Globalny światopogląd młodych

26
Młodzi Polacy przypominają w swoich postawach młodych Amerykanów. I nie tylko Amerykanów. Młodych na całym świecie FOTO: PEXELS.COM

Jeśli nastaje czas wyborów, to wiadomo, że zaczynamy tonąć w sondażach. I jak zwykle, interesują nas o tyle o ile na początku, im jednak bliżej sądnego dnia, tym bardziej odczuwamy potrzebę, by od nich uciec. Są granice wytrzymałości na czytanie mniej więcej tych samych doniesień i statystyk. Człowiekowi robi się tylko żal dziennikarzy, którzy te doniesienia muszą produkować.

Sondaż na temat politycznych postaw młodych Polaków wydawał się nieco inny od reszty, zagadnienie relatywnie „świeże” i mało przewałkowane, wpadł mi więc w oko od razu i pochłonęłam go ze szczerym zainteresowaniem. Badania przeprowadzono w formie „sprawdzania” prawdziwości pewnych mitów, którymi rzekomo przesiąknięta jest i nawet do pewnego stopnia „zindoktrynizowana” tzw. zbiorcza świadomość.

Wystarczyło kilka pierwszych akapitów, by uśmiech mimowolnie wykwitł mi na ustach. Młodzi Polacy bez wątpienia żyją w nieco innych realiach niż młodzi Amerykanie, a jednak nie miałam wątpliwości, że bardzo podobne wyniki badań na temat światopoglądu młodych już czytałam. I to nie raz.

Gdzie objawiły się największe podobieństwa? Po pierwsze, polscy dwudziestolatkowie, tak samo jak ich amerykańscy rówieśnicy, chcieliby widzieć większą kontrolę państwa na niwie czynszu mieszkaniowego, a także dostępności mieszkań dla młodych, nieposiadających jeszcze zbyt wielkiego zaplecza finansowego ani zdolności kredytowej. I w Polsce, i w USA młodzi ostro oprotestowują nieadekwatny system opieki medycznej, uważając jednocześnie, że dostęp do niej powinien być powszechny, prawo do zdrowia to bowiem prawo człowieka. Identycznie oburzają się na neoliberałów, których obarczają winą za wykreowanie nierówności społecznych i ekonomicznych na skalę nieoglądaną od dziesięcioleci. I młodzi Polacy, i młodzi Amerykanie większościowo popierają też równość płci oraz potępiają dyskryminację w każdym jej przejawie. W Polsce dodatkowo występuje poparcie dla inicjatywy faktycznego rozdziału państwa od Kościoła, którego młodzi Polacy obecnie nie widzą. Wreszcie – pomimo zupełnie innego uwarunkowania kulturowo-ideologicznego w naszych państwach – całkiem podobny jest pogląd młodych na szeroko pojęty „socjal”. Młodzi Polacy, i to nie tylko ci, którzy popierają obecny rząd, pragną kontynuacji programów typu 500 Plus, bo uważają je za przejaw właściwie ulokowanej troski państwa o kondycję rodziny. Młodzi Amerykanie, choć od wieków wychowywani w duchu samodzielności uber alles i odruchowego wręcz potępienia dla jednostek wyciągających po cokolwiek rękę w kierunku państwa (używając popularnego obecnie w Polsce określenia – amerykańska obyczajowość ma takich ludzi za „gorszy sort”), odcinają się od myślowych schematów swoich rodziców i dziadków, i tłumnie udzielają dziś poparcia politykom roztaczającym wizję społeczeństwa, w którym państwo odgrywa o wiele większą, niż do tej pory, rolę opiekuńczą. Zjawisko jest tak szerokie, że media ochrzciły już nawet młodych w USA mianem „pokolenia socjalistów”, choć oczywiście jest to karygodne uproszczenie w duchu typowej dla współczesnych mediów pogoni za sensacją.

