Dinozaury przemysłu samochodowego

0
2

"Stany Zjednoczone Ameryki będą przewodzić światu w budowie czystych samochodów następnej generacji" – oświadczył prezydent Barack Obama. Deklarację tę zawarł w programie radykalnej reformy amerykańskiego przemysłu samochodowego.

Przewiduje on kontrolę nad poczynaniami Wielkiej Trójki – choć Ford, który odmówił ratunkowych pieniędzy federalnych, uniknie nadzoru państwowego. Jednak zmuszenie dyrektora General Motors do ustąpienia i nakaz reorganizacji firmy oraz przymuszenie Chryslera do połączenia z Fiatem ma być ceną za uzyskane jeszcze w grudniu pieniądze na przetrwanie.
Od tej pory przedsiębiorstwa te właściwie niewiele zdziałały, toteż cierpliwość administracji się wyczerpała. Wcześniej skończyła się cierpliwość podatników, poirytowanych błędami w zarządzaniu, beztroską dyrekcji i wysokimi pensjami plus dodatkowymi benefitami w zamian za ewidentnie złą pracę. Interwencja prezydenta Obamy ma na celu zmuszenie firm samochodowych do energiczniejszego działania. Jednocześnie odmówił on dalszego miliardowego wsparcia. Po raz pierwszy prezydent Obama dopuścił możliwość bankructwa nierentownych zakładów.
Mało kto z użytkowników aut amerykańskich ma wątpliwości co do jakości produkowanych w USA samochodów: są drogie, kosztowne w eksploatacji, kiepskiej jakości, nieekologiczne. Nic dziwnego, że wielu ludzi woli japońskie samochody albo koreańskie czy europejskie.
Widmo bankructwa może zmusi firmy do zdecydowanych działań. Jakich samochodów Ameryka i świat potrzebują – wiadomo. Władze Chryslera i GM (a także Forda) przez lata pozostawały bezczynne. Teraz muszą sprostać konkurencji światowej na bardzo trudnym rynku.
Czy im się to uda? Wątpliwe. Stany Zjednoczone stać na śmiałe projekty i nowoczesne technologie. Przedsiębiorstwa te jednak będą musiały pokonać opór materii ludzkiej, co może okazać się niewykonalne. Związki zawodowe właściwe wykańczają te firmy, stanowią najbardziej oporny, konserwatywny element. Wskutek wywalczonych przez pracowników płac i świadczeń socjalnych ich produkt jest zbyt kosztowny, a każda zmiana w procesie produkcji wymaga uciążliwych negocjacji ze związkami zawodowymi, które zwykle zgodę na innowacje uzależniają od dalszego zwiększenia świadczeń.
Mało prawdopodobne, aby prezydent Obama poszedł w ślady Ronalda Reagana, który bezceremonialnie rozprawił się ze związkami zawodowymi kontrolerów lotu, dając tym przykład do naśladowania. Bez zastanowienia dopuścił do upadku największego przewoźnika lotniczego USA, PanAm, także swoistego więźnia związków zawodowych.
Popularne powiedzenie głosi, iż niektóre przedsiębiorstwa są za duże, żeby upaść. A może raczej, wiele z nich jest jak dinozaury: są za duże, aby móc dalej egzystować. Czas na mniejsze, energiczniejsze firmy, lepiej przystosowane do warunków współczesnego rynku.

Autor: CK