Food stamps – pomoc czy przekleństwo?

0
13

47 milionów Amerykanów korzysta z pomocy socjalnej, zwanej Food Stamps (SNAP). W 2000 roku rząd amerykański wydał 17,1 miliarda dolarów na program SNAP, w 2013 już 79,9 miliarda.* To bardzo niepokojący trend, trącący socjalizmem gorszym niż za PRL-u.

W socjalistycznej Polsce nie było aż tak dobrze. W żadnym wypadku nie chcę zachwalać starego systemu, chcę natomiast uwypuklić problem, który jest przemilczany w naszej codziennej pogoni za chlebem.

Programy pomocy socjalnej są potrzebne, ale czy w takim stopniu jak dziś powinny być tworzone i kontrolowane przez rząd? Jak widać, Waszyngton lekką ręką zarządza pieniędzmi podatnika, przy okazji rozbudowując administrację do niespotykanych rozmiarów. Odwraca się struktura kręgosłupa Ameryki: kiedyś mała administracja wspomagała średni i duży biznes, teraz jest na odwrót – mały i średni biznes utrzymuje wielką administrację. To jeden z podstawowych powodów, dla którego zamykają się biznesy, z USA uciekają firmy. Ile jeszcze czasu potrzeba, abyśmy wszyscy pracowali dla rządu?

Czy Amerykę stać na tak rozbuchaną pomoc socjalną i jej obsługę? Z roku na rok rosną podatki i opłaty, a społeczeństwo jest wyciskane jak cytryna. Aby utrzymać funkcjonowanie chorego sytemu, podatki są wprowadzane na każdym kroku, po cichu, pomału, ale jakże konsekwentnie. Od 1 stycznia tego roku zanotowaliśmy kolejne podwyżki:

  • Top Income tax bracket wzrósł z 35% do 39,6%
  • Top Income payroll tax wzrósł z 37,4% do 52,2%
  • Capital Gains tax wzrósł z 15% do 28%
  • Dividends tax wzrósł z 15% do 39,6%
  • Estate tax wzrósł z 0% do 55%

Kolejnym, psychologicznym zjawiskiem, nad którym warto się zastanowić, jest problem z otrzymywaniem czegokolwiek za darmo. Ważna w wyjątkowych sytuacjach pomoc, na przestrzeni dłuższego czasu zamienia się w przyzwyczajenie, z którego trudno zrezygnować. To nie odnosi się wyłącznie do ludzi, to jest zjawisko samozachowawcze wszelkich istot. Między innymi dlatego zabronione jest dokarmianie zwierząt w parkach – przyzwyczajają się, robią się coraz bardziej natrętne, a co najgorsze – zanika u nich naturalny odruch walki o pożywienie. Być może jest to niepoprawne politycznie porównanie, ale tak jest, jakby na to nie patrzeć. Aby nie być gołosłownym, przytoczę kilka przykładów – wystarczy wpisać wymienione nazwiska w wyszukiwarkę Google'a, by potwierdzić moje słowa.

  • Amanda Clayton z Michigan wygrała milion dolarów na loterii, nie chce jednak zrezygnować z zapomogi rządowej, tłumacząc, że nie pracuje, a ma sporo rachunków, samochód i dwa domy na utrzymaniu.
  • Jason Greenslay, muzyk rockowy, w rozmowie z Fox News twierdzi, że pobierając zasiłek nie wykorzystuje systemu, otrzymuje go legalnie. Nie podejmuje pracy zarobkowej, bo doskonali swój talent (przy okazji uprawiając surfing w słonecznej Kalifornii). Na pytanie, czy wie, jakie jest zadłużenie USA, i czy sądzi, że przykłada się do tego problemu, odpowiada, że nie wie, jak zadłużona jest Ameryka, i przy okazji pyta, czy powinien czuć się winny, jeśli system jest tak zbudowany?
  • Melissa Devilma – samotna matka – otrzymuje 478 dolarów w gotówce i 367 dolarów food stamps miesięcznie. Dodatkowo otrzymuje finansowe wsparcie na utrzymanie mieszkania: za miesięczny czynsz za dwusypialniowe lokum w Bostonie płaci 131 dolarów. Włączając ubezpieczenie zdrowotne, podatnicy wydają na nią ponad 33 tysiące dolarów rocznie. Zapytana, czy podoba się jej taki styl życia, odpowiada, że nie, natomiast zna wielu ludzi, którym to odpowiada – pobierając zapomogi nie kwapią się szukać jakiejkolwiek pracy czy edukacji, by zmienić swoje życie. „Życie na zapomogach nie jest usłane różami – dodaje – ale jest wystarczająco komfortowe, by w nim tkwić”.

Opodatkowani do granic rozsądku Amerykanie nie chcą z dobrego serca pomagać potrzebującym, a szkoda, bo to właśnie zwykli ludzie, a nie rząd, powinni pomagać w trudnych chwilach. Zwykli ludzie powinni mieć co odpisywać od podatku, przekazując część na takie pozarządowe organizacje, jak Caritas, Red Cross itp.

Przy obecnym stanie rzeczy, oprócz naprawdę potrzebujących ludzi na „zakręcie”, rośnie wychowana przez system dzicz, niezdolna do pracy, bez obowiązków. To przykre, ale nawet dzieci w wielu przypadkach nie rodzą się już z miłości, a raczej z potrzeby finansowej – czym ich więcej, tym lepsza pomoc rządu.

Niestety większość Amerykanów to ignoranci (ignorancja jest podobno błogosławieństwem). My jako grupa etniczna (i podatnicy) w USA jesteśmy mało aktywni politycznie, szkoda – moglibyśmy opowiedzieć naszym amerykańskim kolegom politykom o prawdziwych zaletach socjalizmu, zanim wszyscy obudzimy się z ręką w nocniku.

*Dane: U.S. Department of Agriculture (www.fns.usda.gov)

Autor: LESZEK SADOWSKI