Chińskie skażone składniki

222
Amerykanie za lekarstwa płacą jedne z najwyższych cen na świecie, ponieważ na ich barkach spoczywa koszt większości badań i wytwarzania nowych medykamentów. Co za to dostają? Leki z tanimi, często skażonymi składnikami sprowadzanymi z Chin/PEXELS.COM

Kiedy na rynku pojawiły się produkty wytwarzane w Chinach, konsumenci byli zachwyceni, bo spadły ceny, co dla nabywcy zwykle jest najważniejsze. Nikt nie zwracał uwagi na jakość towarów, która, delikatnie mówiąc, nie była zadowalająca.

Na szczęście, nie były to przyrządy lekarskie, urządzenia elektroniczne, sprzęt wojskowy, statki czy reaktory jądrowe, a tylko artykuły gospodarstwa domowego, narzędzia rolnicze, zabawki i odzież, a więc wyroby, wobec których z góry stosowana jest taryfa ulgowa. I tak przez lata Chińczycy jechali na tym koniu, sprzedając światu buble, na które jednak było coraz mniej chętnych.

Powolna utrata rynków zbytu spowodowała przestawienie chińskiej produkcji na lekarstwa, bo na nie jeszcze trafiali się chętni, głównie Amerykanie.

Udający się do apteki przeciętny John Doe nie znajdzie w niej leku z napisem „Made in China”, gdyż z Kraju Środka do USA nie wędrują gotowe produkty, a tylko ich składniki. Amerykańskie firmy farmaceutyczne, głodne i tak już astronomicznych zysków, sprowadzają komponenty m.in. do antybiotyków, leków na serce i wysokie ciśnienie.
Może to zabrzmieć śmiesznie lub groźnie, jak kto woli, ale sprawa jest poważna: poleganie na chińskich substancjach do lekarstw jest zagrożeniem narodowego bezpieczeństwa, bo co stanie się z ich produkcją, gdy strona chińska zakręci kurek z dostawami?

Czy naprawdę do tego może dojść? Scenariusz taki wcale nie wydaje się być nierealny, zważywszy na napięte obecnie stosunki między obu państwami. Biorąc pod uwagę obskurne warunki panujące w wielu chińskich fabrykach, import z tego kraju poważnie zagraża zdrowiu Amerykanów.

Stany Zjednoczone nie powierzyłyby Chinom produkcji samolotów bojowych, samochodów pancernych czy czołgów, bo bezpieczeństwa państwa nie składa się w ręce wroga, ale nawet amerykański personel militarny zażywa leki z chińskich zakładów farmaceutycznych. Głupota czy bezmyślność?

Jeżeli ktoś zaatakowałby USA wąglikiem, to Chiny byłyby głównym dostawcą cyprofloksacyny, antybiotyku niezbędnego do ratowania ofiar. A co, gdy to Chiny zaatakują tym śmiertelnym środkiem?
Amerykańska rządowa Agencja Żywności i Leków (FDA) twierdzi, że składniki farmaceutyczne importowane z Chin wytwarzane są właściwie i są bezpieczne. Nie należy jednak w to wierzyć, gdyż agencja słynie z marnego nadzoru zagranicznych fabryk produkujących sprowadzane do USA substancje medyczne. Raport Rządowego Urzędu ds. Odpowiedzialności (GAO) zaznacza, że FDA przeprowadza inspekcje w chińskich zakładach bardzo rzadko albo w ogóle się w nich nie pojawia. Fabryki w USA są kontrolowane co dwa lata.

W ostatnich 12 miesiącach FDA zażądała wycofania ze sprzedaży ponad pięćdziesięciu lekarstw obniżających ciśnienie, ponieważ główny składnik – valsartan – był skażony paliwem odrzutowym, powodującym raka u co ośmiotysięcznego pacjenta. Kto go wytwarza? Chiny.
Przedstawicielka Agencji Żywności i Leków Janet Woodcock doradza, że mniejszym ryzykiem jest zażywanie skażonych tabletek, niż niezażywanie ich wcale. Naprawdę? Pacjenci nie powinni być stawiani wobec takiego wyboru.

W 2008 roku importowany z Chin skażony rozrzedzacz krwi, heparyna, doprowadził do śmierci 81 Amerykanów. Lek produkowany jest z błony śluzowej świńskich jelit. W Chinach ubój tych zwierząt często odbywa się w nieprzystosowanych do tego domowych rzeźniach. FDA początkowo sądziła, że medykament produkowany był w zakładach, które przechowywały go w nieczystych zbiornikach. Później jednak zmieniła zdanie, podejrzewając, że zanieczyszczenie było działaniem celowym. Chińczycy, oczywiście, zaprzeczali, bo wiedzieli, że Amerykanie nie mają szans na udowodnienie im czegokolwiek. Dlaczego? Fabryka nigdy nie była sprawdzana przez inspektorów. Nawet obecnie w agencji jedynie 29 pracowników jest oddelegowanych do kontroli ponad trzech tysięcy zagranicznych zakładów farmaceutycznych. Wiadomo, że są oni w stanie odwiedzić jedynie garstkę z nich.

Co w tym wszystkim najbardziej mnie irytuje? Amerykanie za lekarstwa płacą jedne z najwyższych cen na świecie, ponieważ na ich barkach spoczywa koszt większości badań i wytwarzania nowych medykamentów. Co za to dostają? Leki z tanimi, często skażonymi składnikami sprowadzanymi z Chin. Czas najwyższy, żeby cały proces ich produkcji odbywał się w granicach USA, bo zamiast trzymać Amerykanów przy życiu, będą przyczyniały się do ich śmierci.