Analizując wyniki swych badań polscy sondażyści wysunęli konkluzję, że kluczem do zrozumienia postawy młodych jest „zadaniowość”. Że stając okoniem do utartych norm wyborczych, młodzi mają w nosie tradycję utożsamiania się z konkretną partią i ideologią. Arenę polityczną traktują raczej jak kiermasz, patrzą na nią jak na zbiór ofert i wizji, które są lub nie w stanie przyczynić się do realizacji konkretnych celów politycznych, społecznych i gospodarczych. Nie mają przy tym oporu przed wkładaniem do swego kosza tego, co akurat im się podoba, nie zwracając uwagi, jaka partia czy organizacja swoją chorągiewkę przy konkretnej ofercie wystawia. I że ta postawa doskonale przy okazji tłumaczy, dlaczego, na przykład, deklarując głęboką więź z Kościołem katolickim, młodzi Polacy potrafią jednocześnie popierać prawa środowiska LGBT oraz działania Grety Thunberg – obie kwestie uważane przez polskich konserwatystów i episkopat za symbole tzw. skrajnego lewactwa.

Uśmiech na mojej twarzy przechodził niemal w śmiech, bo i te konkluzje znam od dawna. Po tej stronie świata doczekały się już własnej nazwy. O takich wyborcach mówi się: konserwatywny liberał lub liberalny konserwatysta. I nie są to oksymorony.

Jeżeli cokolwiek mnie dziwi, to fakt, że polscy sondażyści, a wraz z nimi dziennikarze analizujący dla swoich publikacji zebrane dane, nie wspomnieli nic o tym, jak bardzo młodzi Polacy przypominają w swoich postawach młodych Amerykanów. I nie tylko Amerykanów. Młodych na całym świecie przecież. Oraz że to zjawisko, w przeciwieństwie do wspomnianego „kuriozum konserwatywno-liberalnego ożenku wartości”, u młodych żadnym zaskoczeniem nie jest.

Żyjemy w erze naczyń połączonych, o ile więc nie zafundujemy sobie jakiejś cywilizacyjnej apokalipsy, która wróci nas do epoki kamienia łupanego, nie ma szans na powtórkę czasów zamkniętych granic, zamkniętych kultur i niezależnych od siebie gospodarek narodowych. Bez względu też na to, jak bardzo przywódcom narodów zależy na tym, by prezentować siebie i swoje partie jako skrajnych indywidualistów o oryginalnych poglądach, skrojonych precyzyjnie pod potrzeby swych wyborców, prawda jest taka, że i kampanie polityczne w dzisiejszych czasach rozgrywają się na podstawie bardzo podobnych scenariuszy – sięgają po podobną retorykę, kija i marchewki.

Jest się z czego cieszyć i smucić jednocześnie. Cieszyć – bo jeżeli podobne odczucia i postawy są rzeczywiście udziałem nie jednego narodu, ale globalnego pokolenia, pojawia się szansa na to, że rozwiązania, które spełnią oczekiwania młodych w jednej części świata, będzie można zastosować i gdzie indziej, z dużym prawdopodobieństwem skuteczności. Smucić jednak – że żyjemy w świecie, w którym nie działa jakiś większy, globalny mechanizm. Jeżeli go nie naprawimy, ryzykujemy kryzys na równie gigantyczną, bo globalną skalę, i na nic zdadzą się wtedy złudzenia, że obronimy się, bo jesteśmy wierni takiej, a nie innej wierze, to czy tamto uważamy za nasz symbol narodowy, oddajemy cześć tej czy innej tradycji. Hasła bazujące na wykluczaniu i zamykaniu się w etnokręgach na razie wciąż rezonują w pewnych grupach – nieprzypadkowo wśród osób powyżej 30. roku życia! – ale ich czas jest policzony. Mądrzy politycy i przywódcy przyglądają się dziś całemu światu w poszukiwaniu rozwiązań i odpowiedzi. Globalna wioska obdarowała nas mnóstwem problemów i bolączek, ale jak nigdy wcześniej w całej naszej historii pokazała z taką klarownością, że człowiek naprawdę jest taki sam, bez względu na to, gdzie mieszka. Chce mieć godne życie, godną pracę, poczucie bezpieczeństwa oraz perspektywy na przyszłość dla swego potomstwa. Dlatego sondażyści całego świata – łączcie się!  Wymieniajcie się wnioskami i doświadczeniami. Może wtedy prędzej i nasi politycy połączą siły, i zaczną patrzeć na świat jak na nasze wspólne dobro, a nie jedynie ciężar.