Emigracja, ale w drugą stronę

7

Przyzwyczajeni jesteśmy, że ludność z krajów Trzeciego Świata, czyli Afryki, Azji, Ameryki Południowej, oraz z biednych, wschodnich regionów Europy emigruje do stref bogactwa: Ameryki Północnej i Europy Zachodniej. Tymczasem kierunki emigracji w ostatnich latach zaczęły się zmieniać.

Dawne kolonie i państwa biedne, jak Brazylia, rozwijają się szybko. Ten kraj szykuje się ponadto do organizacji mistrzostw świata w piłce nożnej w 2014 roku oraz igrzysk olimpijskich w 2016 roku, co wiąże się z ogromnymi projektami modernizacji infrastruktury. W Brazylii – kraju wreszcie chyba wykorzystującym swój ogromny potencjał ludzi i zasobów naturalnych – światowy kryzys nie jest zauważalny. Liczba Brazylijczyków mieszkających za granicą zmniejszyła się w ostatnich latach z 3 do 2 milionów. Wracają do domu, bo tam jest praca i perspektywy. Co jeszcze ciekawsze, do Brazylii jadą za chlebem Portugalczycy (mówią tym samym językiem) i Hiszpanie. Są to zarówno robotnicy budowlani, jak i architekci, którzy np. w Hiszpanii mają ogromne trudności ze znalezieniem pracy, skoro pękła tam „bańka” inwestycji budowlanych.
Pojawiły się, niesłychane kiedyś, kierunki emigracji: Portugalczycy jadą pracować do swoich byłych kolonii w Afryce, Angoli i Mozambiku, Hiszpanie natomiast do Chile i Kolumbii. Więcej dziś wyjeżdża, niż przyjeżdża osób w przypadku Hiszpanii, Portugalii, Irlandii i Grecji. Magnesem dla imigrantów – zarówno profesjonalistów, jak robotników – jest dobrze ostatnio prosperująca Australia, a także Kanada.
Mimo naszych – wcale nie bezpodstawnych! – narzekań na sytuację gospodarczą w Stanach Zjednoczonych, ciągle jest to kraj przyjmujący imigrantów. Zmniejsza się co prawda liczba przybyszy z państw kiedyś dużo biedniejszych, jak Chiny, Korea Południowa, Rosja (i Polska). Więcej jest jednak – choć, przyznajmy, nie są to liczby ogromne – tych z Niemiec, Anglii, Irlandii i Włoch. Są to co prawda profesjonaliści, niemniej ich przyjazd może odwrócić trend całkowitego obumierania, kiedyś bardzo dynamicznych, skupisk etnicznych z tych krajów.
Zdaniem wielu ekonomistów trendy te będą się nasilać. Rośnie siła gospodarcza Ameryki Południowej, Afryki, Azji. Należy też pamiętać, że różnice poziomu życia muszą być znaczne, aby motywować ludzi do – bolesnej i drastycznej – decyzji emigracji. Te różnice zdają się cały czas zmniejszać.
Ekonomiści mogą się jednak – jak to ekonomiści – mylić. Nie przewidzieli przecież, że zjednoczona Europa, do niedawna stawiana za wzór światłego zarządzania, będzie biedniała na naszych oczach. Niepewność panuje także co do perspektyw rozwoju Japonii czy Indii. W przypadku Chin wielu uważa, że rozwój tego kraju to jakieś perpetuum mobile. Oczywiście i ta opinia może okazać się nieprawdziwa.
Tak czy inaczej ruch emigrantów stał się w naszych czasach wielokierunkowy i podlegający nieustającym zmianom. Będziemy musieli się do tego przystosować.

Autor: JL