Europejczycy

12

Są inni. Spokojniejsi, bardziej eleganccy, cisi, introwertyczni, kulturalni, światowi, zarazem mający poczucie wyższości nad mieszkańcami innych kontynentów. Europejczycy.

Są tacy idealni, że aż to denerwuje. Ubrani w obcisłe stroje podkreślające ich szczupłe sylwetki, spokojnie, ale z dobrym gustem. Zegarek na przegubie Niemca pasuje swoim nowoczesnym stylem do prostej w fasonie kurtki. Ta zaś pasuje kolorem do butów. Oni też znają wszystkie modne marki, też podążają za modą, niemniej Angielka czy Szwedka nie założy czegoś znanej nawet firmy, jeśli nie będzie w tym dobrze wyglądać. To nie Amerykanki, chude i grube, które jak jeden mąż (?) noszą np. botki na płaskim obcasie firmy UGG, w których mało które nogi wyglądają zgrabnie. Makijaże Europejek są dyskretne. Co najbardziej zdumiewające, dziewczyny czasem nie mają lakieru na paznokciach i rąk, i stóp, co wśród Amerykanek jest niemal równoznaczne z nagością.

Obserwuję Europejczyków chodzących z aparatami fotograficznymi po ulicach Nowego Jorku, jeżdżących turystycznymi autobusami, idących do teatru i na mecz New York Knicks. I mam wrażenie, że Ameryka i Europa to coraz bardziej oddalające się kontynenty.
Oczywiście, ubiór jest najbardziej zauważalny. I kształt ciała. Amerykanie jakby stawali się osobnym podgatunkiem człowieka. Są więksi, grubsi. Ich ruchy są bardziej zamaszyste, mowa wolniejsza i głośniejsza, śmiech bardziej rubaszny, praca mniej dokładna, reakcje mniej naturalne. A to wszystko mimo internetu, telewizji, tanich podróży. Ewoluujący (?) fizyczny kształt Amerykanów to także rezultat ich otyłości, a ta jest rezultatem okropnego, sztucznego i obfitego jedzenia, które pochłaniają nie zważając na mądre przestrogi.
Ludzie otyli pojawiają się w większej liczbie także wśród Europejczyków, w ogóle wszędzie, ale ciągle są to mniejszości.

Podgatunkiem podgatunku są amerykańscy Murzyni. Także oni mają swój, absolutnie charakterystyczny sposób mówienia, nawet swoistą gramatykę (??) i wymowę, słownictwo, sposób tańczenia i ubierania się, podejście do pracy, życia, rodziny, dzieci.
Nie wartościujmy teraz – jedynie zauważmy rosnące różnice.

Wśród europejskich wycieczek odwiedzających Nowy Jork sporo jest ludzi o ciemnym kolorze skóry albo ubranych w muzułmańskie szaty. Dziewczyny o oliwkowej skórze, w chustach na głowie, zapytane skąd są, odpowiadają jednak: z Danii. Jesteśmy Dunkami. Mówimy między sobą po duńsku. Podobnie odpowiadają ludzie o wyglądzie hinduskim, afrykańskim. Sąd jestem? Z Niemiec, z Londynu, jestem Francuzem. Tam się urodzili, mówią bez akcentu po angielsku lub francusku. Oczywiście, i w Europie są napięcia i konflikty na tle rasowym, jakieś formy dyskryminacji. Niemniej dla obserwatora z zewnątrz, ci ludzie, jeśli chodzi o ubiór, zachowanie, myślenie, są Europejczykami jak wszyscy inni. Jakże inni są od nich amerykańscy Murzyni, którzy – choć to urodzeni w USA obywatele – strasznie podkreślają swoją osobność przez nadawanie dzieciom rzekomo afrykańskich imion czy ubieranie się w stroje w stylu hip-hop/kenijska wioska/Walmart.

Europejczycy są ciekawi świata. Pełno jest w Nowym Jorku turystów z Anglii, Niemiec, Szwajcarii. Tego poniekąd oczekujemy – to bogate, wykształcone narody. Przyjeżdżają tu też jednak – nawet jeśli muszą długo oszczędzać na takie wakacje – turyści z Bułgarii, Portugalii, Słowacji, Polski. Wielu z nich posługuje się dobrym angielskim, a Niemcy czy Holendrzy być może znają ten język jeszcze lepiej niż Amerykanie – potrafią zrozumieć różne akcenty, skoro sami mówią wieloma językami. Potrafią też zrozumieć trudniejsze słowa, gdyż są ludźmi wykształconymi, także czytającymi w obcych językach.

Europejczycy są zafascynowani Ameryką, jak pilnie ucząca się, grzeczna córka patrzy z niejakim podziwem i zazdrością na zwariowaną, sprawiającą nieustanne kłopoty wychowawcze, siostrę.

Ludzie z Europy chcą odwiedzać muzea. Z pokorą odwiedzają September 11 Memorial Museum, podziwiają kolekcję sztuki w MoMA. Z przewodnikiem w ręku (a dziś raczej z telefonem) zwiedzają Park Centralny. Z uśmieszkiem człowieka, który znowu chce poczuć się dzieckiem, gapią się na neony Times Square.

Niestety, także dla wykształconych Europejczyków zwiedzanie świata sprowadza się czasem do stereotypów, powszechnie rozpoznawanych atrakcji danego kraju. Tak więc i oni chcą widzieć Byka z Wall Street, show na Broadwayu, zjeść hamburgery i kupić koszulki z napisem I Love New York. To też jednak wina Ameryki, że pozwoliła się sprowadzić do takich tandetnych symboli.

Tak widzimy Europejczyków z zewnątrz, z Ameryki. Prawda o nich na pewno nie jest taka różowa. To wszak na ich kontynencie mieliśmy niedawno kilka wojen, ludobójstwo w Kosowie; szerzy się terroryzm. Ludzie może są spokojni i stonowani, ale czy szczęśliwi? Nie wiemy jak żyje się w krajach, gdzie można dostać niezłe zasiłki, ale nie można dostać pracy. Nie jesteśmy też w stanie ocenić stosunków rasowych w tych krajach, dopóki tam nie mieszkamy, i dopóki nie mamy innego koloru skóry.

Tak więc ideałów nie ma. Upada model państwa opiekuńczego, Europa nie jest w stanie wyjść z recesji, starzeje się, kończy, wali. Wszystko to prawda, niemniej patrząc na Europejczyków podczas ich krótkich wizyt w Ameryce nie można oprzeć się wrażeniu, że mieszkają oni być może w lepszym systemie społecznym, że żyją w poczuciu większego bezpieczeństwa, zarazem jednak rozumieją życie lepiej i głębiej.

Dlaczego więc są, mimo wszystko, tak zafascynowani Ameryką?

Autor: Jan Latus