Głosować czy nie głosować

163
FOTO: EPA

Przeczytałam ostatnio u pewnego blogera politycznego, że z przeprowadzonych badań, na które się powołuje, wynika jednoznacznie, iż tak zwana stara Polonia, szczególnie w USA, popiera w większości PiS, a młodsza, na przykład ta europejska, zdecydowanie popiera opozycję, konkretnie PO. I tak od lat.

Jakiś czas temu dość intensywnie zgłębiałam ten temat, a że mieszkam w rejonie Polski, gdzie są całe miejscowości, w których dom w dom ktoś jest, był albo właśnie się wybiera za granicę, więc materiału badawczego miałam po dostatkiem, i co do zasady potwierdzałyby się moje badania z tymi, o których czytałam. Ja jednak poszłam o krok dalej i dzięki temu pochwalę się ciekawą sprawą.
Otóż wśród 37 moich znajomych oraz znajomych znajomych (czyli mojej próbie badawczej), którzy bezpośrednio po powrocie na stałe do kraju deklarowali zdecydowanie, że popierają PiS, teraz, po czterech latach, odpowiedzi rozkładają się następująco: 21 – zdecydowanie nie PiS, 9 – już sam nie wiem, 7 – zdecydowanie PiS. Były to w większości osoby, które przebywały ponad 20 lat i dłużej za granicą: USA – 18 osób, Kanada – 6, Australia – 1, Nowa Zelandia – 1, Chile – 2, Francja – 5, Austria – 2, Niemcy – 2.

Takie samo badanie przeprowadziłam wśród osób, które w analogicznej sytuacji (pobyt ponad 20 lat i dłużej za granicą) deklarowały bezpośrednio po powrocie, że są zwolennikami PO. Teraz odpowiedzi 25 badanych rozłożyły się tak: 13 – zdecydowanie nie PO, 10 – sam już nie wiem, 2 – zdecydowanie PO. 11 osób mieszkało we Francji, 7 – w Niemczech, 3 – w Belgii, 2 – w USA, 1 – w Kanadzie, 1 – w Austrii.
Ze względu na to, że interesowały mnie preferencje związane tylko z dwiema najważniejszymi w Polsce partiami, więc osoby, które zadeklarowały inne sympatie, nie wypełniały ankiety.
Chyba wszyscy zauważyli jedną prawidłowość: preferencje dotyczące wyboru partii wyraźnie ulegają zmianie po powrocie do kraju. Mój wniosek jest taki, że wszystko wygląda inaczej, gdy się zna realia niby dobrze, ale tylko z pobytu na wakacjach w kraju, relacji bliskich i śledzenia wydarzeń w prasie i telewizji. Potem, w zderzeniu z rzeczywistością, okazuje się, że nasze wyobrażenia i proza życia to dwie różne, chciałoby się rzec, alternatywne rzeczywistości.
Udział w wyborach Polaków, którzy na co dzień żyją w innych krajach, to temat budzący kontrowersje nie od dziś. I tak jak, moim zdaniem, krótkoterminowi emigranci ekonomiczni, którzy wyjechali zarobić na mieszkanie, samochód, studia dzieci i za określony czas wracają tu żyć, czy pracownicy będących w delegacji, osoby studiujące za granicą powinny utrzymać prawo wyborcze, tak ci, którzy od wielu lat mieszkają poza Polską i nawet już nie planują do niej wracać, powinni takie prawo stracić. Na przykład w Wielkiej Brytanii następuje to po 15 latach.

W ostatnich wyborach parlamentarnych wzięło udział około 300 tysięcy Polaków żyjących poza granicami kraju, a przecież to miliony moich rodaków jest rozsianych po całym świecie. Może większa część Polonii zrozumiała, że jednak nie powinna przestawiać mebli w domu rodzinnym, jeśli w nim już nie mieszka?

1 KOMENTARZ

  1. Wybory są bardzo dobre.
    Ale nie na kredyt.
    Niech żyje Polska.
    Niech żyją Stany Ameryki Północnej.
    Żyje w Polsce ale byłem u was (w USA nie raz)byłe u NAS . Niech żyje POLSKA .
    Nie na kredyt. Polska płaci za siebie. Wzywam was do solidarności z rozwojem polski nie cofaniem do SOCJALIZMU. Wszystkim równo to nie jest sprawiedliwie.
    Nawet : Sprawo I Sprawiedliwie. My nie chcemy ZSSR nie chcemy Socjalizmu. W USA nie chcecie też socjalizmu.
    Zapraszam do polemiki , współpracy, rozmowy, będąc SA (USA) zawsze byłem zakochany w naszej Wolności(waszej/naszej).
    Z Przyjemnością porozmawiam : [email protected]