Dla kogo wrócił Tusk?

213
FOTO: EPA

Kto stoi za powrotem Donalda Tuska do Polski? Uważnie słucham wystąpień tego polityka w mediach, na spotkaniach z wyborcami w terenie i zauważyłam dwie rzeczy: lata w Parlamencie Europejskim uczyniły z niego wprawnego, przebiegłego gracza (musiał mieć bardzo dobrych, ba może i najlepszych nauczycieli), a po drugie – on nie przyszedł po władzę.

Jakkolwiek to brzmi, powtórzę – moim zdaniem władza nie jest celem, jest środkiem, jakby skutkiem ubocznym tak samo jak „przy okazji” jest nim wskrzeszanie swoich dawnych kompanów dotąd odsuniętych na margines (w debatach publicznych ostatnio zaczyna pojawiać się Haliniak, Leszczyna, Kopacz oraz głęboko od czasów kampanii prezydenckiej zakopana gdzieś w szafie Kidawa-Błońska).

Po tych ruchach i zapowiedziach wyraźnie widać, że Tusk odbudowuje swoje stare, sprawdzone zaplecze w partii. Wyraźnie stawia na kobiety, zapewne dlatego też planowane są zmiany w statucie i w tym kontekście zastanawiam się, co z Joanną Muchą, która na początku roku odeszła z PO do Szymona Hołowni? Była minister sportu, kiedyś jedna z czołowych postaci partii po wyjeżdzie Tuska była marginalizowana tak skutecznie, że w pewnym momencie aż sprawdzałam, czy w ogóle nie wycofała się z polityki. Nie sądzę, by wróciła do PO, bo to bardzo zdecydowana i konsekwentna polityczka, ale jestem pewna, że Tusk, który zawsze dostrzegał jej niewątpliwy potencjał i talent, będzie chciał wyznaczyć dla niej jakieś znaczące zadanie. Tylko jak i gdzie?

Po co więc przyszedł Donald Tusk? Moim zdaniem, by siać zamęt i najszerzej pojęty „antypisizm”, co słychać w każdej wypowiadanej przez tego polityka opinii. Czy w tym kontekście tak zupełnie są pozbawione sensu głosy, że za jego powrotem stoją niemieccy poplecznicy, którzy wcześniej wynieśli go tak wysoko w PE?

Zgodnie z tą myślą należałoby szybko doprowadzić do chaosu, niezadowolenia i protestów, a co za tym idzie do wyborów. Jeśli będą to wybory przedterminowe, to obawiam się, że zwycięska koalicja będzie zbyt słaba, niespójna i zaangażowana w wewnętrzną walkę o wpływy oraz stołki, by udało jej się zrobić coś konstruktywnego dla Polski.

W przypadku wyborów w zakładanym terminie, w 2023 roku, czeka nas moim zdaniem powtórka z rozrywki, czyli PO bis. Chciałabym powtórzyć za klasykiem: „W swoim życiu boję się tylko wódki z lodem, bo po wódce z lodem nie boję się już niczego”. Ja po dojściu PO do władzy boję się tylko powrotu do podwyższonego wieku emerytalnego, nic więcej nie mogą mi zabrać, bo wszystko inne mi już wzięto. Nic też nie mogą mi dać (w zasadzie mogą, bo każda kolejna ekipa obiecuje, ale młoda już byłam, naiwna też), więc w żadne obietnice już nie wierzę. W zasadzie dla siebie to ja już zeszłam do takiego minimum, że nie chcę gorzej, ale marzy mi się, aby moje dzieci żyły w normalnym kraju. Żeby moja córka, która skończyła trudne studia medyczne, nie dostawała niewiele więcej niż najniższa krajowa, a syn nie uczył się języków obcych tyko po to, by wyjechać na stałe, bo jeżeli tak doceniamy i promujemy ludzi wykształconych, to do czego zmierza mój kraj? Do wódki z lodem?

Za „antypisizmem” jako głównym punktem programu Tuska świadczyłby też fakt, że od pierwszej chwili powrotu do polskiej polityki na każdym publicznym spotkaniu podkreśla, że oczekuje na debaty z prezesem Prawa i Sprawiedliwości. Doskonale wie, że na tej płaszczyźnie ma miażdżącą przewagę, miał ją już przed laty, a teraz śmiem twierdzić, że nie ma na naszej krajowej arenie polityka, z którym mógłby się zmierzyć przy choćby zbliżonych szansach. W żonglowaniu słowem i faktem przy zachowaniu niezbędnego opanowania jest obecnie mistrzem poza zasięgiem kogokolwiek. Tylko co nam, Polakom, po słowach?