Drzewo życia

104
Długie jesienne wieczory, pełne pulsujących świateł, czasami dają natchnienie, ale często odbierają radość życia FOTO: EPA

Zasłoniłam telewizor ogromną reprodukcją obrazu Gustava Klimta „Drzewo życia”. Nie mogę zdecydować się na całkowitą rezygnację z TV, ale też do granic wytrzymałości nerwowej doprowadza mnie to, co serwowane jest na większości kanałów. Nie mam siły dochodzić, co jest prawdą, a co fake-newsem, jak bardzo interpretacja tej, czy innej stacji wypacza, a czasem wręcz zakłamuje rzeczywistość.

Znajomi, którzy sezonowo mieszkają w miejscu, które obecnie stało się strefą zamkniętą stanu wyjątkowego i którzy właśnie powrócili na zimę do miasta, opowiadali mi jeszcze inne historie niż te, które słyszałam z mediów. Oglądam zrobione przez nich zdjęcia i kilka filmików. Nie chcę widzieć, co robi z tego jakże poważnego i dramatycznego tematu TV.  Dlaczego z bezpieczeństwa mojego kraju i życia nas wszystkich, również tych ludzi „z lasu”, ktoś próbuje zrobić trampolinę do budowania kariery politycznej, czy poparcia wyborczego?

Znudzona jestem wciąż tym samym tematem: kto miał się zaszczepić to się zaszczepił, kto nie, ten tego nie zrobi i nawet trylion reklam, wypowiedzi i przykład tego nie zmieni. Od miesięcy nie natknęłam się na żaden dobry, wciągający, porywający, czy po prostu ciekawy film. Poza powtórkami, ale te się nie liczą. Nie wiem, czy już niczego nowego się nie kręci, czy emitowane to jest, kiedy pracuję albo śpię? To, co jest w godzinach tak zwanej „najlepszej oglądalności” sprawia, że potem usnąć nie mogę, bo wciąż, nawykowo klikam kolejne kanały na pilocie.

Patrzę na „Drzewo życia” i myślę o śmierci. Taki rok za mną. Śmierć szła za mną krok w krok i szerokim łukiem kosiła moich bliskich. Jesień w tym roku jest wyjątkowo piękna i długa, a to paradoksalnie powoduje u mnie pogorszenie samopoczucia, bo przypomina wędrówki po lesie, ogniska, które dla mnie rozpalałeś na działce i własnymi palcami wyciągałeś kiełbaski z ognia, pieczone ziemniaki, które przyniosłeś mi wieczorem do hotelowego pokoju, a wyszedłeś ponoć tylko do samochodu po walizkę, szukanie zagubionego wiecznego pióra w liściach – akcja zakończona sukcesem po 4 dniach i niezliczonej ilości śmiechu, spacery po parku i udawanie, że właśnie się spotkaliśmy po raz pierwszy, rozmowy, że jeszcze nie tej jesieni, ale następnej to na pewno… Tylko jedynym pewnym jest to, że następnej jesieni na pewno nic już razem nie zrobimy.

Wodzę wzrokiem za krętymi liniami tworzącymi gałęzie niczym labirynt na obrazie i myślę o krętych ścieżkach życia. Rozdroże, wybór i konsekwencje. Tylko w życiu mniej złotych i wibrujących barw… Przynajmniej na takim etapie jestem. Pogoda za oknem pogarsza mój nastrój, a jeszcze gorzej jest, gdy pomyślę, że przez najbliższe miesiące będę widzieć noc, albo szary dzień przez szybę okna. Właściwie nic mi się nie chce. Zawinęłabym się w kokon z kołdry i spała do wiosny. Od  wieków życie człowieka było bardzo mocno związane z naturą. Wiosenne i letnie miesiące sprzyjały aktywności, bo związane były z gromadzeniem pożywienia, wzmożoną pracą, częstszym kontaktom towarzyskim czy podróżom. Natomiast jesienią i zimą, kiedy przyroda zamiera, dzień staje się krótszy, mniej było pracy, a tempo życia także naturalnie ulegało ograniczeniu. Człowiek wpadał w lekki stan  spowolnionego metabolizmu, zmniejszonej energii i przygotowywał się do przetrwania zimy. Rytmy przyrody i pory roku wyznaczały zatem jego codzienną aktywność.

Obecnie, kiedy brak światła słonecznego, próbujemy zastępować je sztucznie, a codzienne funkcjonowanie znacznie mniej związane jest z rytmami natury oczekuje się, że poziom aktywności człowieka przez prawie cały rok będzie utrzymywał się na mniej więcej równym, wysokim poziomie. Być może właśnie dlatego to, co w przeszłości pozwalało nam poradzić sobie w niesprzyjających warunkach związanych ze zmianami w przyrodzie, teraz utrudnia nam życie. Światło ekranu, żarówki, czy świetlówki nie zastąpi słońca, a to ono docierając do naszych oczu wpływa na sposób funkcjonowania różnych struktur mózgowych, w tym na procesy powstawania i regulacji neuroprzekaźników oraz hormonów niezbędnych do wielu życiowych czynności. Sztuczne światło nie zahamuje zwiększania wydzielania melatoniny, hormonu snu i dlatego stajemy się bardziej senni i zmęczeni, nie wyrówna zaburzeń wydzielania hormonów. Brak słońca  zmniejsza poziom serotoniny, która odpowiedzialna jest m.in. za utrzymywanie dobrego nastroju…

Patrzę na „Drzewo życia” i zastanawiam się jak przetrwać do wiosny?