? Co mnie obchodzi, kto z kim śpi i jak? Nie interesuje mnie też czy lubi nosić sukienki, spodnie, majtki z koronki czy galoty w kratę, więc dlaczego to manifestować? Po co parady przebierańców?

A gdyby tak organizować marsze fajnie, ekstrawagancko, elegancko ubranych, a nie rozebranych ludzi? Po co budzić wrogość, na siłę podkreślać inność, wzniecać agresję? Przecież jesteśmy TACY SAMI, kochamy TAK SAMO, chociaż każdy z nas trochę inaczej! I to jest piękne.