Co dalej z Białorusią?

121
epaselect epa08606971 Belarusian President Alexander Lukashenko addresses his supporters during a rally in Minsk, Belarus, 16 August 2020. Long-time President Lukashenko is under mounting pressure after unrest erupted in Belarus over alleged poll-rigging and police violence at protests following election results claiming that he had won a landslide victory in the 09 August elections. As unrest continued in the country as of 15 August, Lukashenko sought the help of Russian President Vladimir Putin asking assistance in the event of external military threats to Belarus, media reported. Opposition leader Tikhanovskaya fled to Lithuania after rejecting the election results she claimed was rigged. Following the deathly crackdown on protesters, EU foreign ministers, during a video conference in Brussels on 14 August, approved sanctions against responsible officials in Belarus. EPA-EFE/YAUHEN YERCHAK

Sytuacja na Białorusi po sfałszowanych przez obecne władze wyborach zdaje się zmierzać do końca dyktatury Aleksandra Łukaszenki. Pozostaje tylko pytanie, co dalej? Polska, jak i inne kraje Unii Europejskiej czekają na demokratyczne przemiany i otwarcie Białorusi na Zachód. Z kolei w rosyjskim przywódcy budzą się kolejny raz zapędy do budowania wielkiego mocarstwa i aneksji owładniętego zamętem kraju.

Białoruska Centralna Komisja Wyborcza kilka dni plebiscycie po wyborczym zatwierdziła podane wcześniej wyniki wyborów prezydenckich. Zgodnie z nimi, na urzędującego prezydenta Aleksandra Łukaszenkę głosowało ponad 80 procent wyborców, a na opozycyjną kandydatkę Swiatłanę Cichanouską ponad 10 procent. Już sondażowe wyniki rozsierdziły obywateli, którzy kolejny raz poczuli się oszukani i zdecydowali, że będzie to jednak ostatni raz. Protestujący twierdzą, że wybory zostały sfałszowane i chcą odejścia rządzącego krajem od 26 lat Łukaszenki. Od wyborczego wieczoru na Białorusi trwają protesty, brutalnie tłumione przez milicję i OMON. Dotąd zginęły dwie osoby, służby zatrzymały około 7 tysięcy, z których część już zwolniono.
Geopolitycznie Białoruś to bardzo ważne państwo, które od lat stoi w rozkroku pomiędzy Rosją a zachodnią Europą. Dyplomatyczne zabiegi przez lata stosowali zarówno przywódcy UE, choć tu głównie było widać troskę o Białoruś władz polskich, ale także i USA. Najważniejsi politycy negocjowali z Łukaszenką demokratyczne przemiany, ale cała praca poszła na marne. Ostatnie wydarzenia pokazały, że białoruski przywódca postanowił iść drogą innych dyktatorów i zapewne skończy jak oni. W najlepszym wypadku – wygnany z kraju, w najgorszym – zlinczowany przez swoich obywateli. Tej drugiej opcji sam Łukaszenka nie wyklucza. Podczas spotkania ze strajkującymi robotnikami Mińskiej Fabryki Traktorów powiedział, że pozwoli na nowe wybory prezydenckie tylko, jeśli zostanie przyjęta nowa konstytucja. Dodał także, że nie odda władzy pod presją demonstrujących i strajkujących oraz że w obecnych warunkach musieliby go zabić, żeby doprowadzić do ponownych wyborów.
To, jak skończy Łukaszenka, ma jednak znaczenie drugoplanowe. Ważniejsze jest to, co nastąpi później. Już teraz widać, że Władimir Putin ma chrapkę na “przyjacielską” pomoc i zaprowadzenie porządku na Białorusi. Rosja jest gotowa wesprzeć władze białoruskie, w tym również zbrojnie – wynika z komunikatu Kremla. Służba prasowa prezydenta Rosji poinformowała o drugiej w ciągu doby rozmowie telefonicznej Władimira Putina z Aleksandrem Łukaszenką. Z komunikatu wynika, że Putin i Łukaszenka, rozmawiając o sytuacji powyborczej na Białorusi, uwzględnili „presję wywieraną z zagranicy”. „Z rosyjskiej strony została potwierdzona gotowość do niezbędnej współpracy” – można przeczytać w dokumencie. Dalej kremlowska służba prasowa informuje, że oprócz wsparcia w ramach Państwa Związkowego Rosja gotowa jest uruchomić mechanizmy wojskowej Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. ODKB zrzesza część państw dawnego Związku Radzieckiego. W ramach tego układu działają Kolektywne Siły Szybkiego Reagowania, które zgodnie z porozumieniami mogą być wykorzystywane do interwencji zbrojnej, w przypadku zagrożenia dla suwerenności lub ustroju konstytucyjnego jednego z państw członkowskich. Militarna pomoc według niektórych miałaby posłużyć do aneksji Białorusi przez Rosję, o czym wspomniał litewski minister spraw zagranicznych Linas Linkieviczius. Szef litewskiej dyplomacji oznajmił, że są niepokojące sygnały, iż Rosja będzie próbowała przyłączyć Białoruś. „Jest wiele niepewności związanej ze wsparciem ze strony Rosji – powiedział minister. – Myślę, że sama Rosja nie wie, jak się zachować. Jeśli chce się w tak prosty sposób przyłączyć kraj, to trudno powiedzieć, jakie mogą być tego konsekwencje”.
Sytuacja na Białorusi wygląda bardzo poważnie. Polska, jako kraj sąsiadujący, zdała sobie z tego sprawę już dzień po wyborach, kiedy to premier Mateusz Morawiecki apelował do UE o wspólną i jak najszybszą reakcję. Z nieoficjalnych informacji, które przedostały się do mediów, wynikało jednak, że głos Morawieckiego zdenerwował najważniejszych urzędników Unii, którzy nie potrafili oddzielić relacji z Polską od zagrożenia dla obywateli Białorusi, i na apel polskiego premiera nie zareagowali. Stąd dość długie milczenie unijnych urzędników i ukazanie tej instytucji po raz kolejny jako politycznego tworu, a nie realnej i wspierającej się Wspólnoty. Tylko marnym pocieszeniem może być komunikat Wielkiej Brytanii, która po opuszczeniu Unii Europejskiej podejmuje decyzje sama i nie pyta nikogo o zgodę. “Wielka Brytania nie uznaje wyniku wyborów prezydenckich na Białorusi” – oświadczył szef brytyjskiej dyplomacji Dominic Raab. Dodał, że jego kraj będzie działał na rzecz ukarania winnych wyborczego fałszerstwa. Krótko, jasno i na temat.