Dreszczyk wyborczych emocji

115
FOTO: POROZUMIENIE

Z prezydenckimi wyborami w Polsce jest w tym roku jak z dobrym thrillerem, który trzyma w niepewności do końca. Choć do głosowania pozostało kilka dni, to wciąż nie wiemy, czy się w ogóle odbędzie. Ostateczny termin może być jednak nie końcem, a dopiero początkiem rozwoju politycznej akcji.

Termin 10 maja, jako dzień wyborów prezydenckich w Polsce, jeszcze przed wystąpieniem pandemii koronawirusa w naszym kraju, ogłosiła marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Wobec panującej sytuacji epidemicznej przeprowadzenie wyborów w tradycyjny sposób stało się niemożliwe, stąd pomysł Prawa i Sprawiedliwości, by przeprowadzić je wyłącznie w drodze głosowania korespondencyjnego.
Specustawa autorstwa PiS w tej sprawie została przyjęta już przez Sejm, a teraz trwają nad nią prace w Senacie. W izbie wyższej Prawo i Sprawiedliwość nie ma już większości, więc pochodzący z opozycji marszałek Tomasz Grodzki zdecydował procedować nad ustawą najdłużej jak się da. Ostatecznie Senat zapewne ją odrzuci bądź wprowadzi daleko idące poprawki i stanie się to dosłownie na cztery dni przed datą wyborów, czyli 6 maja. Sejm zbierze się dzień później, by specustawę ostatecznie przyjąć i przekazać do prezydenta, ale tu pojawia się problem i moment politycznej grozy. Zjednoczona Prawica bowiem może w tym dniu nie zdobyć większości. Wszystko to za sprawą Jarosława Gowina i jego co najmniej pięciu posłów, którzy mogą zagłosować przeciw specustawie. Szef Porozumienia od dawna mówił, że nie zgodzi się na wybory 10 maja i że powinny one zostać przesunięte. Aby uwiarygodnić swoją postawę Gowin niedawno podał się do dymisji i zrezygnował z funkcji wicepremiera. Jednocześnie przygotował w związku z epidemią koronawirusa projekt zmiany w Konstytucji RP, który wprowadzałby jedną – siedmioletnią – kadencję prezydenta. Tu jednak potrzebna jest większość, której bez posłów PiS Gowin nie osiągnie.

Kilka dni temu posłowie partii Jarosława Gowina spotkali się w tej sprawie z prezydentem Andrzejem Dudą. Jak mówił szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, spotkanie było dobre i służyło wzajemnemu zrozumieniu swoich racji. Dotyczyło zbliżających się wyborów prezydenckich. „Najważniejszy komunikat, jaki padł ze strony polityków Porozumienia, był taki, że partia jest częścią Zjednoczonej Prawicy, a na pewno jest częścią środowiska popierającego kandydaturę pana prezydenta Andrzeja Dudę na drugą kadencję i będzie pracować nad tym, by osiągnął sukces w tych wyborach” – poinformował Szczerski.

Na temat zmian w konstytucji lider Porozumienia rozmawia także z przedstawicielami opozycji i to właśnie te rozmowy mogą zakończyć żywot Zjednoczonej Prawicy. Pierwszym krokiem będzie odrzucenie specustawy, a drugim wybranie Gowina na marszałka Sejmu. Ta propozycja już padła, co potwierdził marszałek Senatu Tomasz Grodzki. Teraz Gowin zastanawia się, co zrobić, ale musi sobie zdawać sprawę, że kolejny krok zrobi Jarosław Kaczyński, a nie on. Możliwe, że parlament zostanie rozwiązany i zostaną ogłoszone nowe wybory do Sejmu i Senatu, a te mogły się odbyć razem z przesuniętymi wyborami prezydenckimi w sierpniu.

Jarosław Kaczyński kolejny raz najprawdopodobniej postawi wszystko na jedną kartę i w sytuacji krnąbrnego koalicjanta nie zawaha się zaryzykować. Zrobił już to raz i choć wówczas nie wygrał wyborów i dał przejąć władzę w kraju Platformie Obywatelskiej, to dziś – gdy Prawo i Sprawiedliwość, jak i kandydat tej partii mają wysokie słupki poparcia – może znów podjąć decyzję z perspektywą nie tylko ponownego rządzenia z większością w Sejmie i sprzyjającym prezydentem, ale także i odzyskania Senatu.

Gowin swoją niedawną rezygnacją z funkcji wicepremiera pokazał, że nie boi się trudnych decyzji. Być może jednak za tym ruchem stoją ambicjonalne powody i nadzieja na wyższe stanowisko – nawet i premiera w rządzie składającym się z szerokiej opozycji. Jedno jest pewne – w czasach epidemii i ciągłych rozmów o koronawirusie polscy politycy zadbali o zmianę tematów w polskich domach. Jak widać, na dorzucanie opału do ognia politycznych emocji możemy zawsze na nich liczyć.