Cały świat w moim telewizorze

1
Premier Mateusz Morawiecki FOTO: EPA

Premier Morawiecki krótkimi słowy zdiagnozował przyczyny polskich porażek w czasie pandemii. Nikt się nie zdziwił: winna jest opozycja, która tylko wszystko krytykuje, a swoich pomysłów nie ma (?). Winna jest prywatna ochrona zdrowia, ponieważ leczy tych, o których państwowa zapomniała, a powinna wszystkie ośrodki przekształcić w covidowe (jaki prawy obywatel w dzisiejszych czasach ma zawał, anginę, cukrzycę, chory wyrostek, jaskrę czy potrzebuje ortezy biodra?). I oczywiście winna jest Unia Europejska (myślę, że gdyby tak pozwolić na przykład Sasinowi kupować dla Polaków szczepionki, to już wszyscy byliby po dwóch dawkach).

Mamy nad Wisłą zamknięte hotele, lokale gastronomiczne, kawiarnie (również te na świeżym powietrzu), obiekty sportowe, sklepy wielkopowierzchniowe, galerie, szkoły, przedszkola, żłobki (poza wyjątkami, o których za chwilę), zakłady fryzjerskie i salony kosmetyczne (ciekawe czy spa dla sympatycznej pani Krysi z turnusu w Malińcu otwarte?), ale na szczęście mamy otwarte kościoły. Ciału dla zachowania zdrowia wystarczy zamknięcie się w domu, ale dusza jest wolna, choć tradycyjna – jej nie wystarczy msza online. Nie można w okresie epidemii zamykać źródła uzdrowień duchowych i fizycznych – ogłosił pewien biskup.

W tym tonie będziemy walczyć z pandemią, z którą już wcześniej nasz premier kilka razy wygrał. Tak się zastanawiam, czy po tych wszystkich obostrzeniach 10 kwietnia nie będzie już żadnej fali zachorowań i będzie można uświęcić rocznicę katastrofy smoleńskiej? Póki co wszyscy żywi idą na cmentarze, bo kto tam wie, czy znów nie zostaną zamknięte jak poprzednio z dnia na dzień? W ogóle nikt nic nie wie. Żyjemy bez planu od konferencji do konferencji. Od jednego absurdu, głoszonego jakby to były słowa objawione, do drugiego. Choćby fakt, że do przedszkoli i żłobków mogą uczęszczać tylko dzieci medyków i służb mundurowych zaangażowanych w walkę z Covid, a ja pytam, co ma ze swoim dzieckiem zrobić samotnie wychowująca nauczycielka, pracująca w przedszkolu? Albo małżeństwo nauczycielskie pracujące online? Zamknąć w komórce?  A może posadzić w szelkach przed telewizorem, bo tam ciekawe rzeczy się dzieją?

Choćby arcybiskup Gądecki kolejny raz krytykując Strajk Kobiet ogłosił, że jego przyczyną jest fałszywa koncepcja wolności. Tak, mogłabym się z tym zgodzić, ale jakoś wolność rozumiem w sposób zupełnie inny niż biskup (ten i wielu innych), dla którego „prawdziwa wolność” jest wtedy, gdy ksiądz, który zgwałci dziecko, zostanie przeniesiony na inną parafię, a o dziecku się mówi, że samo chciało.

Można też posłuchać Jana Mosińskiego z Prawa i Sprawiedliwości, który opowiada, że 350 złotych (100 dolarów) wystarczy, aby móc zrobić zakupy spożywcze na cały miesiąc. Takie dziecko się przynajmniej dowie, że za jego 500 plus mamusia i tatuś kupią papu na cały miesiąc i jeszcze 150 złotych odłożą mu na studia, emeryturę, albo elektryczny samochód, bo dieslem już niedługo nie będzie można wjechać do wielu miast.

Przyjaciółka mająca małe dziecko powiedziała mi, że z jej kablówki ostatnimi czasy zniknęły dwa kanały, na których emitowano bajki. Zamiast jednego są filmy przyrodnicze (z jej relacji wynika, że ciągle jakiś lew poluje na antylopę, wąż czai się na mysz, albo umierają z głodu surokatki, bo coś zjadło mamę), a na drugim są informacje albo muzyka disco polo. W swoim blondynowym rozumie wymyśliłam, że to jest słuszna linia programowa. Młody człowiek musi wiedzieć, że życie jest brutalną walką, w której najsłabsi nie mają szans, bajki to na kanale informacyjnym są najlepsze, a rozrywka to tylko rum-pum-rum-pum z piwem w ręce, bo biblioteki i centra kultury też zamknięte.