Emeryt z pożyczką studencką

708
FOTO: PEXELS.COM

Wszyscy wiedzą, że Amerykanie żyją na kredyt. Zaciągają pożyczki nie tylko na domy, mieszkania, pomieszczenia usługowe, jachty i samochody, ale także na... urlopy, przyjęcia weselne, lodówki. Zadłużają się również na pożyczki studenckie – swoje i dzieci.

Jedna grupa wiekowa – 60-latków i starszych – ma do spłacenia 86 miliardów dolarów. Skąd się wzięła taka astronomiczna suma? No cóż, duża część rodziców podpisała zobowiązanie pożyczkowe, aby pomóc wkraczającym w dorosłe życie potomkom, i ciągle zalegają z mniejszą czy większą sumą. Niektórzy wzięli pożyczkę, aby podwyższyć swoje kwalifikacje lub w ogóle rozpocząć nową ścieżkę zawodową, bo poprzednią pracę stracili, gdy nadeszła recesja 2007-2008 roku.

W 2017 roku 60-latkowie mieli do spłacenia średnio 33 800 dolarów, co jest przyrostem o 44 procent w stosunku do roku 2010. Suma pożyczek studenckich tej grupy wiekowej w latach 2010-2017 wzrosła 161 procent, co jest największym podskokiem wśród wszystkich grup.

Dług za uniwersyteckie czesne i inne opłaty w czasie studiów stał się niespotykanym wcześniej obciążeniem dla ludzi w wieku tużprzedemerytalnym lub już przybywających na odpoczynku i przekroczył tradycyjny szczyt zadłużenia, który wśród Amerykanów wahał się między 45. a 54. rokiem życia.

Ale nie tylko to. Ludziom, którym stuknęła sześćdziesiątka, przybyło spłat we wszystkich innych kategoriach konsumenckich: pożyczek samochodowych i osobistych, opłat za ubezpieczenie i podstawowe produkty codziennego użytku. W związku z tym zmuszeni są pracować dłużej i zajmować stanowiska, które normalnie przejęliby młodsi. Według Consumer Bankruptcy Project, rośnie szybko grupa 65-latków zgłaszających upadłość.

W przeciwieństwie do innych pożyczek, długi studenckie bardzo rzadko są umarzane. Powód? W większości udzielane są przez rząd, który nie wybacza i nie odpuszcza.

W następstwie kryzysu 2008 roku banki i prywatne instytucje pożyczkowe, skarżąc się, że tracą ciężkie miliony na bankrutach, zaostrzają proces uzyskania pożyczkowych funduszy. Wymagają podpisu obu rodziców, czyniąc ich na równi odpowiedzialnymi za spłatę, co w razie opóźnień obniża ich wynik kredytowy i zmniejsza szansę na uzyskanie jakiejkolwiek innej pożyczki, o którą wystąpią.

Około 93 procent nowych prywatnych pożyczek udzielonych w zeszłym roku akademickim obciąża rodziców czy legalnych opiekunów, co jest wzrostem o 75 procent sprzed dekady. Choć w dalszym ciągu pożyczki federalne stanowią 90 procent wszystkich udzielanych, prywatne powoli zdobywają popularność, dzięki niższemu oprocentowaniu dla rodziców z wysokim wynikiem kredytowym. Brane tylko na siebie przez rodziców, mają ten plus, że nie obciążają długiem dzieci u progu ich kariery zawodowej.

Jestem skłonny zaryzykować twierdzenie, że w gronie tym większość, to imigranci, w tym Polacy, którzy wydadzą ostatniego centa, żeby pomóc swojemu potomstwu nawet za wyrzeczenia, których Amerykanie za żadne skarby by nie podjęli. Znam wielu Amerykanów, którzy grzęzną po uszy ze spłatą pożyczek studenckich, choć mogliby je mieć dawno zwrócone, bo mają zamożnych rodziców, którzy bez zbytniego uszczerbku bogactwa mogliby otworzyć książeczkę czekową i jednym podpisem zażegnać frustrację potomka. Ale rodzice tego nie robią, bo uważają, że dzieci muszą się same męczyć, żeby docenić wartość pieniądza. Uważam jednak, że jeśli ruch ten ma być formą lekcji, to winien trwać krótko, a gdy przeciąga się na lata, jest powodem rodzinnych waśni, z zerwaniem wszelkiego kontaktu włącznie.

Innym powodem spłacania przez emerytów pożyczek studenckich jest bezsensowne gospodarowanie swoimi finansami i brak dyscypliny wydatków. Po dziesięcioleciach obserwacji zjadaczy hamburgerów i czipsów ziemniaczanych twierdzę to z całą stanowczością. Ale to już temat na oddzielny felieton.