Bezhołowie

0
4

I można by powiedzieć, że to nic nowego, opozycja totalna przyzwyczaiła nas już do swoich KOD-owych marszów, okołosądowego palenia świeczek, okołosejmowych przepychanek, celebryckich występów aktorów, którzy nagle, po latach życia w oparach sztuki lub jej marnej imitacji, obudzili się z misją polityczną na ustach, przywykłych do wypowiadania wcześniej napisanych przez kogoś innego kwestii.

Ale tym razem w pełnej odsłonie, w pozornie małym incydencie, został pokazany cały obraz awanturnictwa opozycji – posłanka wwiozła w bagażniku samochodu na teren Sejmu znanych zadymiarzy i absolutnie nie widzi w tym nic nieodpowiedniego, nawet o nagannym nie wspomnę. Ponieważ nie wpuszcza się na teren Sejmu protestujących, straż marszałkowska zatrzymała w środę, 25 lipca, samochód, w którym siedzieli posłowie Ryszard Petru i Joanna Scheuring-Wielgus wraz Pawłem Kasprzakiem i Wojciechem Kinasiewiczem – członkami ruchu społecznego Obywatele RP, wyrosłego na skompromitowanym Komitecie Obrony Demokracji. Straż nie zezwoliła na wjazd aktywistów opozycji, posłom pozwoliła jechać dalej. Krótko potem na teren Sejmu wjechał kolejny samochód; tym razem za kierownicą siedziała Joanna Schmidt. Straż przepuściła posłankę, a ponieważ samochody parlamentarzystów nie są przez funkcjonariuszy sprawdzane, okazało się, że w bagażniku byli ukryci Kasprzak i Kinasiewicz.

To kolejny przykład tego, że w Polsce mamy do czynienia z postępującą anarchizacją i próbą sparaliżowania przez opozycję kluczowych dla funkcjonowania państwa instytucji. Posłowie, którzy mają stanowić prawo i jakże głośnio krzyczą o jego łamaniu przez innych, sami zachowują się jak kolejna kasta wybranych stojących ponad wszystkim i wszystkimi. Za nic mają zakaz wydany przez marszałka Sejmu, za na nic przepisy kodeksu ruchu drogowego, zakazujące przewożenia osób w bagażniku, za nic zwykłą przyzwoitość, bo we wszystkich możliwych mediach posłanka Scheuring-Wielgus z podniesioną głową przekonywała, że kolejny raz postąpiłaby tak samo, bo cel jest słuszny – obrona praworządności…

W tym szaleństwie dobro państwa przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, ponieważ dla politycznych opozycjonistów liczy się tylko jedno: oni sami! W każdym demokratycznym kraju aparat państwowy gwarantuje sobie dostęp do narzędzi, które dostatecznie penalizują wszelkie działania szkodzące istotnym interesom państwa, którego dobro jako całości jest ważniejsze niż interesy jednostek, partii czy organizacji, które muszą działać w wyznaczonych ramach, a nie ponad nimi! Czyżby ta fundamentalna zasada zupełnie nie dotyczyła Polski, w której kolejny raz odżywa duch liberum veto i szlacheckiej wolności?

Niestety wszelakie działania próbujące ograniczyć bezprawne działania opozycji kończą się zawsze jej okrzykami, że łamana jest wolność i deptana demokracja… A jeśli władza nie potrafi radzić sobie z takimi sytuacjami, to? To niech się zwija, bo wówczas mamy do czynienia z bezhołowiem w czystej formie, czyli stanem wywołanym upadkiem autorytetu władzy, wynikającym z nieumiejętności przekonania obywateli co do jej celów (np. w reorganizowaniu państwa) lub z bezmyślności w określaniu takich celów.

Autor: Beata Wermińska