Cenzura naszych czasów

84

Nie partie, nie rządy, nie politycy, a władcy naszych umysłów – technologiczni giganci stoją za cenzurą XXI wieku. Jej ofiarami padają ci, którzy mają inne zdanie od zarządzających największymi portalami społecznościowymi na świecie. Ostatnio przekonał się o tym na własnej skórze amerykański prezydent Donald Trump.

Media zawsze były łakomym kąskiem dla osób, które chciały kontrolować świat. My, Polacy, znamy to z czasów komunizmu, w którym partia trzymała rękę na wszystkim, co docierało do świadomości obywateli. Choć komuna nie dotknęła w tak mocnym stopniu amerykańskiego lądu, to dziś ze zdwojoną siłą działają w tym kraju (w takim samym duchu) technologiczni giganci.
Jeśli nie mamy tego samego zdania, co ich szefowie, nasze posty zostaną skasowane. Przekonał się o tym dobitnie amerykański prezydent Donald Trump. Niedawno na portalu Facebook napisał, że że Covid-19 powoduje mniejszą śmiertelność od zwykłej grypy. Post został skasowany z powodu „dezinformacji o koronawirusie”. Warto na chwilę zatrzymać się przy tym zdarzeniu, by uświadomić sobie dwie istotne rzeczy. Po pierwsze, o dezinformacji, do której potrzebna jest szeroka wiedza medyczna, decyduje firma technologiczna. Po drugie, Donald Trump wcale nie musi być w błędzie. Powód? Statystyki, a konkretnie fakt, że osoby zmarłe z tak zwanymi chorobami współistniejącymi zarażone koronawirusem, ujęte są w nich jako ofiary Covid-19.
Zapewne jednak Facebook nie sprawdził, czy kiedy w czasie panującej grypy zarażony nią chorujący na nowotwór obywatel umiera, to liczony jest w statystykach jako ofiara grypy, czy nowotworu. Nie chcę dawać obciąć sobie ręki, ale jest bardzo prawdopodobne, że w tym wypadku taki przypadek podnosi statystyki ofiar nowotworów.
Podobną wyrocznią medyczną okazał się także serwis Twitter, który choć nie usunął wpisu prezydenta Trumpa, w którym sugerował, że gdy w sezonie grypowym wzrasta umieralność to nikt nie zamyka gospodarek, to administratorzy Twittera oznaczyli go jako „naruszenie zasad związanych z informacjami o koronawirusie”.
Mało dowodów na cenzurę? Pozostając w temacie medycznym, kilka dni temu serwis Facebook – przypomnę, stworzony, by ułatwiać kontakty międzyludzkie – poinformował, że wprowadza zakaz publikacji reklam, które zniechęcają ludzi do szczepień. „Teraz jeśli reklama w sposób wyraźny będzie zniechęcała kogoś do szczepienia, odrzucimy ją” – poinformowała firma we wpisie na blogu. Facebook zacznie wprowadzać nową politykę w najbliższych dniach. Firma stwierdziła, że szczepionka przeciw Covid-19 nie będzie dostępna jeszcze „przez jakiś czas”, ale pandemia podkreśliła znaczenie zachowań profilaktycznych. Facebook zacznie również w tym tygodniu kierować użytkowników z USA do informacji o szczepionce przeciw grypie i o tym, w jaki sposób można ją otrzymać.
Te same portale, prócz jurysdykcji medycznej, w swoim portfolio mają także jurysdykcję polityczną. Platformy Facebook i Twitter niedawno mocno ograniczyły widoczność linków do artykułu „New York Post” opisującego poważne zastrzeżenia wobec interesów, które syn kandydującego na prezydenta USA Joe Bidena robił w Chinach. Uzasadniają, że wiadomości te nie zostały zweryfikowane. Facebook oświadczył, że zlecił weryfikację informacji z dziennika „New York Post” niezależnej firmie. Twitter z kolei poinformował, że zablokował informacje, ponieważ są one niezgodne z zakazem rozpowszechniania informacji będących wynikiem ataków hakerskich.
Działanie Facebooka i Twittera spotkało się z ostrą krytyką polityków Partii Republikańskiej, a także samego prezydenta Trumpa: „To okropne, że Facebook i Twitter usunęły historię e-maili ‚Smoking Gun’ związanych z Sleepy Joe Bidenem i jego synem, Hunterem, w NYPost. To dla nich dopiero początek. Nie ma nic gorszego niż skorumpowany polityk” – skomentował na Twitterze Donald Trump.
Właściciele portali społecznościowych swoim zachowaniem potwierdzają pewną regułę. Osoby, które mają już wszystko, chcą mieć władzę nad ludem. Ale nie taką polityczną, którą by wywalczyli w demokratycznych wyborach. Chcą zawładnąć ludzkimi umysłami na skróty, wykorzystując to, co stworzyli, do całkiem innych celów. Portale społecznościowe stały się istnym panem życia i śmierci. To one decydują, kto i co może powiedzieć, co może docierać do milionów, a co do garstki ludzi. Mają ogromną wiedzę o każdym z nas, wiedzą gdzie mieszkamy, gdzie podróżujemy, co lubimy i co posiadamy. Tylko od nich zależy, w którym momencie wykorzystają to dla ambicjonalnych celów właścicieli. Miejmy to na uwadze.