Dla kogo ta wizyta była ważna

0
8

Do tego dochodzi amerykańskie przekonanie, że wszyscy na świecie wykorzystują USA.

PRIORYTETY

18 września 2018 r. prezydent Polski Andrzej Duda przy okazji oficjalnej wizyty w Białym Domu wpadł niefortunnie, jak w oko cyklonu, w sam środek awantury, mającej pokazać światu i miastu, jak brudne mają sumienia wszyscy bez wyjątku w otoczeniu Donalda Trumpa. Demokraci przechodzą samych siebie w deprecjacji przeciwników politycznych i w takiej sytuacji zabrakło uwagi dla jakiegoś tam prezydenta z dalekiego kraju, gdzie ludzie chodzą do góry nogami, ubrani w źle wyprawione skóry. W ogóle nie ma się czym przejmować, bo jak donosi Departament Stanu, Biały Dom przyjmuje około 350 podobnych wizyt rocznie, tak że trzeba się zwijać z pozamiataniem domu gościnnego Blair House między kolejnymi gośćmi.
Zatem wizyty zagraniczne i stosunki międzynarodowe to plan dalszy, a ogromna jak tsunami fala oszczerstw w celu utrącenia kandydatury na sędziego Sądu Najwyższego to co innego i dla opozycji – według poziomu histerii – w tej chwili jest to sprawa życia i śmierci. Kandydat, Brett Kavanaugh, w szkole średniej miał popełnić jakiś czyn niegodny i teraz, po latach, ofiara tego czynu ujawniła się i chce zeznawać – media huczą od rana do wieczora. W takiej właśnie atmosferze lokalnego skandalu odbyło się spotkanie prezydentów Donalda Trumpa i Andrzeja Dudy, a wspólna konferencja prasowa musiała zostać przesunięta o pół godziny, bo kongresowe rozdrapywanie faktów i nie-faktów z zaprzeszłego życia erotycznego kandydata osiągnęło zenit.

PROPAGANDA MILCZENIA

CNN delikatnie, ale wielokrotnie zlekceważyło pana Andrzeja Dudę. Nie podawało żadnej informacji na temat wystąpienia prezydenta Polski do niemal ostatnich sekund przed jego pojawieniem się na wizji. Brooke Baldwin w końcu jednak musiała skomentować rzeczywistość, co zrobiła szybko i jakby ciszej, aby pełnym głosem powrócić do rozwlekłej narracji o aferze seksualnej sędziego. Chwila oddechu, co każdy dobry scenariusz przewiduje, i pojawiają się spóźnieni prezydenci. Andrzej Duda przemawiał po polsku, bo właściwie dlaczego nie, skoro Angela Merkel bez względu na to, kogo odwiedza, mówi po swojemu, podobnie jak głowy innych mniejszych i większych państw. Dlaczego nasz prezydent ma się wstydzić języka ojczystego?

Zwykle pasek informacyjny podaje w skrócie na bieżąco, o czym jest mowa, natomiast przez całe wystąpienie zarówno Donalda Trumpa, jak i Andrzeja Dudy na dole ekranu napis jakby się zaciął na słowach: „Trump news conference as hearing looms over Kavanaugh” (Konferencja prasowa Trumpa, gdy wiszą w powietrzu przesłuchania dotyczące Kavanaugha) lub „Trump to take questions amid Kavanaugh allegations” (Trump będzie odpowiadać na pytania związane z oskarżeniem Kavanaugha). Narracja napisu zmieniła się jedynie na moment, kiedy padło słowo „Russia” – ono zawsze elektryzuje opozycję. Napis brzmiał: „Trump asked if he shares view that Russia is threat” (Trump zapytał, czy on podziela zdanie, że Rosja jest zagrożeniem). Dla stacji CNN Andrzej Duda występuje jako „he” (on), dobrze, że nie „it” (to), na dolnym pasku nie ma ani nazwiska, ani narodowości, jakby był dyplomatycznym przybłędą niższej rangi; nie ma cienia wzmianki, że jest w Białym Domu gościem najwyższego szczebla.

Metoda propagandy CNN to milczące pomijanie, przemawianie do pamięci wzrokowej, nie słuchowej, bo wiadomo, że jedynie nieznaczny procent ludzi pamięta informacje usłyszane, szczególnie jeśli jest to monotonne i szybkie tłumaczenie symultaniczne. Kiedyś w czasach słusznie minionych, w historycznym bloku wschodnim w przypadkach krnąbrnych autorów nie wsadzano ich do więzienia, nie robiono porannego kipiszu w biurku i bibliotece, ale zabraniano wydawania. Stosowano śmierć poprzez pominięcie, milczenie, niedostrzeganie i całkowite lekceważenie. Ten sposób antyreklamy zastosował CNN. Zminimalizował wizytę, „zamilczał”, odebrał jej jakiekolwiek znaczenie. Mało pocieszający jest również fakt, że CNN jest ogólnoświatową siecią informacyjną, lub dezinformacyjną – jak twierdzą mniej liczni – i niestety dociera pod strzechy.

NIECO ZADOŚĆUCZYNIENIA

Fox Channel działa nieco inaczej, jest bardziej wiarygodny i ostatnio popularniejszy w USA niż CNN, ale niestety nie jest dostępny poza Ameryką. Gdyby nie było porównania, można by powiedzieć, że się czepiam, ale w tych samych minutach przekazu z konferencji prasowej Fox Channel informował na pasku o treści wystąpienia prezydentów, podawał przez cały czas informację, że przemawiający w jakimś dziwnym języku pan to prezydent Polski Andrzej Duda. Ze skondensowanej treści napisów wynikało, że właśnie trwa konferencja prasowa, w czasie której przemawiają i odpowiadają na pytania prezydenci: Trump i Duda. Najważniejszym punktem wystąpienia prezydenta Polski, wyszczególnionym na dole ekranu, było podkreślenie strategicznego partnerstwa z USA oraz bezpieczeństwa energetycznego. Prezydent Duda również chciałby, aby amerykański biznes bardziej zainteresował się Polską, a amerykańscy żołnierze zadomowili się na naszej ziemi. Tylko sojusz polsko-amerykański, twierdził prezydent Duda, jest w stanie zapobiec rosyjskiej ekspansywności wyrażonej aneksją Krymu i wojną w Donbasie.

RZECZYWISTOŚĆ

Ominięte zostało zniesienie wiz, jako temat zmora, za to pan Duda szastał pieniędzmi podatników. Obiecał, że jeśli Amerykanie będą tak uprzejmi i zechcą zakotwiczyć na polskiej ziemi, to polski rząd wybuduje bazę za 2 miliardy dolarów. Oferta tak ekscentryczna, że nawet opozycja na moment zamarła, zanim podniosła krzyk, że nie ma mowy, aby jakakolwiek stała baza NATO powstała w Polsce. Właściwie dlaczego miałaby nie powstać, skoro już płacimy przepisowe 2% PKB do wspólnej kasy NATO, w przeciwieństwie do takich potentatów jak Niemcy. Może to oni powinni bardziej partycypować, aby na europejskim przedmurzu powstał system obronny równy Okinawie, gdzie stacjonuje 50 tys. żołnierzy amerykańskich w różnych formacjach. Choć z drugiej strony nie wiem, czy mądre jest wchodzenie w jakiekolwiek zbrojne konszachty z Germanią. Następnie należałoby sobie uświadomić, że deklaracja, jaką podpisali prezydenci w Białym Domu, może mieć skutek prawny, ale niekoniecznie musi.

Autor: Halina Kaczmarczyk