Cuda, cuda ogłaszają…

238
Po ogłoszeniu w mediach radosnej nowiny podwyżek dla wybrańców narodu stał się drugi cud. Otóż okazało się, że fakt ten zjednoczył także podzielony dotąd naród FOTO: JW/ NDZ

Raz-dwa, w kilka godzin, zdarzył się w Polsce cud, a po nim cud drugi. Politycy od prawa do lewa, którzy dotąd nijak się w niczym dogadać nie mogli, porozumieli się kilka dni temu, nagle i bez żadnych zgrzytów, dyskusji, bez tryliona poprawek, bez wystąpień na mównicy, bez gwizdów, pokrzykiwań i w ogóle w tempie złodzieja podczas włamania.

Oczywiście debata niby była, ale co to za debata, skoro w czasie żadnego z czytań na temat ustawy nie wypowiedzieli się przedstawiciele klubów opozycyjnych? (W imieniu Lewicy, PSL i Kukiz’15 nie wypowiedział się nikt, a z KO głos zabrała tylko jedna posłanka). Co jeszcze dziwniejsze, w ciągu całego dnia posłowie, dotąd zawsze tacy chętni do wystąpień przed dziennikarzami, unikali ich jak ognia. Najwyraźniej jakieś resztki przyzwoitości, albo zwykłego wstydu, im się gdzieś jeszcze kołatały, ale „żądza pieniądza” była silniejsza. Za przyjęciem nowelizacji obejmującej podwyżki na samych siebie głosowało 386 posłów, przeciw było tylko 33, a 15 wstrzymało się od głosu. Smutne, prawda? W Nowej Zelandii na przykład rząd i parlamentarzyści w solidarności z narodem w czasie COVID-u obniżyli sobie pensje, a nasi podwyższyli, i to o drugie tyle lub jeszcze więcej.

Po ogłoszeniu w mediach radosnej nowiny podwyżek dla wybrańców narodu stał się drugi cud. Otóż okazało się, że fakt ten zjednoczył także podzielony dotąd naród. Oburzenie wyrazili wszyscy równo – i ci, którzy głosowali na PiS, i ci, którzy głosowali na PO, i ci, którzy głosowali na Lewicę, z prawej i lewej strony Wisły, „wykształceni z dużych miast” i nazywany „ciemnogrodem” lud ze wsi i małych miasteczek. Oburzyła się budżetówka, wszak kilka dni wcześniej zapowiedziano zamrożenie pensji, w tym również tych kilku złotych obiecanych nauczycielom rok temu, oburzył się biznes, branża nieruchomości, turystyczna, fit i beauty, które ciągną ostatkiem sił, oburzyła się gastronomia i handel, taksówkarze, oburzyli się emeryci i wszyscy, którzy ledwo trzymają się na powierzchni w związku z pandemią, a oczami wyobraźni widzą już jesienny upadek… W sytuacji, gdy ludzie tracą pracę, siedzą na tak zwanym postojowym, mają znacznie redukowane wynagrodzenie, a firmy małe i duże masowo plajtują, taka podwyżka uposażeń dla parlamentarzystów i samorządowców po prostu urąga inteligencji – tej społecznej i wszelkiej innej! W ogóle się zastanawiam, co posłowie myśleli? A może powinnam się zastanawiać, czy w ogóle myśleli?

I na nic teraz gremialne przeprosiny totalnej opozycji, która dała totalną (kolejną) plamę! Naprawdę tak bardzo chcieliście tych pieniędzy? To wystarczyło poczekać. Sejm i bez was wszystkich może uchwalić, co chce, ale wy, jak ostatnie osły, poszliście za marchewką na kiju! Ograli was, ośmieszyli i odkryli! Wcale, ale to wcale mi was nie żal. Najpierw krzyczycie o łapówkarstwie, przekrętach, machlojkach, nepotyzmie na każdym szczeblu, a potem rączka w rączkę z tymi, których metodami ponoć gardzicie, wciskacie guziczek po podwyżkę, bo jak widać, ideały macie gdzieś, kiedy można do bułeczki z masełkiem dodać szyneczkę.
Jednego jestem pewna – najwięcej straciła opozycja i ten ruch zapisałabym do listy pod tytułem: „Dlaczego przegrywa ona wszystkie wybory”, o której pisałam tydzień temu. Dlaczego jednak rządzący wzięli w tym udział? Czyżby nadciągała dużo grubsza katastrofa i to miała być przykrywka? Czy dlatego najpierw wiceminister, a następnego dnia minister zdrowia podali się do dymisji? Czy to się łączy? A może ma związek z tym, że premier z sobie tylko znanego powodu od paru miesięcy odmawia raportu o stanie finansów państwa?