Dajcie spokój lemingom, opozycja nie jest lepsza

0
W Parlamencie Europejskim przeciwnicy obecnej władzy w Polsce szukają sprzymierzeńców, choćby za cenę własnej krzywdy FOTO: Wikimedia

Lemingi wcale nie skaczą ze skał. Czasem tam któryś może się poślizgnie i zleci, ale – wbrew obiegowej opinii – nie ma to charakteru zbiorowych samobójstw.

Inna sprawa, że te sympatyczne futrzaki w istocie nie należą do najrozumniejszych zwierząt, a przecież można zaobserwować przypadki znacznie lepiej rozwiniętych organizmów, które czerpią satysfakcję z porażek własnego stada, oczerniają je na zewnątrz przed sąsiednimi grupami, gotowe są odstępować od wodopoju i dobrowolnie rezygnować z innych dobrodziejstw natury.

Gdyby nie podobała mi się obecna władza w Polsce, to mimo wszystko nie cieszyłbym się z jej potknięć. Piszę to szczerze i z pełnym przekonaniem, dlatego kiedy ta władza się zmieni, a np. za 40 lat miałbym problemy z pamięcią, to proszę mi wytknąć niniejsze słowa. Przysięgam, a jest coś takiego w prawie jak przyrzeczenie publiczne, że jeśli rządy nad Wisłą przejmie kolejne wcielenie Unii Demokratycznej, Kongresu Liberalno-Demokratycznego, Unii Wolności czy Platformy Obywatelskiej (proszę bardzo, pamiętam te wszystkie nazwy!) i będzie walczyć np. o międzynarodowe fundusze dla Polski, to z całych sił będę trzymał za nie kciuki. Gdy w roku 2060 prezydentem będzie w końcu mój rówieśnik, 88-letni Rafał Trzaskowski i przyjdzie mu bronić dobrego imienia ojczyzny, odpierając bzdury wypisywane przez obce media choćby o prześladowaniach jakichkolwiek grup obywateli nad Wisłą, to również jako zwolennik przyszłej opozycji nie zawaham się go wspierać.

Karma wraca, znaczy jedzenie
Bo może nie jestem zbyt bystry i brak mi politycznego wyczucia, ale wykształcił mi się instynkt samozachowawczy.
Instynkt ten od kilku dni podpowiada, że jeśli ktoś chce mnie zagłodzić – na przykład jakaś niemiecka eurodeputowana – to ja raczej nie powinienem jej lubić. Nawet gdyby aktualni przewodnicy polskiego stada byli w mojej ocenie wkurzający, to wobec podobnych zapowiedzi nie klaskałbym tamtej frau z Europarlamentu tylko dlatego, że również ją wkurzają.

Nie uspokaja mnie wykręcanie się sianem, iż Katarina Barley w rozgłośni Deutschlandfunk wcale nie powiedziała, że Polskę i Węgry należy „finansowo zagłodzić”, aby zmusić do praworządności, lecz mówiła tylko o Węgrzech, a następnie uściślanie, że miała na myśli tylko rząd w Budapeszcie, a nie wszystkich naszych bratanków. Jak skracają niektórzy, wiadomo o co cho. Dystrybucja funduszy europejskich, które wypracowują wszakże wszystkie państwa członkowskie, ma zależeć od tego, czy Komisji Europejskiej podoba się sytuacja prawna w danym kraju, czy też nie.

Spoglądam tymczasem na nagłówki wielu portali informacyjnych w Polsce, czytam wypowiedzi licznych polityków liberalnych znad Wisły i oczom nie wierzę. Jeszcze większe zdumienie budzą komentarze części ich zwolenników. Znaczna grupa osób wspierających opozycję naprawdę kibicuje Brukseli w jej (wyolbrzymianym zresztą) sporze z Warszawą. Czynnych polityków jeszcze można zrozumieć, bo po 8-letnich rządach PO-PSL zostali brutalnie potraktowani przez większość Polaków i oderwani od koryta. Ale zwykli ludzie?! Tacy, którzy gotowi są rezygnować z unijnych pieniędzy na działalność gospodarczą, wsparcia w budowie przydomowych oczyszczalni, dofinansowania gospodarstw rolnych lub stypendiów, bo nie podoba im się Morawiecki czy Duda, więc niech ta mityczna Unia Europejska wreszcie im dokopie?!

