Brukselskie „widzimisię”

138
epa08813595 General view during a mini plenary session at the European Parliament in Brussels, Belgium, 11 November 2020. EPA-EFE/OLIVIER HOSLET

W cieniu pandemii w brukselskich gabinetach trwa walka o nowe finansowe rozdanie unijnego budżetu. To walka ważna dla Polski, by mogła gonić zachodnie kraje i wyrównywać szanse naszych obywateli. Unijni politycy szykują dla nas bieg z przeszkodami, a jedną z nich jest unijne „widzimisię”. To istny mur nie do przeskoczenia, dlatego Polska nie może i nie powinna się zgadzać na jego zbudowanie.

Kilkanaście dni temu premier Mateusz Morawiecki zagroził odrzuceniem budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027, jeśli wypłata pieniędzy będzie powiązana z tak zwaną praworządnością. Szef polskiego rządu wysłał w tej sprawie list do liderów unijnych instytucji. Premier oświadczył, że nasz kraj nie może zgodzić się na uznaniowość mechanizmu dotyczącego zasad przestrzegania praworządności. Stwierdził, że jego przyjęcie mogło prowadzić do podwójnych standardów i różnego traktowania poszczególnych krajów członkowskich, w oparciu nie o faktyczne naruszenia praworządności, ale o motywację czysto polityczną.
Mówiąc krótko, gdy u władzy w unijnych instytucjach będą np. liberałowie, to stosując uznaniowy mechanizm będą mogli powiedzieć, że w krajach rządzonych przez konserwatystów łamane jest prawo a w związku z tym pieniądze się nie należą.
Najprawdopodobniej unijni przywódcy list polskiego premiera wzięli tylko za straszak, ale już dziś wiedzą, że to realny sprzeciw. Polska i Węgry nie zgodziły się na przyjęcie budżetu na lata 2021-2027 i funduszu odbudowy po pandemii. Prace nad pakietem budżetowym trwają, a jedną z rozważanych propozycji jest dołączenie do pakietu budżetowego deklaracji stwierdzającej, że mechanizm warunkowości nie będzie ani uznaniowy ani dyskryminujący i będzie oparty na obiektywnych kryteriach.
Niektórzy sugerują też renegocjacje proponowanego rozporządzenia i takie jego brzmienie, by fundusze były zawieszane w przypadku naruszenia praworządności, a nie w przypadku poważnego ryzyka. Tego jednak może nie zaakceptować Parlament Europejski. Jeśli sytuacja patowa utrzyma się do końca roku, wtedy Unia nie będzie miała budżetu od stycznia i będzie musiała przejść na prowizorium budżetowe. Ustala ono pułap pieniędzy na podstawie roku poprzedniego, w tym konkretnym przypadku, obecnego. Kumulacja unijnych projektów w ostatnim roku siedmiolatki powoduje, że takie rozwiązanie byłoby dobre dla Polski, ale niemożliwa byłaby realizacja wieloletnich projektów. Poza tym zgodę na taki sam podział pieniędzy muszą dać kraje członkowskie.
Prowizoria budżetowe głównie mają zapewnić sprawne funkcjonowanie unijnych instytucji i zarządzanie Wspólnotą do czasu wynegocjowania wieloletnich ram finansowych. Co ciekawe, fakt unijnego szantażu postanowił wykorzystać politycznie minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który jako autor bądź współautor wielu nowelizacji ustaw z dziedziny prawa chce od rządu, do którego należy, zdecydowanego weta. Skoro straszą wszyscy, to postraszył i on, a między słowami padły groźby rozpadu koalicji rządzącej. Ziobro powiedział, że nadszedł moment, w którym Polska może zgłosić weto do budżetu Unii Europejskiej. Przywódca Solidarnej Polski dodał, że będzie to skuteczne narzędzie zablokowania politycznego projektu, zmierzającego do radykalnego ograniczenia suwerenności Polski.
– „Chodzi tutaj realnie o instytucjonalne, polityczne zniewolenie, radykalne ograniczenie suwerenności, którego konsekwencją byłoby przyjęcie owego mechanizmu warunkującego korzystanie z budżetu Unii Europejskiej od owej zasady” – powiedział minister sprawiedliwości. Podkreślił, że „Polska może zgłosić weto do radykalnego ograniczenia suwerenności Polski, sprowadzenia demokracji do roli fasady i tak naprawdę kolonizacji politycznej, kulturowej, a w konsekwencji również i gospodarczej”.
Zbigniew Ziobro mówił ponadto, że nadszedł czas, by Polska skorzystała z „realnej władzy”, jaką daje jej prawo weta. „Władzy, która poszczególnym państwom daje gwarancję bezpieczeństwa i obrony swoich najbardziej podstawowych interesów i racji stanu. Po to właśnie ta zasada weta została w pewnych sprawach traktatowo zastrzeżona” – oświadczył minister sprawiedliwości, dodając, że różne kraje wielokrotnie korzystały z prawa weta. Podkreślił, że w tej sprawie nie chodzi tylko o interes Polski, ale wszystkich krajów Unii. Minister Ziobro wyraził przekonanie, że premier Mateusz Morawiecki zastosuje weto. Dodał, że w teoretycznej sytuacji, gdyby tak się nie stało, to „oznaczałoby to całkowitą utratę zaufania do premiera z wszelkimi tego konsekwencjami, które z takich sytuacji wypływają”.

Unijni urzędnicy nie pierwszy raz pokazują, że Unia Europejska to nie instytucja wyrównująca szanse obywateli Europy, a polityczna partia, która ma za zadanie premiować „swoich”. Na myśl przychodzi mi jedna ze scen filmu „Dzień Świra” Marka Koterskiego. Jeśli unijne „widzimisię” zostanie powiązane z przyznawaniem środków finansowych, wkrótce z ław brukselskiego parlamentu po niemiecku czy po francusku możemy usłyszeć taki oto cytat z filmu : „Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Właśnie moja racja jest racja najmojsza”.