Chińska „produkcja dzieci”

589
FOTO: EPA

Jakiś czas temu, w wigilię Dnia Dziecka, jak na okazję przystało, kilku podstarzałych aparatczyków rządzących Chinami ogłosiło, że żyjące w legalnym związku małżeńskim pary mogą mieć trójkę dzieci. Niespodziewany, choć od jakiegoś czasu spekulowany, ruch komunistycznego dyktatora Xi Jinpinga i podległych mu członków Politbiura stanowi odwrócenie do góry nogami niesławnej polityki zezwalającej parom na posiadanie tylko jednego dziecka.

Trwająca trzy dekady brutalna polityka przyczyniła się do setek milionów zabiegów przerywania ciąży i sterylizacji, doprowadzając do miażdżącego spadku porodów w kraju z największą populacją na świecie.

W 2015 roku chińskie Narodowe Biuro Statystyczne obliczyło, że średnio Chinka rodzi 1,05 dziecka.  To druga najniższa rozrodczość globu – jedynie maleńki Singapur pozostawał niżej – co równało się demograficznemu samobójstwu. Alarmujący spadek liczby narodzin zmusił rząd do zmiany restrykcji. W roku następnym zezwolił małżeństwom na płodzenie dwójki potomstwa, co jednorazowo przyniosło rezultat, ale później notowano spadek porodów.

W 2020 roku w Chinach urodziło się 12 milionów dzieci, co było spadkiem z 14,65 mln w roku poprzednim. Jest to najniższa liczba od okresu wielkiego głodu, kiedy około 42,5 milionów ludzi zmarło z braku pożywienia.

Rządowa agencja prasowa Xinhua wyjaśniła, że polityka trójki dzieci jest konieczna „do poprawienia krajowej struktury ludności i wypracowania narodowej strategii w odpowiedzi na starzenie się społeczeństwa”. Wpis propagandowego organu nie brzmi alarmująco, ale rzeczywistość mówi coś innego. W Kraju Środka więcej wypełnia się trumien z ciałami Chińczyków, niż łóżeczek z noworodkami. Komunistyczni przywódcy są zaniepokojeni, czy będą mieli wystarczającą liczbę robotników, aby wypełnić hale fabryczne i żołnierzy do budowy armii przyszłości.

Zezwolenie na posiadanie większej liczby dzieci nie oznacza, że kobiety zaraz będą rodzić wiecej maluchów. Trzeba pamiętać, że młode Chinki zostały zdziesiątkowane przez stricte egzekwowaną politykę jednego potomka, kiedy płody dziewczynek usuwano albo już narodzone porzucano na pewną śmierć, gdyż rodzice pragnęli mieć syna… Prawda jest taka, że w kraju jest za mało kobiet w wieku reprodukcyjnym, żeby wydostać się z populacyjnej zapaści, chyba, że każda młoda kobieta wyjdzie za mąż i urodzi trójkę dzieci.

Trudno mi wyobrazić sobie taki scenariusz, szczególnie wśród wykształconych, miejskich Chinek, żeby poświęciły się wieloletniemu macierzyństwu, gdy już za ciężkie pieniądze się wykształciły i nastawiły się na kariery zawodowe. Odpowiedzi na rządową propozycję spotkały się z kpiną czy czymś podobnym do kpiny, na którą komunistyczna cenzura zezwala. „Proszę mnie nie rozśmieszać” – głosi wpis na Weibo odnośnie nowej polityki. „Małżonkowie z domów jednodzietnych muszą opiekować się czwórką rodziców.  Jak dodadzą trójkę dzieci, jak mają żyć? – wyczytałem w innym.

Jak zachęcić młode kobiety do rodzenia większej liczby dzieci? Rząd obiecuje, że uruchomi zasoby edukacyjne i zmniejszy wydatki rodzin na kształcenie potomstwa, ale nie wyjaśnia, jak to zrobi. Dopóki nie będzie konkretów, o co w systemie komunistycznym niezmiernie trudno, dopóty chętnych będzie mało, gdyż koszty wychowania i wykształcenia dzieci są głównym hamulcem ich posiadania. Ale, gdy nie zadziała perswazja, rząd może uciec się do przymusu. Ktoś spyta, czy to możliwe?  Gdzie jak gdzie, ale w Kraju Środka nie wydaje się to nierealne, czego najlepszym przykładem jest polityka jednego dziecka. Zanim do tego dojdzie, wywiera się nacisk i używa się szeroko zakrojonej kampanii propagandowej skierowanej do kadr partyjnych, że jest to ich obywatelski obowiązek mieć więcej dzieci.

Rządowa tuba, profesor Nie Shengzhe, lamentując o katastrofalnym spadku populacji, wyszczególnia kroki, które należy zastosować, żeby zahamować ten proces. Najważniejsze to: Centalny Komitet Partii winien ustanowić kontrolę sprzedaży prerzerwatyw i środków antykoncepcyjnych oraz zabronić szpitalom i klinikom przeprowadzania zabiegów przerywania ciąży. Członkowie partii w wieku reprodukcyjnym używający środków zapobiegawczych winni ponosić karę…

Czy dyktator Xi Jinping posunie się do przymusu, który jest nieodłącznym sposobem funkcjonowania ponad siedemdziesięcioletnich rządów komunistów w Chinach? Tak, jeżeli pamięta Mao Zedonga, który dla niego jest wzorcem wszelkich cnót. Największy w historii ludzkości despota w 1957 roku w słynnym przemówieniu powiedział: „Reprodukcja winna być planowana. W mojej opinii ludzkość nie jest w stanie zarządzać sobą. Ma plan na produkcję fabryk, na wytwarzanie stołów i krzeseł, stali i odzieży, ale nie ma planu na produkcję ludzi”. Xi Jinping daje zatem do zrozumienia, że chce „produkować więcej ludzi” i tylko czekać, kiedy zacznie to realizować.