Na złość odmrożą sobie uszy
Leming podchodzi na skraj skały, patrzy w dół i kombinuje: „Oho, dość wysoko, lepiej zostanę tu gdzie jestem i nie będę sobie łamał karku”. Hejter z portalu społecznościowego, który nie cierpi Kaczyńskiego za to, że prezes PiS nie ma żony ani konta w banku, a zamiast tego ma kota, deklaruje podejście na skraj skały i malowniczy skok w proteście, bo „konstytucja i sądy, prawa mniejszości i afera z wieżowcem plus chęć wyprowadzenia Polski z UE”. – Ale co „konstytucja i sądy, prawa mniejszości i afera z wieżowcem plus chęć wyprowadzenia Polski z UE”? – Yyyy, yyyy, moment, poszukam w sieci, co konkretnie w tych sprawach mówili w TVN i pisali w „Wyborczej”.

Jeśli nie malowniczy skok, to chociaż wsparcie dla Katariny Barley i odjęcie sobie (również od ust) unijnych pieniędzy, bo przecież głupio tak nie narzekać na sytuację materialną, pobierać to żenujące 500+ i skwapliwie korzystać z waloryzacji świadczeń od kiedy rządzi Kaczyński z kotem zamiast konta. Poza tym nie wolno dać się przekupić i odpuścić sprawy „konstytucji i sądów, praw mniejszości i afery z wieżowcem plus chęci wyprowadzenia Polski z UE”. Lepiej dać się zagłodzić.

Szczęśliwie działa selekcja naturalna, może nie aż tak brutalnie, żeby faktycznie liczyć skoki ze skał i śmierci głodowe, ale przynajmniej krzyki hejterów i inne odgłosy nie przekładają się na rzeczywiste ich znaczenie. Innymi słowy, wykształciła się wreszcie u Polaków „odporność stadna”, która pozwala większości nie nabierać się na puste gadanie, a nawet próżne wrzaski. Jako świadoma populacja odróżniamy deklaracje od czynów, porównujemy obietnice wyborcze z efektami, widzimy kto ma jakiś program wyborczy – choćby niedoskonały – i serio próbuje go realizować, a kto jest leniwy, przedstawiając program napisany na kolanie dwa dni przed wyborami.

Nie z nami te numery, Barley
Wspomniany wcześniej instynkt samozachowawczy pomaga też obronić się przed medialnymi manipulacjami. Choćby w ostatnich tygodniach na głównych polskojęzycznych portalach czytaliśmy nagłówki: „Wściekli rolnicy”, „Rozgoryczeni intelektualiści”, „Protestujący górnicy”, „Zbulwersowani nauczyciele”, „Oburzeni przedsiębiorcy”, „Ostry konflikt w rządzie”. Na tych samych portalach w minioną niedzielę znalazły się wyniki najnowszego sondażu: PiS 41,6 proc. (+0,7), KO 22,1 proc. (-0,3), Ruch Hołowni 9 proc. (-2,2), reszta bez znaczenia.

Widzi pani, frau Katarino Barley, głodzić to pani może siebie sama dla zachowania szczupłej sylwetki. My nie jesteśmy tymi nierozgarniętymi Polakami, za jakich mają nas niektórzy pani rodacy. Przynajmniej większość z nas, co pokazują sondaże i wyniki kolejnych wyborów, chce dla własnego narodu dobrze. Pani może słyszy przede wszystkim tych najgłośniejszych, ale wcale nie jest ich najwięcej. Pani widzi nagłówki gazet i portali, ale tak się składa, że większość z nich to media niemieckie, tylko wydawane w języku polskim. Jakkolwiek są wśród nas, Polaków, grupy czerpiące satysfakcję z porażek własnego stada, oczerniające je na zewnątrz i gotowe postępować wbrew naturze, jednak dzięki Bogu na razie stanowią mniejszość. Jak będzie za 40 lat – nie wiem. Ale chciałbym wtedy pamiętać, kto był kim w 2020 roku.